A. Zalewski, Rowerzysta, Lublin: Wydawnictwo Grasshopper 2009, s. 502.
Jest rok 1968, Eltonville – małe miasteczko gdzieś w Stanach. A w nim bogacz trzęsący okolicą, szeryf, który dawno zapomniał co to prawo, konflikty rasowe i wstrząsająca historia pewnej rodziny. Bill Noonan, „pieprzony Jankes, bodajże z Talladega”, obcy w mieście, żeni się z Amandą Jarred, córką wspomnianego już bogacza, pułkownika Willema Jarreda. Wzbudza to ogólną zawiść i niechęć w konserwatywnych, nielubiących obcych mieszkańcach miasteczka. Niechęć zwiększa się, gdy okazuje się, że państwo Noonan będą mieli dziecko. Rodzi się syn, Jerry. Noonanowie dalej żyją szczęśliwi. Do czasu.
Kiedy chłopiec ma już parę lat, w małżeństwie coś zaczyna się psuć. Bill podejrzewa, że żona go zdradza. Popada więc w alkoholizm, coraz częściej dochodzi do kłótni. Wszystkiemu przygląda się coraz bardziej przerażony Jerry. Jedyną ostoją w jego życiu jest... rower, „Zwykły rower. Niemy przyjaciel” (s. 391). Jak bardzo pomoże mu w życiu, okaże się, kiedy dojdzie do tragedii. Matka chłopca zostaje brutalnie zamordowana, a o jej śmierć obwinia się ojca, który zniknął z miasteczka. Jerry postanawia się zemścić na winnych śmierci matki. Wyrusza w pogoń za ojcem...
Adam Zalewski, autor Rowerzysty, debiutował Białą wiedźmą, ciepło przyjętą przez recenzentów powieścią grozy. Tym razem proponuje nam lekturę mocnego thrillera, łączącego w sobie cechy powieści drogi, reminiscencji westernowych i najlepszych motywów mrocznej kultury masowej.
Najmocniejszą stroną książki i jej osią jest kreacja głównego bohatera. Znamy go od jego tragicznego dzieciństwa, razem z nim badamy otoczenie, które powoli niczym rak kształtuje jego tożsamość. Obserwujemy, jak od ogromnego poczucia strachu i zagrożenia chłopiec przechodzi do ofensywy. „Jerry wiele o tym myślał. Obiecał sobie nigdy nie ulec bojaźni. Zrozumiał, że strach czyni z człowieka niewolnika. A on chciał być wolny. Nikt mu niczego nie tłumaczył. Doszedł do tego wniosku sam. I postanowił trzymać się tej drogi” (s. 87). Swoistym symbolem tego postanowienia, właściwie jego pierwszą próbą, jest zjazd na rowerze ze śmiertelnie niebezpiecznej góry (można się zabić, ale nie – jeśli się nad sobą panuje). Próbę tę chłopiec przechodzi pomyślnie, co daje mu wyzwolenie, ale jednocześnie stwarza seryjnego mordercę. Osobowość Jerry’ego jest rozdwojona: z jednej strony to zimny, opanowany morderca, ale kierujący się szlachetnymi pobudkami, z drugiej – troskliwy, kochający miłością męską, twardą swoich przyjaciół tragiczny człowiek. Ta dwutorowość rozwoju tożsamości bohatera potęguje się, powieść przekształca się w powieść drogi. Wtedy Jerry poznaje innych ludzi i siebie, zagłębiając się w swoją mroczną stronę (coraz więcej zabójstw, coraz twardsze, surowsze Ja) – „Coraz rzadziej ulegał emocjom. Coraz częściej kalkulował na zimno” (s. 126). Jego droga nieubłagalnie wiedzie go ku ojcu, ku prawdzie i przeznaczeniu.
W życiu Jerry kieruje się swoim bezkompromisowym poczuciem sprawiedliwości. Za dobro odpłaca się dobrem, za zło złem, nawet najkrwawszym. Kiedy cierpią słabsi czy napiętnowani: kobiety, Murzyni, starcy, sumienie Jerry’ego nie pozwala mu stać z boku. „Ja tylko usuwam bydlęta, które krzywdzą innych. To nie jest moje hobby. Ale kiedy obok mnie dzieje się skurwysyństwo, reaguję bez żadnych skrupułów. Przyjechałem do was przypadkiem. Po prostu miałyście pecha. Ale tyle się tutaj napracowałem, że zrobię dla ciebie wyjątek. Nie muszę cię zabijać” (s. 287) – tłumaczy modliszkowatej morderczyni July na moment przed tym, jak każe jej zjeść wątrobę koleżanki. Motyw zemsty przewija się przez wszystkie karty książki, wiodąc głównego bohatera od jednego zabójstwa do drugiego i każąc mu tonąć w litrach krwi.
Tekst cechuje ogromna dynamika – coraz szybsze zmiany akcji, następujące po sobie kolejne morderstwa, coraz głębsze samopoznanie Jerre’go. Krwawym wydarzeniom akompaniuje ciężki stary blues. Nieprzypadkowo słyszymy też „Foi na cruz, foi na cruz. Que um dia...” Nicka Cave’a z pięknej płyty The Good Son. W tle mamy mroczne, ale i wzruszające Stany, naznaczone strachem i dziwną tęsknotą. Bardzo dobra powieść!
Jolanta Świetlikowska
Autor o sobie i swoich książkach: "Rower" znaczy wolność