T. Piątek, Morderstwo w La Scali, Warszawa: W.A.B. 2009, s. 294.
W pewnym sensie każdy tekst, który traktuje o morderstwie i towarzyszących mu emocjach, jest kryminałem czy thrillerem. Dla czytelników kryminałów, którzy z reguły są zagorzałymi czytelnikami w ogóle i są żądni dobrej literatury, spotkanie z książką osnutą wokół motywu zbrodni, ale dużo bardziej rozbudowaną, wielowątkową i poruszającą, będzie prawdziwą przyjemnością i – wierzę – doświadczeniem niecodziennym. Mowa o najnowszej powieści Tomasza Piątka Morderstwo w La Scali, powieści, której opublikowanie jest prawdziwym wydarzeniem literackim i nie przejdzie bez echa.
Tomasz Piątek urodził się w 1974 roku w Pruszkowie. Jest pisarzem, dziennikarzem, krytykiem filmowym i felietonistą. Ukończył lingwistykę na Uniwersytecie w Mediolanie. Ten autor już dwunastu opublikowanych książek, między innymi Heroiny, Bagna, Pałacu Ostrogskich i najnowszej, Morderstwa w La Scali, debiutował w wieku dziewięciu lat na łamach gazety studenckiej. Współpracował z „Polityką”, RMF FM, „La Stampą”, Inforadiem, Radiostacją, „Filmem”, Kinem Polskim i „Życiem Warszawy”. Był wielokrotnie nominowany i nagradzany prestiżowymi nagrodami literackimi. Jego książki są przekładane i popularne także w innych krajach. W Polsce również nieustannie wzbudzają emocje i dyskusje.
Fabułę najnowszej powieści Piątka można streścić tak: pewien słynny producent filmowy i teatralny Mario Cisi, wielbiciel twórczości Pasoliniego, postanawia uhonorować ją, wystawiając spektakl w La Scali. W czasie spektaklu dochodzi do morderstwa, które wstrząsa nie tylko życiem najbliższych ofiary, ale także całego medialnego światka. Świadkiem zbrodni jest Angielka mieszkająca w Mediolanie, Judith Passalacqua. Z powodu opieszałości i nieporadności osób prowadzących śledztwo postanawia sama dojść prawdy i rozpoczyna jako dziennikarka śledztwo na własną rękę. Co odkryje? Jak wstrząsająca będzie prawda? Czytelników czeka prawdziwe zaskoczenie...
Jednak książki tej, podobnej jak całej twórczości Tomasza Piątka, nie da się przykroić do jednego schematu fabularnego i jednego określenia gatunkowego. Morderstwo w La Scali jest dla mnie powieścią o człowieczeństwie i możliwości, a właściwie konieczności przekraczania jego granic, i to napisaną poruszającym, niespokojnym, a jednak w każdym słowie dopracowanym stylem, tak charakterystycznym dla tego autora. Nie sposób w krótkiej recenzji opisać całego bogactwa językowego i artystycznego tej powieści, trzeba do tej rzeki wejść i z nią płynąć, czerpiąc przyjemność z emocji i doświadczenia, jakich dostarcza, od czasu do czasu przystając nad jednym czy drugim elementem świata budowanego przez Piątka.
Dla mnie najbardziej interesująca okazała się egzystencjalna warstwa powieści, którą tworzą postać wielojęzycznej Judith, poszukującej siebie/prawdy, oraz fakt morderstwa, stanowiącego rodzaj przejścia, właśnie owej konieczności prowadzącej do odczucia własnego człowieczeństwa. Judith, una persona di lingua, myśli i mówi jednocześnie trzema językami. Mamy więc do czynienia z misternie splecioną narracją, muzyczną, której każda fraza to określone znaczenie, rytm, inteligentna gra, wynikająca z zestawienia dwóch sprzecznych albo flirtujących ze sobą przekazów w jednym zdaniu, czasem humor, czasem absurdalne zderzenie treści, wyłaniające nowe nieprzewidziane dotąd rozumienie jakiegoś zdarzenia. W tym sensie Judith jest symboliczną postacią, w której dochodzi do uporczywego, zadyszanego i obsesyjnego wręcz samopoznania, które ciągle się dzieje, a od którego nie ma ucieczki. W pewnym momencie Judith pyta: „Czy jest coś bardziej przerażającego niż inteligencja?” (s. 60). Taką gonitwę myśli trudno przerwać, chyba że śmiercią.
A śmierć w tej powieści jest morderstwem właśnie. Pietro Risotti, adwokat broniący podejrzanego o morderstwo, tak się wypowiada: „W takim społeczeństwie, które całkowicie odrzuca morderstwo... [...] W takim społeczeństwie osoby najbardziej nonkonformistyczne, samodzielne, odkrywcze i non-dozzinali, nietuzinkowe muszą czuć pociąg do morderstwa jako do największego trasgressione, największego wyzwania i takiego... najbardziej nonkonformistycznego gestu. – Cóż jest bardziej nonkonformistycznego – pyta Judith – niż przykazanie ‘nie zabijaj’? – Tak, jeśli wziąć pod uwagę, że świat jest wielką rzeźnią. ‘Nie zabijaj’ to nonkonformistyczne wyzwanie dla kogoś, kto wyrósł w społeczeństwie przesiąkniętym śmiercią, gdzie morderstwa i egzekucje wyznaczają rytm życia publicznego. Dla Amerykanina albo dla Rosjanina przykazanie ‘Nie zabijaj’ jest na pewno una sfida rivoluzionaria, rewolucyjnym wyzwaniem. Ale dla młodego, myślącego, zbuntowanego Włocha brzmi ono jak: ‘Zjedz wszystkie warzywa, które masz na talerzu’. Jest to coś, co można usłyszeć od cioci. W Rosji morderca może być świętym, jak ten z Delitto e castigo, Zbrodni i kary, ten, no, Ras-coś tam. W Ameryce morderca może być tylko unperson. I dlatego we Włoszech samotność morderców jest jeszcze bardziej straszna niż gdzie indziej” (s. 173-174). Namysł na tym, czym w życiu człowieka może być ów najbardziej ostateczny gest – odebranie życia – jakie powoduje doświadczenia wewnętrzne i jakie ma skutki kulturowe, bo przecież nikt nie żyje w próżni, stanowi istotne przesłanie powieści Piątka. Powieści, obok której na pewno nikt nie przejdzie obojętnie.
Jolanta Świetlikowska
Autor o swojej książce Śledztwa nie prowadzi się tylko głową