T. Kanger, Mężczyzna, który przychodził w niedzielę, przeł. M. Rey-Radlińska, Wołowiec: Czarne 2009, 352 s. (seria Ze strachem).
Thomas Kanger, autor kolejnej książki wydanej przez w serii Ze Strachem, Mężczyzny, który przychodził w niedzielę, jest uznanym dziennikarzem prasowym i telewizyjnym, który rozpoczął swoją karierę w latach 80. Specjalizował się w dziennikarstwie śledczym. Pokłosiem tych zajęć są wykłady, jakie prowadzi aktualnie w Swedish Institute for Further Education of Journalists, ucząc młodych adeptów sztuki dziennikarskiej. Kanger w tej chwili mieszka w Londynie, ale zawsze lubił podróże. Mieszkał w Palo Alto, Berkeley, New Delhi, Jerozolimie i w Hanoi. Od 2001 roku opublikował pięć powieści kryminalnych i jeden thriller. Od początku książki pióra szwedzkiego autora cieszą się ogromną popularnością i są wydawane w wielu krajach (nawet w Wietnamie!).
Nie bez kozery wspomniałam, że autor lubi podróżować, gdyż jest to też jeden z ważniejszych wątków powieści, o której piszę. Wątek, który właściwie rozwija się w metaforę życia. Wszystkie powieści kryminalne Kangera dotyczą tej samej bohaterki – Eliny Wiik z Västerås. Jest to piękna policjantka, ambitna, do bólu perfekcyjna, czego efektem – jak nietrudno się domyślić – jest jej samotność. Najczęściej czuła się „jak wyżęta ścierka. Ścierka, która wkrótce miała wylądować w śmieciach” (s. 206). Bez rodziny, znajomych, po aborcji... Niemniej jednak w jej życiu są pewne istotne wartości, które sprawiają, że czuje się spełniona – to praca i związane z nią śledztwa. Praca, która zmusza ją do ciągłej konfrontacji ze zbrodnią, rozgrywkami wewnątrz policji, ale też i z samą sobą, ze swoimi granicami.
Sprawa, której podejmuje się w książce Mężczyzna, który przychodził w niedzielę, jest właściwie przedawniona. Prawie 25 lat temu na górskim szlaku znaleziono zwłoki młodej kobiety Ilvy Malmberg. Do podjęcia sprawy namawia Elinę kolega z pracy. Początkowo Elina chce tylko pomóc lubianemu koledze, który przeszedł zawał, ale szybko historia zapomnianej kobiety ją wciąga i odmienia jej życie. Komisarz Wiik analizuje od nowa wszystkie zebrane dowody („Opowieść o życiu Ilvy mieściła się w jednym pudle przenoszonym z miejsca na miejsce”, s. 74), szuka śladów, rozmawia ze świadkami i rodziną ofiary, a najważniejsze – coraz bardziej wierzy swojej intuicji, że przeoczono mordercę, który jest na wyciągnięcie ręki... W tym samym czasie inna kobieta Kari, szukająca siebie, podróżując właśnie, także w narkotykowe rejony, postanawia za namową przyjaciela Roberta stanąć oko w oko z przeszłością i odnaleźć swoją rodzinę... Podróże wszystkich tych bohaterów niebawem splotą się w jedno... Jaki będzie tego efekt? Czy sprawiedliwość po latach zatriumfuje?
Książka Kangera wykorzystuje techniki powieści drogi. Bohaterowie, aby dojść do samych siebie, albo bezcelowo podróżują, jak na początku Kari, albo muszą udać się w przeszłość, jak komisarz Wiik, albo wreszcie w realną podróż, ale podjętą świadomie i czynnie, jak Kari pod wpływem Roberta. Jak to mówi on sam: „Może nie jest dobrze wyruszać w świat, kiedy nie ma się do czego wrócić? [...] Człowiek czuje się jak uchodźca” (s. 92). Wyruszając w świat, człowiek musi wiedzieć, jakie są jego korzenie, gdzie może wrócić, do kogo, czego szuka... i z kim. Zbrodnią wydają się nie tylko realne przestępstwa, pozbawienie życia, ale też i te o charakterze egzystencjalnym, takie jak pozbawienie historii, przeszłości, wydarcie człowieka z jego otoczenia.
Zarówno ten wymiar tekstu, jak i elementy samego śledztwa, które przecież jest też poszukiwaniem, sprawiają, że powieść czyta się z prawdziwym wzruszeniem, z oczekiwaniem, że jest jakiś sens w tym wędrowaniu i odkrywaniu prawdy, gdzieś tam na końcu pewnej drogi, kiedy staje się stopami na własnej ziemi.
Bibliotekarka
Thomas Kanger, Człowiek, który przychodził w niedzielę - fragment
Kobiety są bardziej skomplikowane od facetów - wywiad z Kangerem