#
#

autorzy: Marcin Wroński, Ryszard Ćwirlej, Robert Ostaszewski, Andrzej Pilipiuk

wydawnictwo: WAN

oprawa: miękka ze skrzydełkami

liczba stron: ok. 320

cena detaliczna brutto: 39,99 zł

wydanie: 1

Gliny z innej gliny

Ryszard Ćwirlej Robert Ostaszewski Marcin Wroński Andrzej Pilipiuk

Po jedenastu latach od premiery pierwszego lubelskiego kryminału dziesiąty tom wieńczy historyczne dzieło!

Jak zapowiadał po opublikowaniu "Czasu Herkulesów", dziewiątej i ostatniej powieści z Zygą Maciejewskim, Marcin Wroński pomysłowo i ciekawie zamyka swój kryminalny cykl retro.

Na pożegnanie w tomie Gliny z innej gliny zbiera opowiadania i prozy, których bohaterem jest niepokorny komisarz oraz Lublin od lat 20. do 80. XX wieku. A nawet w XXI wieku! To wyborna lektura dla miłośników serii z Maciejewskim oraz wielbicieli kryminalnych historii.

Autor zaprosił do udziału w tym przedsięwzięciu Ryszarda Ćwirleja, Roberta Ostaszewskiego i Andrzeja Pilipiuka, których opowiadania z Zygą Maciejewskim są prawdziwą ozdobą zbioru i wzruszającym, literackim podziękowaniem dla sławnego kolegi po piórze.

W cyklu z komisarzem Zygmuntem Maciejewskim ukazały się:

I • Morderstwo pod cenzurą

II • Kino Venus

III • A na imię jej będzie Aniela

IV • Skrzydlata trumna

Nagroda Wielkiego Kalibru Czytelników oraz Nagroda Artystyczna Miasta Lublina w 2013 roku

V • Pogrom w przyszły wtorek

Nagroda Wielkiego Kalibru, Nagroda Wielkiego Kalibru Czytelników oraz nagroda na Festiwalu Kryminalna Piła w 2014 roku

VI • Haiti

VII • Kwestja krwi

VIII • Portret wisielca

IX • Czas Herkulesów

X • Gliny z innej gliny

o autorze:

Marcin Wroński urodził się w 1972 roku w Lublinie. Lublin jest prawie jak Dublin, dlatego pisarz długo chciał zostać Jamesem Joyce’em. Debiutował w 1992, niedawno miał benefis z okazji aż 25-lecia twórczości (i zaledwie 10-lecia kariery, co podkreśla). Tę przyniósł mu bowiem cykl kryminałów retro o komisarzu Maciejewskim rozpoczęty Morderstwem pod cenzurą (2007) i zakończony Glinami z innej gliny (2018). Przeszedł do historii prestiżowej Nagrody Wielkiego Kalibru jako pisarz najczęściej nominowany, jedyny dwukrotny laureat nagrody czytelników oraz jedyny, który w jednym roku – za Pogrom w przyszły wtorek – otrzymał statuetkę zarówno od jurorów, jak od publiczności (2014). Zachęcony sukcesem, miał do wyboru film i teatr, ale jako człowiek leniwy wybrał wersję pośrednią i w 2017 miała miejsce premiera Pogromu... w formule kino-teatru. W kolejce po bilety podobno były awantury, ale też nawiązały się bliższe relacje, za które autor nie odpowiada. Niektóre kryminały z cyklu były tłumaczone na rosyjski z liczbą przypisów godną pracy naukowej, wkrótce A na imię jej będzie Aniela ukaże się we Francji; liczba przypisów nie jest znana. Ponadto pisarz od kilku lat współpracuje z Fundacją Sceny InVitro, tworząc uliczne adaptacje miejskich legend. W jego wersji wszystkie legendy są o tym samym – o seksie i przemocy – a że oprócz dorosłych przychodzą na nie matki z dziećmi, to już jest sprawa opieki społecznej! M. Wroński ostatnio znów otrzymał Nagrodę Artystyczną Miasta Lublina – w duecie z reżyserem Łukaszem Witt-Michałowskim za ich sceniczny Pogrom w przyszły wtorek – i musi sobie kupić większy regał.

fot. Marcin Łobaczewski


Fragment opowiadania Kryptonim „Fatum”


Olek Maciejewski zapiął piżamę na wszystkie guziki, mundurowy odruch.

– Gocha! – zastukał głośno, przebijając lecącą z magnetofonu córki tę piosenkarkę, która w Opolu śpiewała w kółko, że chce pojechać do Buenos Aires. – Tu mówi Milicja Obywatelska. Otwieraj, bo wyważymy drzwi!

Jego rozpieszczona ósmoklasistka ruszyła się z wersalki, świadczył o tym jęk sprężyn.

– Nie otwieraj, Gocha! – usłyszał sceniczny szept dziesięcioletniej Beatki, zapatrzonej w siostrę jak ciemnogród w papieża Polaka. – Jeszcze nie…

Ta jednak wyjęła szczotkę spod klamki i ojciec aż oparł się o framugę…

Kupić jej w Peweksie prawdziwe dżinsy z Zachodu to był punkt honoru. Może jeszcze dwoje dzieciaków w całej szkole nosiło takie, ale czemu nie, skoro miał dojścia i wiele haków na każdego cinkciarza. Gdy zażyczyła sobie, żeby je przerobić na wąskie rurki, machnął ręką, taka nowa moda. Teraz jednak spodnie kupione za dolary, warte więcej niż miesięczna pensja matki, wyglądem i zapachem skojarzyły mu się z materiałem dowodowym wyłowionym z gnojówki.

– I jak wygląda twoja córeczka, twoim zdaniem? – burknęła Wanda, tak akcentując „twoja”, że zaraz przypomniał sobie unit o zaimkach.

– Like any other druggie girl – powiedział Olek.

Jego wyrośnięta pierworodna uśmiechnęła się zadowolona, chociaż to wcale nie miał być komplement.

– Gocha, przegięłaś pałę – ostrzegł po polsku.

– To mnie spałujcie! – rzuciła, wydymając policzki.

Gdyby powiedziała mu to w cztery oczy… Gdyby nie było przy tym żony i gdyby nie demoralizowała Beatki, obrazę ojca funkcjonariusza mógłby obrócić w żart. Gdyby była jego synem, wróciłby do sypialni po pas od munduru i załatwił sprawę jak należy. Ojciec to ojciec. Lecz nigdy nie dał więcej niż lekkiego ostrzegawczego klapsa żadnej z dziewczynek, a w dodatku jego ukochana nastolatka miała już coraz mniej z dziecka. Nie wiedział, co zrobić.

– Gocha, do ferii pożegnaj się z kieszonkowym! – wydał wyrok, chociaż sam wiedział, że to jak dwa lata w zawiasach.

– Nie zależy mi. – Wzruszyła ramionami. – No future!

– Why no future? You have good parents and they love you.

Matka gniewnie założyła ręce na piersi. Była zazdrosna o to, że Olek umiał się porozumieć z córką lepiej niż ona, a w dodatku nie znała słowa po angielsku.

– Because you’re poor old communists and I don’t love you both anymore. Już was nie kocham – łaskawie przetłumaczyła końcówkę, żeby również rodzicielka cokolwiek pojęła.

Książka do kupienia tutaj

fot. Marcin Łobaczewski

źródło: materiały prasowe wydawnictwa