R. Cichowlas, K. Kyrcz, Twarze szatana, Grasshopper 2009, s. 464.
Coraz częściej trafiają w nasze ręce książki pisane nie przez jednego, ale dwóch autorów. Pisarskie duety stają się powoli normą. Literackie spotkania dwóch różnych osobowości prowadzą często do bardzo interesujących rezultatów. Problem w tym, że niełatwo zazwyczaj wskazać, kto odpowiedzialny jest bardziej za który fragment tekstu. Redaktorski szlif zamazuje zwykle indywidualne rysy poszczególnych kawałków powieści dostarczanych do wydawnictw po i tak już długotrwałym wygładzaniu (czyt. ujednolicaniu) ich przez samych współautorów. Inaczej rzecz ma się w przypadku krótszych form napisanych przez różnych ludzi i zebranych w jednym tomie.
Twarze szatana to – jak określa to Wydawca – antologia opowiadań grozy Roberta Cichowlasa i Kazimierza Kyrcza, złożona z dwudziestu dwóch dłuższych i krótszych (zdarzają się miniaturki dwustronicowe) tekstów napisanych oddzielnie przez jednego z dwóch autorów lub przez obu naraz. Grubaśny tom wypełniają opowieści niepokojące, dziwne, przerażające, wzbudzające lekkie (lekkie?!) obrzydzenie, a nade wszystko groteskowe, ukazujące świat w nieco (nieco?!) skrzywionej perspektywie. Hasło z tylnej strony okładki: „Bądź gotowy na przeżycie prawdziwej grozy!” jest w pełni uzasadnione. Trudno tę książkę czytać spokojnie, bez skrajnych uczuć (Kazek Kyrcz powinien być usatysfakcjonowany, w wywiadzie udzielonym Zbrodni w Bibliotece stwierdził bowiem: „najgorszą rzeczą, która może przydarzyć się twórcy, jest obojętność”). Nie, obojętnym podczas lektury świetnego Lamentu, zabawnego (zabawnego?!) Z czaszki, niesamowitej Marii, obrzydliwego Poświęcenia, strasznej Farmy strachu czy szatańskich (szatańskich?!) Twarzy szatana być nie można.
Autorzy śmiało sięgają do znanych miłośnikom przerażających opowieści zasobów. „Jeśli lubicie groteskę, znajdziecie ją, jeśli preferujecie opowieści o duchach, również je znajdziecie, jeśli jesteście rządni gore, Twarze szatana są lekturą dla Was” – bezwstydnie zachęcają do zapoznania się ze swym dziełem Cichowlas i Kyrcz na łamach naszego serwisu. Wszystkie te obietnice nie są jednak czcze. Czytelnik może w omawianej książce wybierać dowoli w przeróżnych horrorowatych tradycjach, stylach i tematach. Wampiry, duchy, szaleńcy, nawiedzone miejsca, tajemnicze zdarzenia, niepokojąco-mistyczne (mistyczne?!) stany ducha – do wyboru, do koloru. Wszystko to unurzane jednak w dominującej nad całością groteskowości – języka i fabularnych pomysłów.
Sporą radochę sprawić może czytelnikowi ujawnianie wzajemnego wpływu autorów zbioru. Te „dwa iście zakręcone umysły” (Mort Castle o duecie C&K) pozostawiają bowiem wyraźne piętno na poszczególnych historiach. Dość szybko można się nauczyć rozpoznawać indywidualny styl obu twórców i zacząć cieszyć śledzeniem tego, jak dany motyw „rozpracowywany” jest przez któregoś z nich – opowiadania ułożone są w taki sposób, że obaj pisarze mogą często zaprezentować własne widzenie „zadanych” tematów, a czytelnik może te obrazy ze sobą porównać. Wszechobecny w tekstach Kyrcza czarny humor łagodzony (łagodzony?!) jest przez poważniejszy i jakby bardziej uduchowiony (uduchowiony?!) w charakterze styl Cichowlasa. Gdy natykamy się na opowiadanie napisane przez nich wspólnie, jak na dłoni dostrzec możemy, który z autorów miał tu więcej do powiedzenia.
Twarze szatana to pierwsze wspólne dzieło wspomnianych pisarzy. Już za miesiąc będziemy mieli okazję przekonać się, czy współpraca między nimi układa się równie dobrze przy większych formach – do księgarń trafi powieść Siedlisko („Siedlisko będzie o siedlisku złych demonów”, twierdzi Cichowlas, ale czy można mu wierzyć?).
Bibliotekarz