O ludziach, którzy przyszłość mają już za sobą

21.05.2009

T. Willocks, Bunt w Green River, przeł. M. Szymański, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis 2009, s. 464.

„Spróbujcie, jeśli łaska, wyobrazić sobie ciemność – tak zaczyna się książka Tima Willocksa Bunt w Green River, która miała właśnie premierę na polskim rynku – a w niej stalowe pręty inkrustowane rdzą i brudem wieków. [...] Spomiędzy prętów osadzonych w podziemnym murze wypływa ściek spieniony odchodami dwóch tysięcy ośmiuset zrozpaczonych ludzi oraz niepoliczonych tysięcy tych, którzy trafili tu przed nimi. Odetchnijcie tym piekielnym powietrzem. Posmakujcie go. Oto jest zapach i smak kary, surowej i czystej. W tym mętnym nurcie zawiera się cały paradoks niepojętej, umęczonej rasy, która właśnie tu musi odnaleźć swoją ostatnią przystań, właśnie tu na zawsze połączy się z nienasyconą, nieposkromioną masą odpadów, która jest jej przeznaczeniem. Ten ściek w trzewiach potwornego więzienia, ten ściek w ścieku świata, jest bowiem miejscem, w którym kończy się konieczność, a rodzi możliwość: tu, w chwale i bólu ostatecznej klęski” (s. 9).

Ten niemal poetycki wstęp wprowadza nas w brutalną i otchłanną powieść o więzieniu, rzeczywiście, jak głosi cytat z Jamesa Ellroya, autora kultowych Tajemnic Los Angeles, chyba najlepszą, jaką kiedykolwiek napisano na ten temat. Tim Willocks to brytyjski psychiatra, specjalizujący się w leczeniu uzależnień, który z powodzeniem zadebiutował w 1991 roku powieścią Bad City Blues. Powieść ta została szybko zekranizowana, a zagrał w niej między innymi Dennis Hopper. To nie była jedyna przygoda Willocksa z filmem, dotychczas napisał on kilka scenariuszy filmowych, w tym do krótkometrażowego filmu The Unfinished Journey Stevena Spilberga. Na pierwszej powieści również się nie skończyło. Willocks jest dziś autorem siedmiu książek, w tym wydanej w Polsce Religii (2007) oraz Buntu w Green River.

Kiedy Jeremy Bentham wymyślał panoptikon, zapewne nie przewidział jego możliwych konsekwencji. Potworność tego rozwiązania dostrzegł dwudziestowieczny filozof i historyk Michel Foucault w swojej książce Nadzorować i karać. Literacką realizacją ponurej wizji panoptikonu i jego wynaturzeń jest opowieść o więzieniu w Green River.  To więzienie to piekło. Piekło pełne wściekłego wycia, jęków umierających i potwornie męczonych ludzi. Piekło, w którym dominuje żądza mordu, bezmyślna dewastacja i przeraźliwa rozpacz ludzi bez przyszłości. Piekło, w którym światło to kara, a ciemność i śmierć to wolność.

Historia, jaka się wydarzyła w Green River, jest prosta. Ray Klein, ortopeda skazany za gwałt, jest na progu zwolnienia. Tego samego dnia wybuchają zamieszki sprowokowane przez samego naczelnika więzienia Johna C. Hobbesa, z przyczyn, o których trzeba przeczytać. Między poszczególnymi grupami w więzieniu rozpoczyna się brutalna walka na śmierć i życie. Ten swoisty armagedon bezpośrednio wywołuje wiedziony miłością i rozpaczą więzienny król świata Nev Agry. Inni więźniowie szybko korzystają z możliwości zabijania, ćpania i gwałcenia. Ray stara się ocalić siebie, psychiatrę Juliette Devlin, z którą wiele go łączy, oraz chorych w szpitalnym więzieniu. Czy zdołają ujść z życiem? Kto przetrwa bezwzględną walkę?

Poza ponurą filozoficzno-psychologiczno-antropologiczną diagnozą człowieka w powieści tej mamy także do czynienia ze starciem mocnych charakterów, dobrze oddanych przez autora. W świecie, w którym posiadanie duszy jest niebezpieczne, udało się Willocksowi wykreować wiarygodne psychiatrycznie postacie oddane szaleństwu. Na ich tle wybija się Ray Klein, który nie tylko zna się na ludziach, ale też umie prowadzić ich ku dobremu. Klein – jedyna postać, którą łączą z innymi więzi przyjaźni i zrozumienia, a który przecież paradoksalnie przetrwał zamknięcie do tej pory, bo nie angażował się w sprawy innych.

Powieść Tima Willocksa jest naprawdę świetna. Przedstawiając ciemną stronę człowieka, autor nie stroni od opisów brutalności, ohydy i beznadziei, na zasadzie ogromnego kontrastu pokazując, jak chronić człowieczeństwo w człowieku. Być może ponure siły tkwiące w człowieku muszą znaleźć ujście, by świat szedł do przodu zastanawiają się bohaterowie książki. Być może krew, przemoc, nieokiełznana żądza krwi oczyści ściek, w którym żyją, który tworzą... Więzienie ma w tej książce wymiar nieomal fizjologiczny, zrasta się z układem trawienno-wydalniczym pensjonariuszy, jest ich organizmem. Organizmem, który napędza wściekłość, żądza, brutalna miłość i chęć przetrwania za wszelką cenę. Jego oczyszczenie i samozniszczenie dokonuje się w parkosyzmach bólu, w konwulsjach, jest nieokiełznane i wszechogarniające.  A jednak w tej obrzydliwej momentami wizji więzienia jest coś, co sprawia, że ani razu mimo wszystko czytelnik nie wątpi w siłę człowieka, w jego nieprzeciętną moc przetrwania, w instynkt życia.

Oto jest Green River.

Oto historia buntu.

Bibliotekarka 

 

Tim Willocks, Bunt w Green River - fragment 

Wywiad z Timem Willocksem Chcę prowokować, a nie narzucać