C.Hart, Morderstwo według Agathy Christie, przeł. J. Bartosik, Warszawa: Prószyński i S-ka 1997.
Każdy wielbiciel kryminału prędzej czy później, a raczej prędzej, sięga po powieści Agathy Christie. Jednych wciąż zachwycają, innych już nużą, nikt natomiast nie kwestionuje jej wielkiego autorytetu i pozycji królowej kryminału, twórczyni tak wspaniałych postaci, jak panna Marple czy Hercules Poirot. Każdy z tych bohaterów ma już swoje miejsce w literaturze światowej, doczekał się ekranizacji i różnych wcieleń kinowych, wpłynął na powstanie nowych powieści, inspirując wyobraźnię kryminalnych twórców na tysiące sposobów. Dla nas, czytelników, bogata twórczość Christie i jej kontynuatorów to niesamowita okazja do dobrej rozrywki w długie jesienne (nie tylko) wieczory i kryminalnej zabawy.
M. Todd, Numerator, Wydawnictwo Replika 2008, s. 187.
Choć śmierć na wizji przeważnie cieszy stacje telewizyjne, to tylko wtedy, kiedy jest zaplanowana. W innym wypadku nie zwiastuje niczego dobrego. Nagła śmierć prezenterki prowadzącej talk show przerywa program i otwiera serię tajemniczych zgonów, którym towarzyszą równie tajemnicze kartki z cyframi odnajdywane przy ciałach zabitych. Zagadkowe numery, zakończone przynoszącą pecha trzynastką, nie dają się nijak wytłumaczyć i z dnia na dzień stają się wizytówką mordercy, szybko okrzykniętego mianem Numeratora. To już było? Wcale nie! Niepozorna, bo ledwie dwustustronicowa powieść obfituje w zdarzenia, których inni pisarze nie zmieściliby nawet na kilkuset stronach. Georges Simenon w spódnicy? A i owszem. Panie i Panowie, oto Margaret Todd!
J. Povey, Klub Seryjnych Morderców, przeł. D. Jankowska, Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie 2008, s. 248.
To nie takie proste być seryjnym mordercą, o nie. Mało kto wie, że seryjni mordercy są bardzo samotni. No bo niby z kim mają dzielić się sukcesami i troskami swego zbrodniczego żywota? Rodzice zwykle nie żyją (często są pierwszymi ofiarami; wiadomo przecież, że wszystkiemu winne są matki!), kochankowie też zbyt długo nie wytrzymują żywi. Kiedy więc pojawia się okazja wstąpienia do Klubu Seryjnych Morderców, żaden SM nie zastanawia się długo.
O. Bottini, Morderstwo w znaku zen, przeł. Renata Biniek, Jerzy Jercha, Wydawnictwo Dolnośląskie 2008, s. 256.
Niestroniący od trunków policjanci i prywatni detektywi to postacie w literaturze niebudzące już, po doświadczeniach z czarnym kryminałem, zdziwienia. Główny bohater powieści Olivera Bottiniego różni się jednak nieco od znanych nam niewylewających za kołnierz twardzieli. Komisarz Louise Boni jest bowiem kobietą.
David Cutler z wielkim zaangażowaniem realizuje swoją misję wiejskiego listonosza. Jego ręce roznoszą listy i dość często zahaczają o niektóre części ciała co ładniejszych pań. Jak zauważa jeden z mieszkańców, czasami listonosz spóźnia się, utknąwszy na dłużej w czyimś łóżku. Wczesnym rankiem, gdy wielu jeszcze śpi w dobrze nagrzanej pościeli, on ciężko pracuje, z torbą pełną mniej lub bardziej ważnej korespondencji idzie od domu do domu. Gdzieniegdzie ktoś czeka jednak nie tyle na dostarczane przez niego listy, co na niego samego.