Lód i pieprz... to chyba Panią najlepiej charakteryzuje

03.09.2007

Lód i pieprz... to chyba Panią najlepiej charakteryzuje

A. E. Stawska, Śmierć w klasztorze, Kraków: Wydawnictwo Otwarte 2007, s. 309.

- powiedział jeden z podejrzanych do podinspektor Ewy Lewickiej, przełamując panującą między nimi niechęć. Ta w jednej chwili z chłodnej śledczej zamieniła się w kokietującą kobietę. Umiejętność dostosowywania się do sytuacji, wspomagająca trudne czynności śledcze, szybkość reakcji, spostrzegawczość i żelazna logika stawiają podinspektor w jednym szeregu z najlepszymi detektywami współczesnych powieści kryminalnych. Wiele ją łączy z major Anastazją Kamieńską, równie kobiecą, co bezwzględną, ale też – jak deklaruje Autorka w wywiadzie  udzielonym Zbrodni w Bibliotece – ma wiele wspólnego z komisarzem Maigretem, który w najtrudniejszych sytuacjach znajduje siły, by walczyć z przestępczością i ludzkimi słabościami.


A zmagać się podinspektor Ewie przyszło z rzeczywiście trudną sytuacją. Oto chwilowo zniechęcona do życia odkryciem zdrady męża, wyjeżdża na urlop do wspaniałego hotelu umiejscowionego w dawnym klasztorze kamedulskim Wigry. Tam, czekając na przyjazd niewiernego męża i ostateczną rozmowę między nimi, natyka się w czasie spaceru na zwłoki. Początkowo nie wiemy, czy dyrektor Marciniak, znany miejscowy uwodziciel i despota, popełnił samobójstwo czy miał wypadek. Szybko jednak analiza jego charakteru i poczynań prowadzi do wniosku, że mamy do czynienia z morderstwem, i to brutalnym, a ze względu na skandaliczne okoliczności – wyjątkowo niesmacznym. Na miejsce zbrodni przyjeżdża przystojny komisarz Dariusz Banasik z komendy w Suwałkach... 

W powieści zachwyca zwłaszcza przepiękna, urokliwa sceneria dawnego klasztoru ukrytego w zieleni – świerków i przylaszczek, czyli łez zakochanej Wiły – i otoczonego  jeziorem. Poznajemy ciekawą historię zabytkowego miejsca i jego współczesne funkcjonowanie. Autorka z precyzją przemieszcza bohaterów i nas między pokojami, wieżami, kawiarnią i otoczeniem. Zaintrygowanym zaś polecam sprawdzenie, czy topografia miejsca jest bliska realiom. W takim miejscu zbrodnia się zdarzyć przecież nie może... a jednak. W ograniczonej przestrzeni aż kipi od ludzkich namiętności, romansów i zazdrości, które po odnalezieniu zwłok jeszcze bardziej się potęgują. Jedynie chłodny umysł podinspektor Lewickiej i umiejętność rozmawiania sprawia, że znajdujemy odpowiedzi na setki pytań, które rodzi odkrycie zabójstwa. W scenie finałowej podinspektor niczym Hercules Poirot wyjaśnia zagadkę, tłumacząc okoliczności i przebieg zbrodni.

Podinspektor Lewicka nie byłaby jednak sobą, gdyby po trudnych doświadczeniach śledztwa nie zwróciła się w pozytywną stronę życia – ku inspektorowi Banasikowi, dowodząc jednocześnie, że prawdopodobnie więcej jednak w niej „pieprzu niż lodu”.   

Bibliotekarka