J.-Ch. Rufin, Zapach Adama, przeł. J. Sozańska, Warszawa: W.A.B. 2008, s. 504.
Wrocław, nowoczesne laboratorium pełne klatek ze zwierzętami wykorzystywanymi w bardzo ważnych badaniach. Młoda kobieta, Juliette, włamuje się do tej szczególnej świątyni nauki, w której na ołtarzu wiedzy i postępu składa się ofiarę z niemających głosu zwierząt. Uwalnia je z klatek. W uszach dźwięczą jej słowa guru, Jonathana: "Wszystkie istoty żywe mają prawa, nieważne, czy są ładne, odpychające, oswojone czy dzikie, jadalne czy nie." Po otwarciu klatek dziewczyna zaczyna dzieło zniszczenia. Pod młotek idą próbki i drogie przyrządy, szafki i wyposażenie. Tylko jeden flakonik, zaznaczony na czerwono, nie ulega zagładzie. Zostaje zabrany i pieczołowicie zabezpieczony. Dziewczyna ucieka, pozostawiając za sobą zdemolowane laboratorium i wymalowane na ścianach proste hasła Frontu Wyzwolenia Zwierząt.
Zrozumiały, wytłumaczalny czyn grupki radykalnych ekologów - tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Coś tu jednak jest zbyt oczywiste, zbyt proste, zbyt rzucające się w oczy. Polskie służby specjalne z lekkim niepokojem przyglądają się sprawie i proszą o pomoc swoich bardziej doświadczonych zagranicznych kolegów. Sprawa trafia do pewnej prywatnej agencji świadczącej, oczywiście za odpowiednie pieniądze, usługi dla oficjalnych instytucji bezpieczeństwa państwowego. Do amerykańskiej Agencji Providence, w której zatrudnionych jest wielu byłych pracowników różnorakich służb specjalnych, głównie CIA. Przewodzi im stary wyga Archibald Morton, Archie. To on decyduje o tym, kto powinien zająć się sprawą, i sięga po człowieka, który odszedł z CIA i poświęcił się swojej wielkiej pasji, medycynie. Paul Matisse zgadza się pomóc, skuszony pieniądzmi potrzebnymi na podreperowanie budżetu kliniki, w której działa nieomal społecznie. Skuszony również pamięcią o dawnych latach, wciąż żywymi wspomnieniami o ekscytujących akcjach i jakże przyjemnym dreszczyku emocji im towarzyszącym. Do pomocy bierze Kerry, byłą partnerkę i przyjaciółkę, z którą łączy go dość nietypowy, bardzo emocjonalny związek. Ruszają zatem w podróż po Europie i Ameryce w poszukiwaniu prawdy o sprawcach wrocławskiego włamania. Nie wiedzą, że wplątują się w bardzo niebezpieczne wydarzenia, spisek przekraczający granice państw. Stają na drodze wpływowych ludzi, którzy nienawidzą biedy i ludzi nią dotkniętych. Którzy opętani szaleńczymi ideami próbują zmienić świat na swoją modłę.
Zapach Adama Jean-Christophe Rufina to książka sensacyjna, szpiegowska, thriller i pełen emocji moralitet zarazem. Pełen rozważań filozoficznych i etycznych, które z tego typu literaturą najczęściej nie mają nic wspólnego. To opowieść bardzo smutna w wymowie, ale i poruszająca próba obrony godności człowieka, każdej istoty ludzkiej, którą pewne ideologie kwestionują w myśl służących im, wygodnych idei. Powieść porusza wyjątkowo interesujące tematy z zakresu szeroko rozumianej ekologii, bioterroryzmu i epidemiologii. To wielka wartoś tej książki. Szerokie tło, prezentacja poglądów różnych wpływowych, mniej lub bardziej skrajnych grup ekologicznych - to wszystko jest tu obecne i ciekawie opakowane. Książka doskonale pokazuje pewne całkiem realne zagrożenie dla współczesnego świata, jakim są ludzie uważający słabe warstwy społeczeństwa za zagrożenie dla dobrobytu ludzi bogatych. W myśl radykalnych haseł o potrzebie ochrony Ziemi i przyrody głoszą oni, w sposób nierzadko dobrze zakamuflowany, potrzebę ograniczenia przyrostu ludności, drastycznego zmniejszenia populacji, eliminacji ludzi słabych, chorych i biednych. Powtarzają pewne hasła głoszone choćby przez eugenikę nazistowską, tym razem w nowym, atrakcyjnym intelektualnie opakowaniu. Ich hasła koncentrują się na krajach biednych, uznawanych jakoby za źródło wszelkiego zła, za zagrożenie dla przyszłości naszej planety. Przy tak przyjętej optyce nie widzi się zła wynikającego z wyzysku krajów słabo rozwiniętych przez kraje bogate. Nie szuka się przyczyn istniejącego stanu rzeczy, a próbuje radykalnie zmienić skutki pewnych wieloletnich działań. Przerzuca się odpowiedzialność za kształt świata na najmniej winne istoty. Powieść ukazuje, jak takie daleko idące idee można szybko przekształcić w czyny. Jak poglądy antyhumanitarne mogą wpływać na działania ludzi wpływowych. Jak niewiele potrzeba, by najbardziej dziwaczne plany zacząć wprowadzać w życie.
Rufin przedstawia te mniej jasne strony działania ruchów ekologicznych, szczególnie amerykańskich czy brytyjskich. Przemoc, dorabianie się na ludzkiej naiwności, oszustwa finansowe. Poznajemy historię tych ruchów. Wszystko to jest wplecione w zgrabnie skonstruowaną fabułę. Akcja nie jest może niesamowicie wartka, ale ma swoje tempo, a napięcie stopniowo wzrasta. Postaci są ciekawe, trochę może schematyczne, ukazywane z jednego punktu widzenia, jednak takie, wobec których rodzą się w nas intensywne uczucia. Autor dysponuje dobrym warsztatem pisarskim, chętnie sięga też po zabiegi obliczone na mniej wyrafinowanych czytelników. Przerysowuje więc pewne sytuacje, wzmacnia sceny przesadzonymi emocjami, używa wzniosłych słów i wyraża bardzo mocne opinie.
Niepokojące jest to, że jak w posłowiu przyznaje sam autor książki, wiele z zawartych tu myśli dotyczących ekologii jest cytatami z autentycznych prac różnego rodzaju myślicieli. Rufin dobrze przygotował się do pisania powieści, a ponadto jest nieźle zorientowany w opisywanych tematach. Jest bowiem lekarzem biorącym udział w wielu akcjach humanitarnych na całym świecie. Należy do grona założycieli organizacji "Lekarze bez granic". Czytając książkę, wielokrotnie odnosiłem przygnębiające wrażenie, że wiele z szaleńczych idei tu opisanych jest już realizowanych w niektórych rejonach świata. Obojętność bogatego Zachodu wobec tragedii (głód, wojny, epidemie) w krajach afrykańskich wydaje się być tego wyrazem. Miliony ludzi co roku umierają z głodu i prostych, łatwo uleczalnych chorób. Tym, którzy mogą pomóc, nie zależy specjalnie na tej najbiedniejszej grupie mieszkańców naszego globu. Pomoc pozostaje tylko na poziomie ładnie brzmiących haseł, a rozrywkowe w swym charakterze media problemu praktycznie nie zauważają. Chyba także na ten fakt chciał zwrócić naszą uwagę Rufin, człowiek, który niejednokrotnie poświęcał się właśnie dla ludzi najbiedniejszych.
Damian Kopeć