Z. Wojtyś, Filatelista, Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka 2007, s. 492.
Przedziwna historia przytrafiła się Filateliście Zbigniewa Wojtysia. Właściwie, jeśli wierzyć jej przekazowi, nie całkiem to przypadek, a raczej zamierzony zabieg. Tekst na okładce książki wskazuje kilka wybranych elementów tworzących fabułę (założenie Stowarzyszenia Thule, jego wpływ na Adolfa Hitlera oraz dziwna wizyta pewnego filatelisty w małym sklepiku współczesnego Poznania) i informuje, że stanowi ona połączenie powieści grozy i powieści detektywistycznej. Tego więc oczekiwali czytelnicy, którzy tę książkę kupili i którzy z tego powodu się zawiedli. Okładkowa reklama to oczywiście pozór ;-) Nie bez powodu przód okładki informuje i ostrzega zarazem: „Zaczyna się gra. Należy czytać wszystkie napisy”. Nie jest więc Filatelista ani tylko powieścią grozy, ani powieścią detektywistyczną, ani fantasy. Jej treści nie wyczerpuje zagadka kryminalna czy pokazanie jeszcze jednego z motywów wędrówki, znanej i lubianej przez czytelników literatury fantastycznej. To złudne tropy, a właściwie nie jedyne. Czym więc jest ta powieść? Oto prawdziwa zagadka!
Ja chciałabym ją odczytać jako powieść semiologiczną. A w takiej powieści rzeczywiście trzeba czytać wszystkie napisy. Mówiąc wprost, książka Zbigniewa Wojtysia dotyczy funkcjonowania języka, wskazuje jego ontologiczną rolę w tworzeniu rzeczywistości. To powieść o desaussure’owskim rozdzieleniu znaczonego i znaczącego, powieść o znakach realności, wyznaczanej przez czas (Lustro czasu), i mitologii, będącej odzwierciedleniem świata, wyznaczanej przez zawsze, nigdy i bezczas (Lustro świata).
W pierwszej części książki autor buduje porządek rzeczywistości. Najważniejszą rolę w nim odgrywają czas i znaki (w rozumieniu semiotycznym). Mamy tu do czynienia z fabułą skoncentrowaną wokół zagadki historycznej i tajemniczej postaci Niemca Ludwiga Senfla, który 23 grudnia 2005 roku odwiedza mały sklepik filatelistyczny. Pracuje w nim główny bohater książki Aleksander Casey, któremu nie bardzo się wiedzie w życiu. Senfl interesuje się serią znaczków z ratuszami Rzeszy. Wraz z nim w codzienność Olka wkracza opowieść o przeszłości – nazizmie, jego okultystycznym uwikłaniu i wojennych dziejach Poznania. Dzięki postępowi akcji pojawia się w niej też zjawiskowa Monika Małecka – miłość i ogromna fascynacja erotyczna Olka. Wspólnie doznają (poza uniesieniami rzecz jasna) swojego rodzaju przejścia. Zaczynają widzieć szybkie zmiany przeszłości – wkraczają w czas, nie panując nad nim. Mamy tu wyraźne odniesienie do Wehikułu czasu H. Wellsa. Podobna jest konstrukcja obrazów przenikania się i przemian czasu, ukazujących te same mechanizmy w kreowaniu historycznych przekazów i legend, tworzeniu języka ideologii, języka kłamstwa, wpływającego na tragiczne wydarzenia historyczne, śmierć i zagłady, w tym na pojawienie się nazizmu i jego mitu o nadczłowieku.
Ważną figurą w powieści są tacy szczególni ludzie, jak Olek i Monika, potrafiący przenikać kłamstwa językowe, wyczuwać pozory. To oni mogą jednocześnie bytować w innej sferze, stanowiącej lustro świata, sferze, która daje zrozumienie, choć nie do końca wiadomo, czy też nie jest pozorem.
Tak wkraczamy do drugiej części książki – Lustra świata, czyli świata mitologii (w rozumieniu Rolanda Barthesa). Ten Drugi Świat ma oczywiście wiele wspólnego z powieścią podróży, jest skonstruowany na wzór i podobieństwo (odbicie odbicia!) mitów, a właściwie tego, co z tych mitów w przekazie kulturowym pozostało – stąd to wymieszanie mitologii, wątków, gra postaciami, zbliżanie bogiń hinduskich, greckich, słowiańskich, ukazywanie ich atrybutów w najdziwniejszych kontekstach. Taka kreacja świata przedstawionego umożliwia wskazanie wielu interpretacji i reinterpretacji przeszłości i przyszłości, które dzieją się w Pierwszym Świecie. Daje możliwość ich dalszego pisania, a może odnajdowania jakiejś spójności w postmodernistycznym przekazie, w którym wszystko może być jednocześnie i nigdy... W tej części mamy też odniesienia do Boskiej komedii Dantego i jej podobnych tekstów o wewnętrznej wędrówce do piekieł (obojętnie z jakiej mitologii czy religii pochodzą).
Z jednej więc strony mamy w powieści zaburzenie linearności czasu i znaków realności, z drugiej mitologizowanie ich, nadawanie im ciągłości, przywracanie porządku poprzez słowa. To słowa i język są kluczowymi kategoriami w książce. Autor poza wskazaniem ich ontologicznej roli uwrażliwia też na język jako narzędzie propagandy, ideologii, na posługiwanie się nim przez ludzi w celu tworzenia rzeczywistości wygodnych, użytkowych, jak to czynili naziści czy komuniści.
Filatelista to też – już w wersji stricte filozoficznej – sprzeciw wobec zastanej heglowskiej logiki, na rzecz manichejskiej dwoistości, od której wykładni rozpoczyna się książka i którą się kończy.
Erudycyjne odniesienia do literatury (bynajmniej nie tylko do tych paru tekstów, które wymieniłam) i przekazów kulturowych, dobre pióro, które poradziło sobie ze skomplikowanymi wywodami językoznawczymi i filozoficznymi, ale też ze śmiałymi scenami erotycznymi czy brutalnymi (polecam zwłaszcza apokaliptyczną wizję setek przeobrażających się zwłok [s. 175 i nn.], ogromny potencjał wyobraźniowy to cechy, które sprawiają, że powieść Wojtysia jest interesująca i bardzo wciągająca. A nade wszystko wielowymiarowa i spójna. Polecam wszystkim, którzy lubią się wczytywać w słowa.
Jolanta Świetlikowska
Rozważania o kryminale, który nigdy nim nie był - Z. Wojtyś o swej książce
Książki Zbigniewa Wojtysia na ZwB