Morderstwo w La Scali

03.03.2009


Wydawnictwo W.A.B. poleca nową powieść Tomasza Piątka Morderstwo w La Scali. Patronat medialny nad książką objął serwis Zbrodnia w Bibliotece.

Tomasz Piątek

Morderstwo w La Scali

premiera: 18 marca 2009 r.

Morderstwo w La Scali to thriller, jakiego się nie spodziewasz. Inteligentny i namiętny. Młoda Angielka żyjąca w Mediolanie, dziennikarka Judith Passalacqua, zdaje relację z prowadzonego przez siebie śledztwa. A przy okazji opowiada o znienawidzonych przez siebie Włoszech, o religii i terroryzmie, o winie i karze.

Jest wieczór pierwszego listopada 1995 roku. La Scala wystawia spektakl poświęcony śmierci reżysera Pier Paolo Pasoliniego, homoseksualisty i buntownika, zamordowanego w tajemniczych okolicznościach dokładnie dwie dekady wcześniej. Organizatorem spektaklu jest słynny producent filmowy Mario Cisi, charyzmatyczny i pełen energii mimo swoich dziewięćdziesięciu lat. Otacza go niezwykły dwór. Tu można zobaczyć z bliska, a nawet dotknąć ludzi sławnych i bogatych, pociągających i odrażających. Wieczór poświęcony zbrodni kończy się nową, bardzo osobliwą zbrodnią. Zabójca zostaje ujęty na miejscu. Przyznaje się do winy. Niby wszystko jasne. Tyle że zbrodniarz nie ma motywu...

Judith Passalacqua, wysportowana blondynka o zimnych oczach, dziewica, fanatyczna Angielka i protestantka – w ciągu jednej nocy przeżywa swoją niemożliwą miłość i jej śmierć. Widzi sławę, sukces, degenerację i tajemniczą, absurdalną zbrodnię. Po latach wraca na jej trop. Ale nie szuka zemsty, szuka prawdy.

Człowiek musi przeżyć coś strasznego z godnością, żeby stać się człowiekiem


Tomasz Piątek (ur. w 1974) w latach 1993–1998 mieszkał i pracował w Mediolanie, najpierw jako tłumacz więzienny i sądowy, później jako dziennikarz. Wydał jedenaście książek: Heroina (2002), Kilka nocy poza domem (2002), Żmije i krety (2003), Szczury i rekiny (2004), Elfy i ludzie (2004), Bagno (2004), Przypadek Justyny (2004), Nionio (2005), Dobry pan (2005), Błogosławiony wiek (2006), Pałac Ostrogskich (2008). Zakładał kanał telewizyjny Kino Polska, współpracował z wieloma innymi mediami (m.in. TVP, Canal+, Radiostacja, „La Stampa”, „Polityka”, „Film”). Dwukrotnie leczył się z narkotykowo-alkoholowego uzależnienia. 

Wywiad z Autorem Żeby móc drugiego człowieka poczuć...

Piątek w Bookarni - relacja

 

 

 

 

 

 

Fragment powieści

– Jak pani myśli, jako żona, co ten wspaniały artysta chce nam przekazać? Jakie jest jego messaggio? Może to jest jego ostatni przekaz dla potomności? – pytał giornalista, a Michelangelo podrygiwał przed kamerą coraz intensywniej. Może chciał nam przekazać: „Togliete questo verme, zabierzcie tę glistę”. Ale po chwili się zorientowałam, że on patrzy tylko na kamerę. Nie w kamerę, gdzie próbowała patrzeć squinzia, ale na kamerę, na jej ruchy, na ruchy kamerzysty.

– Być może ten wspaniały artysta mówi nam, co czuje jako gość honorowy i honorowy współorganizator spektaklu pana Mario Cisiego, z?którym wcześniej przeżył przecież tę wielką tragedię na planie wspólnej produkcji filmowej. Pięć lat temu, na planie filmu produkowanego przez pana Cisiego, Michelangelo dostał wylewu i musiano mu odebrać film... Albo było odwrotnie, najpierw musiano mu odebrać film, a wtedy dostał wylewu...

Iena! – zachichotała-zapłakała squinzia, a potem splunęła dziennikarzowi w twarz. – Sei un bastardo servo del padrone del capitalismo liberista mediatico!

Dziennikarz milczał, ustawił się tylko do kamery, żeby było widać, jak ślina mu spływa po twarzy. Sam na to patrzył, bo widział siebie na podglądzie, i chyba podziwiał. Kamerzysta uwijał się wokół niego niczym zwinna małpka. Mała zwinna małpka, na której siedziała druga zwinna, przykurczona małpka, cała z plastiku i metalu, z?obiektywem zamiast twarzy. Kamera na ramieniu operatora zawsze wygląda jak pasożyt. Michelangelo gapił się na to i pomrukiwał, zupełnie nie zwracając uwagi na to, co się działo con la sua cosiddetta moglie, z?jego tak zwaną żoną.

– Piła pani krew? – zapytał w końcu giornalista. – Może jadła pasta al pomodoro? – Ślina squinzii była rzeczywiście różowa.

– Nie – odpowiedziała. – Przygryzłam sobie wargi, słuchając pana!

– Sami państwo widzą, jakie emocje budzi nawet najlżejsza aluzja do tajemnic kryjących się za tym niezwykle osobliwym spektaklem – powiedział giornalista do kamery.