E. Pasewicz, Śmierć w darkroomie. Polskiej Kolekcji Kryminalnej Tom VII, EMG: Kraków 2007, s. 224.
Dawno nie miałam do czynienia z tak dobrze napisanym kryminałem! Właściwie klasyfikacja „kryminał” nie jest tu do końca właściwa. Powieść Edwarda Pasewicza to wielowątkowa i wielowymiarowa narracja na temat człowieczeństwa, wykorzystująca wątek kryminalny. Należy więc napisać: dawno nie miałam do czynienia z tak dobrze napisaną powieścią! Symboliczną, mroczną, przejmująco smutną.
Edward Pasewicz jest już dobrze znany miłośnikom poezji. Dotychczas opublikował Dolną Wildę, Nauki dla żebraków, Wiersze dla Róży Filipowicz, th oraz Henry’ego Berrymana Pięśni. Jest buddystą, co zapewne ma wpływ na jego twórczość. Wydanie debiutu powieściowego w Polskiej Kolekcji Kryminalnej wydawnictwa EMG było znakomitym posunięciem. Zyskaliśmy kolejny tekst, w którym wątek kryminalny czy sensacyjny staje się pretekstem do realizacji przedsięwzięcia ambitniejszego, niejako egzystencjalnego.
Śmierć w darkroomie zaczyna się jak Get Carter... Do rodzinnego Poznania wraca warszawski policjant Marcin Zielony, którego brat po tym, jak wziął udział w Paradzie Równości, ginie w darkroomie gejowskiej knajpy Grzechu Warte. Bezkompromisowy komisarz zamierza znaleźć zabójcę brata. Nie będzie to proste. „Jest trup, nie ma sprawców. Co to za zbrodnia?” (s. 114) Sprawa jest zamknięta, miejscowa policja nie zamierza pomagać Zielonemu, a znajomi brata niewiele mówią. Komisarz ma z jednej strony do czynienia z homofobią, ideowym obskurantyzmem i zakłamaniem, a z drugiej z łamaniem wszelkich reguł w imię swobody (interesująca diagnoza polskiego społeczeństwa). Musi więc podjąć samotne poszukiwania i wykazać się dużym uporem. A najważniejsze – musi wreszcie poznać brata, którego utracił, poznać jego życie i... siebie.
Tak rozpoczyna się jego wędrówka po Poznaniu, jego zaułkach i uliczkach, która jest jednocześnie wędrówką wewnętrzną, zmierzającą do poznania metaforycznego wymiaru, jakim dla całej powieści jest tytułowy darkroom. Komisarz Zielony w czasie swoich poszukiwań zaczyna bowiem uczestniczyć w symbolicznych spotkaniach. A mamy ich w powieści wiele. Są spotkania-rozmowy, które naprowadzają na właściwy trop, tłumaczą, są wskazówkami; spotkania-olśnienia, jakich głównie doświadcza Eminencja (ksiądz zdecydowanie posoborowy), a które ukazują bezinteresowne piękno świata i ludzi; spotkania-zdziwienia, kiedy to Zielony poznaje Psa, a ludzka natura okazuje się bogatsza, niż się niektórym zdaje; spotkania-polowania, w których celują bracia bliźniacy; i spotkania ze śmiercią...
Postacie sportretowane przez autora są nietuzinkowe, bogate i skomplikowane wewnętrznie. Często wypowiadają kwestie, które odnoszą nas do innych kulturowych tekstów, jak na przykład szekspirowskie nawiązanie „Śniadanie to rodzaj grobowca” (s. 138), lub bezpardonowo kontestują rzeczywistość. Relacje między postaciami też nie należą do łatwych. Co nimi kieruje? Przypadek, może fatum, jak w greckiej tragedii... Nie bez powodu w książce w gruncie rzeczy „Chodzi o ojca. Zawsze o niego chodzi” (s. 138). Stwierdzenie to otwiera nas na wielowątkowe rozważania literaturoznawcze i psychoanalityczne. Rozważania o człowieku po prostu. Takie to ludzkie bowiem – nosić w sobie trumnę...
Bibliotekarka