Morderstwo w hotelu

22.04.2009

Morderstwo w hoteluI. Matuszkiewicz, Czarna wdowa atakuje, Warszawa: WAB 2009, s. 284.

Jeśli ktoś lubi klasyczne kryminały w stylu Agathy Christie, niech bez zastanowienia sięgnie po najnowszą (od dziś w sprzedaży!) książkę Ireny Matuszkiewicz Czarna wdowa atakuje. Z pewnością znajdzie godziwą rozrywkę. Pisarka, z wykształcenia filolog polski (broniła pracę na temat Michała Choromańskiego), wieloletnia dziennikarka, jest autorką ponad dziesięciu książek, w tym takich tytułów, jak Seryjny narzeczony, Dziewczyny do wynajęcia czy Nie zabijać pająków. Jak sama o sobie pisze, nie znosi bezczynności, co dla nas zapewne oznacza jeszcze wiele dobrych kryminałów.

Marzeniem dwóch bohaterek książki Czarna wdowa atakuje – Ady Matras i Steni Korzyńskiej od zawsze było założenie pensjonatu. Marzenie udało się zrealizować, pensjonat Mieszko otworzył swoje podwoje na upragnionych gości. I goście – pracownicy dużej firmy – przyjeżdżają, by spędzić w Mieszku firmowego Sylwestra. Pracująca w ochronie hotelu emerytowana kapitan Pająkowska przeczuwa problemy. Atmosfera na imprezie jest napięta, między ludźmi można wyczuć zadawnione animozje, a oliwy do ognia dolewa niezapowiedziana obecność żony prezesa, znanego kobieciarza. Efekt – lubiąca niespodzianki żona zostaje znaleziona martwa w przyhotelowej altance, a atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej. Na miejsce zbrodni wkracza (odchudzający się) komisarz Dyna (jego żona walczy z nadwagą męża niezłomnie, choć z podobnym skutkiem, jak pani Barnaby), a o dalszych losach gości hotelu zadecyduje prawo serii: „Po pierwszym morderstwie trudno się spodziewać ataku wyrostka robaczkowego, znacznie prawdopodobniejsze jest drugie morderstwo” (s. 104)...

W zaproponowanej przez Matuszkiewicz powieści mamy do czynienia – co dostrzegają też bohaterowie książki – z sytuacją jak ze starego angielskiego kryminału: zamknięta przestrzeń, rosnące napięcie między postaciami, kolejne ofiary, a każdy z hotelowych gości wydaje się mieć motyw. Mordercą musi być więc osoba znajdująca się na miejscu. Autorka z dużym poczuciem humoru korzysta z kryminalnej tradycji, bawiąc się cytatami ze znanych książek i tworząc postacie, które w różnoraki sposób korespondują a to ze znanymi nam detektywami, a to z drugoplanowymi postaciami powieści kryminalnych. Znawcą cech dobrego kryminału i osobą świadomą jego popularności okazuje się główny śledczy, komisarz Dyna. Po morderstwie, kiedy właścicielki zastanawiają się, jak wpłynie ono na opinię o hotelu, powie on: „Ludzie uwielbiają horrory, będą walić drzwiami i oknami. Radziłbym, ale dopiero po moim przejściu na emeryturę, żebyście same zaplanowały całą serię pięknych morderstw, takich, które ścinają krew w żyłach. W parku można poustawiać tabliczki: tu zadźgano, tu powieszono, tu przepiłowano i tak dalej. Nie opędzicie się od gości” (s. 89). I choć jest to na pewno dobry chwyt marketingowy, na szczęście właścicielki hotelu postanowiły nie korzystać z tej podpowiedzi, tradycyjnie traktując morderstwo jak morderstwo właśnie. Staroświeckie takie były…

Staroświeckie są też metody pracy policji, zazwyczaj stroniącej od zdobyczy nowoczesnej techniki. Na wzmiankę o wykorzystaniu komputera w policji kapitan Pająkowska zdrowo się uśmiała: „Rozśmieszyć panią kapitan nie było łatwo. Zaglądała dość często do komendy, głównie z racji skarg wnoszonych na sąsiadów, i dobrze wiedziała, jak pracuje policja. Komputer może i gdzieś tam stał w komendzie, lecz wszystkie zeznania spisywane były na stareńkich elektrycznych maszynach z użyciem kalki. I te maszyny wciąż uważano za szczyt techniki” (s. 115). Na szczęście oczytany komisarz Dyna nie tylko potrafi dedukcyjnie myśleć niczym Sherlock Holmes, ale także wie co nieco o dyktafonach i tym podobnych przydatnych urządzeniach. Umie także zastawiać inteligentne pułapki jak sam Hercules Poirot, o krok wyprzedzając czytelnika w swoich podejrzeniach co do motywów i osoby sprawcy.

Twórczość Ireny Matuszkiewicz, podobnie jak jej wypowiedzi na własny temat, charakteryzuje ciepły, pełen humoru styl. Stworzyła ona spójną, naprawdę zabawną i wciągającą powieść, której zalety wzmagają dodatkowo odniesienia do uwielbianych przez wszystkich lektur kryminalnych, w których między starymi koronkami trup się gęsto ściele, a zło zawsze przegrywa.

Bibliotekarka