A upić się do nieprzytomności? Heroinę zażywać? Zerżnąć tancerkę?

27.01.2008

A upić się do nieprzytomności? Heroinę zażywać? Zerżnąć tancerkę?

K. Maćkowski, Raport Badeni, Kraków: Znak 2007, s. 288.

Tymi słowy inspektor Gustaw Mahler (nie z tych Mahlerów) prowokuje swojego przełożonego Von Stadiona do oceny możliwych w swoich czasach, a mamy rok 1900, zachowań społecznie akceptowanych. Pytania te można by mnożyć, zwłaszcza że coraz bardziej dotyczą one dwóch przeplatających się spraw prowadzonych przez inspektora, z zawodu słabo wierzącego.

W pewnej znanej restauracji zaczyna spotykać się tajne stowarzyszenie, wśród członków którego nie brak najwybitniejszych osobowości Krakowa. Stowarzyszenie to szczególne, jako że jego głównym celem są erotyczne igraszki i inne różne ciekawe ekscesy. Na szczęście (lub niestety) na celownik wziął je sobie Noe, moralista chcący doprowadzić do oczyszczenia miasta z moralnej zgnilizny. Cóż jednak na to szanowani obywatele miasta? I jak sobie poradzi ze sprawą inspektor Mahler?

Zdaje się, że w tej sytuacji z niejaką ulgą przyjmuje on fakt zaistnienia – jak się wydaje – poważniejszej zbrodni, której może się poświęcić. Na krakowskich Błoniach zostaje znalezione ciało studentki Judyty Badeni. Początkowo sprawa wygląda na samobójstwo. Jednak Mahler dalej prowadzi śledztwo, chcąc dociec, co z panną Badenią mają wspólnego znany poeta, pewien inżynier i... carska Ochrana.

Krzysztof Maćkowski napisał powieść nietuzinkową. Humor, dokładne i zabawne charakterystyki bohaterów („Albin Sieniewicz; mężczyzna, lat – po czterdziestce; twarz – ogorzała; usta – zacięte; inne spostrzeżenia – bezinteresowne skurwysyństwo” s. 65), specyficznie zarysowana intryga, mnóstwo szczegółów i rozwidleń narracji sprawiają, że książkę tę czyta się niczym dawną sylwę bystrego obserwatora modernizmu, który zamiast prowadzić czytelnika za rękę, pozwala mu na samodzielne śledztwo i dokopywanie się do informacji sprzed lat. Informacje te, strzępy cytatów i parafraz utworów literackich z tamtych czasów, wprowadzenie autentycznych postaci (zwłaszcza Smutnego Szatana, co to tak niecnie wpłynął na pannę naszego inspektora) i nazwisk sprawiają, że na każdej karcie książki odczuwamy dekadencką atmosferę tamtych czasów i nurzamy się w oparach absyntu, erotyzmu i nihilizmu, uzasadniających zachowania bohaterów kryminalnej intrygi. Bardzo ciekawy, jędrny i z rozmachem odmalowany obraz.

Bibliotekarka