Biuro Piotra Kluchy mieściło się na ulicy Gimnazjalnej

21.01.2009

Biuro Piotra Kluchy mieściło się na ulicy GimnazjalnejJ. Rębacz, Zakopane: Sezon na samobójców

Biuro Piotra Kluchy mieściło się na ulicy Gimnazjalnej, vis-à-vis – chciałoby się powiedzieć – biura niejakiego Marlowe’a, detektywa Marlowe’a. Czy to porównanie à rebours jest słuszne, ocenicie Państwo po przeczytaniu książki Jacka Rębacza Zakopane: Sezon na samobójców. Pierwszej z serii książek tego autora o detektywie Piotrze Klusze.

Zakopane: sezon samobójców to książka pozornie o samobójstwach. Pierwsze z nich ma miejsce na szczycie Świnicy, gdzie szczęśliwa para ma tę szokującą nieprzyjemność obserwować, jak pewien smutny młodzieniec rozłożywszy ręce skacze w dół. Po jakimś czasie od tragicznego wypadku do zakopiańskiego detektywa przychodzą rodzice samobójcy, prosząc o dokładne zbadanie okoliczności śmierci ich syna. Według nich bowiem nic nie wskazywało na to, że zamierzał on popełnić samobójstwo. Detektyw Piotr Klucha przyjmuje zlecenie, nie wiedząc, że szybko jego wątki splotą się z kolejną podjętą sprawą – nieuczciwego developera Zbigniewa Kurpiela, który tym razem oszukał nie tę osobę, co trzeba. W obie sprawy wplątana będzie też dziewczyna – niejaka Monika Biały – która zostanie porwana. Do czego doprowadzi śledztwo Kluchy? Jakie tajemnice odkryje prywatny detektyw?

Piotra Kluchę wiele dzieli od brutalnego, mrocznego detektywa Marlowe’a… a właściwie wszystko. Zakopiański właściciel Biura Prawno-Detektywistycznego, prowadzonego na spółkę z bardziej „prawną” koleżanką Danusią, na co dzień zajmuje się szukaniem psów i innymi drobnymi sprawami. „Był czterdziestoparoletnim facetem, żonatym z nieco zrzędliwą kobietą – Anną, miłośniczką seriali i mocnego piwa, która obdarzyła go nieznośnie rozpieszczonym (przez nią i dziadków) synem Krzysztofem. Piotr mógł się podobać kobietom, ale raczej z racji tego, że potrafił być miły czy – jeśli chciał – nawet czarujący, aniżeli z powodu męskiej urody. Miał już lekko zaokrąglający się pod koszulą zarys brzucha i cokolwiek przerzedzające się włosy” (s. 8). Ten statecznie zaokrąglony, bynajmniej nie jak grający Marlowe’a Humphrey Bogart, na miarę Zakopanego detektyw, były pracownik WSI, z których to został wyrzucony, ze wspomnieniami z Iraku, świetnie nadaje się do pracy w turystycznym miasteczku. Wielki świat zdaje się tu nie zagląda, chyba że na wakacje, a do najcięższych zajęć należą układanie się z żoną i wspólniczką oraz prowadzenie wynajmu pokoi gościnnych na Smerkowej. Piotr od mocniejszego alkoholu stroni, więc codzienna whiskey nie wchodzi w grę (no piwko tak…), nie przytrafiają mu się zazwyczaj kontakty z fammes fatales, które na potęgę pojawiały się w życiu Marolowe’a. Nie aspiruje też do bycia Sherlockiem Holmesem, choć potrafi rozpoznać, kiedy ktoś kłamie. Słowem – sympatyczna postać bez zadęcia, ale za to z pełną świadomością odpowiedzialności za swoją pracę i bliskich.

Taka konstrukcja postaci głównego bohatera, osadzona na cechach przeciwnych do tych posiadanych przez słynnych detektywów, ma wszelkie powody się podobać. Jest oryginalna, budzi sympatię i pasuje do swojskiego klimatu turystycznego Zakopca. Kiedy więc ten zły świat jednak zawita do tego miejsca, nasz bohater stanie w jego obronie, wykorzystując wszelkie dostępne sobie środki. Czy sobie poradzi? Sprawdzimy, czytając kolejne książki o jego pracy.

J. Rębacz, Zakopane: Sezon na samobójców, Warszawa: Supernowa 2006, s. 175.

Bibliotekarka

Jacek Rębacz na ZwB