Jak dzikie zwierzę

27.08.2009

J. Bazell, Pokonać kostuchę, przeł. J. Rybski, Poznań: Dom Wydawniczy Rebis 2009, s. 336.

„Czasami ludziom przydarza się wszystko, co naprawdę dziwne i paskudne” (s. 131). I tak było w wypadku Pietro Brwna, niegdysiejszego zabójcy, aktualnie lekarza, który zajmując się trudnymi przypadkami w najgorszym szpitalu na Manhattanie w ramach programu ochrony świadków, natrafia na pacjenta, który zna go z przeszłości. Ten nie omieszka powiadomić mafii, gdzie znajduje się poszukiwany przez nią zdrajca. Jak jednocześnie ratując życie pacjentom i ucząc stażystów szpitalnej szkoły przetrwania, uratować kapusia, by ten uratował jego? Czy to w ogóle możliwe? Jak umknąć kostusze spod kosy?

Josh Bazell jest debiutantem. Studiował literaturę angielską i medycynę, co znakomicie przydało się w powieści. Aktualnie jest rezydentem na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco. Wiele na jego temat jeszcze nie wiadomo, poza tym że uczciwie pracuje nad kolejną powieścią (ale na ZwB już niebawem wywiad z Joshem specjalnie dla polskich czytelników!). 

Jak na debiutanta, Bazell w Pokonać kostuchę całkiem nieźle poradził sobie z połączeniem tematyki medycznej, szpitalnej (doktor House się rzeczywiście kłania) z thrillerem mafijnym. Jego proza, pełna rynsztokowego słownictwa i mocnych sformułowań podlanych gęstym sosem czarnego humoru i ironii, opowiada o tragicznych losach rodziny P. Brwna. Kiedy Pietro miał prawie 15 lat, zastępujący mu rodziców dziadkowie o polskich korzeniach zostali zamordowani we własnym domu. Stało się to 10 października 1991 roku. Policji nie udało się znaleźć sprawców. Młody chłopiec słusznie zaczął podejrzewać, że prawdopodobnie zabójcami byli ludzie przechodzący test przed przyjęciem do mafii. Postanowił więc zostać mafiozo i zemścić się za dziadków. „Szukałem niebezpieczeństwa – wyznawał – i udoskonaliłem je. Jak każdy amerykański chłopiec, wybrałem Batmana i Charlesa Bronsona w Życzeniu śmierci za wzór” (s. 35). Ćwiczył więc wszystkie możliwe sztuki walki, zaprawiał się, przygotowywał... całkiem jak na filmach. Szybko okazało się, że ma prawdziwy talent, i zaraz po pomszczeniu rodziny stał się płatnym zabójcą na usługach mafii.

Jednak nie zabija każdego. Ma swój kodeks honorowy: „Co więcej, jeśli kogoś zabijałem – jeśli, okurwiałe jeśli – to musiałem mieć pewność, że wykańczam, prawdziwego skurwysyna. Faceta, na którego widok od razu człowiek miał ochotę wsadzić całą rodzinę do sejfu bankowego” (s. 140). Nikt nie mógł zmusić go, by skrzywdził kogoś niewinnego, i wiedzieli o tym wszyscy jego zleceniodawcy. Ten swoisty kodeks trzymał go w ryzach i prostował i tak pokręcone życie.

Trudne dzieciństwo, dziwna zażyłość z członkami mafii, wieczna podejrzliwość wykształciły w Brwnie instynkty, które trudno nazwać ludzkimi. Powieść Bazella pokazuje, także poprzez odwołania do historii rodziny bohatera w obozie koncentracyjnym, co to znaczy być człowiekiem w określonych warunkach, także szpitalnych (a może we wszystkich? Bazell chyba nie stroni od takiej diagnozy). Jak łatwo jest przekroczyć granicę, za którą o życiu decyduje szybkość i instynkt, a nie ludzkie odruchy. „To dziwaczna klątwa, jak się nad tym zastanowić. Zostaliśmy stworzeni dla myśli i rozwoju cywilizacji w o wiele większym stopniu niż inne zwierzęta. Ale tak naprawdę to marzymy tylko o krwawym mordzie” (s. 37). Czy tak jest naprawdę? Czy można patrzeć na życie jak na walkę o istnienie, w której najbardziej drapieżne zwierzęta, czyli ludzie, bezkompromisowo dążą do celu?

Bibliotekarka


Josh Bazell, Pokonać kostuchę - fragtment

Josh Bazell o swej powieści