D. Falconer, Zakładnik, przeł. B. Madejski, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie 2008, s. 352.
Jak ono działa, wie dobrze autor w Polsce znany i lubiany, zwłaszcza z powodu wcześniej wydanego Uprowadzenia. Duncan Falconer, bo o nim mowa, napisał sześć książek, w tym jedną należącą do literatury faktu, zatytułowaną First Into Action, dokumentującą prawdziwe akcje Special Boat Service. Oczywiście, nie bez powodu autor zajął się jednostką specjalną marynarki wojennej Wielkiej Brytanii, o szerokich uprawnieniach w zakresie działań antyterrorystycznych i wywiadowczych. Przez wiele lat bowiem był jej członkiem, działał też w 14. Kompanii Zwiadowczej tajnego oddziału specjalnego Special Air Service. W obu tych jednostkach zdobył niezwykle cenne dla późniejszego powieściopisarza doświadczenie i rzeczywiście znakomicie je wykorzystał w swoich powieściach.
W akcji zostaje porwany Spinks, agent dobry, choć nie z górnej półki. Porwanie agenta – kutucc – to niezwykle groźna sytuacja. „Kuttuc było kodem oznaczającym najgorszą rzecz, jaka mogła się przydarzyć w trakcie tajnej operacji w Irlandii Północnej. [...] Trzeba było założyć, że przeciwnik wydobędzie z niego [porwanego] wszystko, co wie o oddziale i procedurach operacyjnych. Będą konsekwencje polityczne” (s. 19—20). Na odsiecz Spinksowi rusza więc najlepszy komandos, opanowany, niezwykle bezwzględny i szybki, Stratton, o którego przeszłości długo by opowiadać (wojna w Zatoce, Bałkany, wojny narkotykowe w Kolumbii, Afganistan). W brawurowej akcji Spinksa udaje się uratować, ale to dopiero początek sprawy, w której zakładnikiem zostanie zupełnie ktoś inny.
Zakładnik to niezwykle dynamiczna książka, której fabuła mknie przed oczyma czytelników w zawrotnym tempie. Mamy do czynienia z pisarstwem brutalnym, realistycznym do bólu i obrzydzenia, które wiarygodnie zapoznaje nas z mechanizmami pracy jednostek specjalnych i pracą wywiadu. A nie ma w niej miejsca na sentymenty i użalanie się nad sobą. Interesujące są zwłaszcza szczegółowe charakterystyki komandosów, pokazujące, jakim szczególnym profilem psychologicznym muszą się wyróżniać, by sprostać wymaganiom takiego zawodu. I to zawodu, w którym jedyną pewną zasadą jest prawo Murphy’ego, a głosi ono w tym wypadku, że niczego nie można przewidzieć. Nawet jeśli zna się setki scenariuszy możliwych sytuacji, wie się, jak mogą reagować przeciwnicy, nie uda się przewidzieć wszystkiego. Tylko instynkt, szybkie reakcje i... umiejętność poświęcania ludzi, w tym bliskich, pozwala agentom przetrwać.
Bibliotekarka