Życie generalnie jest do bani - wywiad z Claudią Torres i Jackiem Krawczykiem

26.07.2010

ZwB Musimy od razu zapytać: które z Państwa miało taki makabryczny sen o chomiku? Skąd taki pomysł na tytuł?

Claudia Torres Pomysł był Jacka, ale śnią nam się różne rzeczy ;)

Jacek Krawczyk Snu nie było. Była taka myśl, a że to będzie sen, przyszło później, już w pisaniu. Siedziałem kiedyś z przyjaciółką w jakiejś kawiarni, było lato i ona była rozświergotana czymś, rozuśmiechana i tak się, coś tam pewnie sącząc, przekomarzaliśmy... zaklęta jakaś ta chwila była, w każdym razie taka we mnie pozostała. To wtedy się po raz pierwszy pojawił ten chomik. Może nawet wtedy pojawiła się po raz pierwszy myśl o kryminale? Ale to była BARDZO PIERWSZA MYŚL.

ZwB Całe szczęście, że to nie był prawdziwy sen ;-) Choć pomysł na tytuł przedni. Były jeszcze inne konkurencyjne wersje?

CT Nie wydaje mi się. W każdym razie nic wartego wspomnienia.

JK To nawet dość długo był bardzo roboczy tytuł, tak miedzy sobą nazywaliśmy książkę „Chomik”; napisałeś coś do "Chomika"? Może się przyzwyczailiśmy? A w pewnym momencie zagrał? Teraz chyba nawet nie wyobrażam sobie innego.

ZwB Jak doszło do Państwa współpracy? Znaliście się Państwo wcześniej? Z tego, co podaje wydawca na okładce, wynika, że Pani z Łodzi, a właściwie z Meksyku, Pan z Warszawy. Jak doszło do Państwa spotkania?

JK O Meksyku Claudii to ja się dowiedziałem dość późno. Najpierw się znaliśmy, a zaprzyjaźniliśmy dopiero później... czyli w zasadzie sekwencja dość naturalna. I ten jej Meksyk dotarł do mnie chyba dopiero wtedy, gdy już się przyjaźniliśmy. A Łódź jeszcze później. Zresztą cały czas się czegoś o niej dowiaduję. Najczęściej mnie to zadziwia. Bardzo tego wszystkiego ma dużo w środku.

CT Zawsze mnie zadziwia, ile musi się zdarzyć przypadków, aby coś mogło mieć miejsce. I to się wydarzyło. Spotkaliśmy się i - co bardziej niewiarygodne - zaprzyjaźniliśmy. A potem od słowa do słowa, przeczytawszy wzajemnie jakieś nasze kawałki, doszliśmy do wniosku, że fajnie by było coś razem napisać. Jacek dał się namówić… albo ja.

ZwB Mieliście Państwo już za sobą doświadczenia pisarskie, zapewne wyrobiliście sobie Państwo indywidualne style. Jak udało się Państwu wypracować wspólny styl, napisać tak spójną pod względem warsztatowym książkę? Dużo było kłótni?

CT Chyba najpierw polubiliśmy wzajemnie nasze pisanie, więc mieliśmy dla siebie wiele szacunku. Znaliśmy też swoje słabe strony i przynajmniej ja wierzyłam, że Jacek jest mocny tam, gdzie ja niekoniecznie. Generalnie uważam, że najlepszą cechą dojrzałego człowieka jest znać swoje ograniczenia i umieć różnie sobie z nimi radzić. Kłótnie? Trochę. O tytuł. O pseudonimy, z których w końcu zrezygnowaliśmy. Wiele dyskusji i fascynacji pomysłami drugiego. W sumie czasem dobrze nie być sam na sam z ekranem komputera.

JK To najczęściej zadawane pytanie: jak się pisze we dwoje? Ja prawdę mówiąc, nie wiem, po prostu pisaliśmy. Trzeba było to redagować, żeby było spójne, i to była spora praca... ale też bez przesady... ja do tej pory uważam, że pewnych rzeczy nie potrafiłbym napisać, a Claudia potrafiła... ja nawet sadzę, że pewnych rzeczy nie potrafiłbym wymyślić, a ona potrafiła.

ZwB Powiedziała Pani, że polubiliście Państwo nawzajem swoje pisanie. Co Pani lubi w pisaniu pana Jacka, a co Pan w Pani?

CT Lubię klimat Jacka i tę refleksję wszechobecną nie tylko w słowach. Lubię lekkość, jaką ma w sobie liryka wypowiedzi. I może też ten smutek, który się przewija.

JK …a mnie się podobają te Claudii światy kobiece; ten rodzaj wrażliwości, który dla mnie jest niedostępny. Tak jak powiedziałem - ja bym tego nie wymyślił. Ja nawet nie miałem pojęcia do tej pory, że można takie obrazy kreować, że one w ogóle są. To jednak dwa różne Marsy.

ZwB A o czym pisaliście Państwo wcześniej indywidualnie? Co to było?

CTB Nic ważnego. Krótkie opowiadania, obrazy, kobiece obrazy. Świat widziany oczami kobiety na każdym etapie jej życia. Trochę było w tym turpizmu. Świat mnie zawsze zachwycał.

JK Było trochę wierszy, wciąż mi się zresztą zdarzają. Chociaż za rzadko. Wolałbym częściej. Tylko to nie łatwe, a poza tym trochę krótkiej formy, takich miniatur jednostronicowych. Ja w ogóle lubię krótka formę, ona zmusza do dyscypliny. I żałuję, że praktycznie umarł świat opowiadań. Spod ręki tych najlepszych to były uczty.

No i są dwa duże opowiadania. To rodzeństwo, ale one potrzebują jeszcze brata - i czasu.

ZwB Chomik na widelcu to opowieść jednocześnie o Państwa kryminalnych zamiłowaniach lekturowych (kto tak naprawdę woli być Bogartem?), ale i o pewnym doświadczeniu społeczno-psychologicznym. Jest zgon, jest alkohol, narkotyki, międzynarodowa grupa przestępcza, no i jest wypalony psycholog „pojebany jak oni wszyscy”. To dosyć smutny obraz. Dlaczego Czackiemu jest tak trudno być? On chyba nie lubi za bardzo ludzi.

JK Bogart, Marlowe... to raczej fascynacja postaciami. To ten typ postaci i kryminału... to ten typ historii, sposobu opowiadania, który mam w głowie. Nie powiem, że się wychowałem na Bogarcie, ale zdążyłem się otrzeć na tyle, żeby do tego wracać. Na szczęście gdy nasiąkałem tą literaturą, nie było jeszcze tej chmary chłamu, bo ja to mniej więcej tak oceniam. I nie ma znaczenia, że wśród tego wszystkiego jest trochę fajnego, dobrego, takiego, że kończę, odkładam, zamykam oczy i pozostaję tak z zamyśleniem.

Bo to drugie jest masowe, przytłaczające. Teraz nasiąkłbym pewnie czymś innym. I może w miejsce Chomika byłby... dajmy na to The Prince of Black Dragons...

A jeśli chodzi o Czackiego… może on za mało żyje, a za dużo żałuje..? Trudno mi powiedzieć, bo on zaczął jakby żyć własnym życiem.

Fakt, że jest wymyślony, jest drugorzędny, on się właściwie stwarzał ze sceny na scenę. Kiedy Chomik się ukazał, przeglądałem go trochę, ot tak z próżnej satysfakcji, trochę poczytywałem i w pewnym momencie uderzyło mnie, że późny Czacki jest dojrzalszy od tego wczesnego, tak mi się wydało. Ale przede wszystkim mam nadzieję, że on jest jako postać - żywy.

CT To niestety dosyć prawdziwy obraz - i to jest w tym smutne.

Ludzie piją, biorą, wykańczają się wzajemnie, zawodowo wypalają, życiowo też. Dawniej żyło się średnio 40 lat, więc nie było kiedy się wypalać. Statystycznie. Życie generalnie jest do bani…

JK No tu to pojechałaś...

CT …a przecież jednak wszystko, co najwspanialsze, się w nim zdarza.

Bo to się ma tylko zdarzać. Szczęście. To piękne. A co do lektur… przyznam, że od zawsze kocham kryminały. Klasyczny kryminał Agaty Christie jest mi bliski, tak jak czarny kryminał amerykański. Szekspirowski świat zbrodni nie ma sobie równych. A jednocześnie bawi mnie Ellery Queen (co oczywiste).

ZwB A kto z Państwa zaczytuje się w Chandlerze?

CT Oboje.

JK Ale ja dużo mniej. Ja go bardziej znam z ekranizacji. Tak jak powiedziałem. Zresztą również z teatru telewizji.

ZwB Pan jest z wykształcenia psychologiem, a na dodatek zwolennikiem psychologii ewolucyjnej. Czy miało to wpływ na kreację Czackiego i ogólnie wymowę książki?

JK Pewnie tak, ale o tyle, o ile wszystko, co wiem, co przeżyłem, wszystko, czego się nauczyłem: nie w sensie szkolnym, edukacyjnym, ale w sensie psychologicznym, wszystko to składa się na doświadczenie, na sposób patrzenia, na sposób, w jaki się kategoryzuje...o, widzi pani, to zdaje się wychodzi... tyle że to po prostu dość dobre i precyzyjne określenie. Tak, myślę, że to miało wpływ i na kreacje postaci i na wymowę książki, ale też - nie tylko to. Bo ja jednak nie cały jestem psychologiem ewolucyjnym. A Claudia w ogóle nim nie jest. Ona nawet bardzo wyraźnie bywa przeciwna.

ZwB Wie Pan, pytam o to, bo psychologia ewolucyjna w sumie zakłada dość pesymistyczny obraz świata: człowiek właściwie musi postępować tak, jak mu geny i uwarunkowania każą. W gruncie rzeczy chyba w losach Państwa postaci jest taki rys. Mam rację?

CTB To jest przedmiotem naszych nieustannych sporów. Jacek o chemii, biochemii, genach i uwarunkowaniach, a ja - ja wierzę w magię, w ducha, w wybór. Ja wiem, że dokonujemy wyborów, a reszta to tanie usprawiedliwienia.

JK A to ja nie wiem, skąd takie przekonanie. Psychologia ewolucyjna to narzędzie porządkowania świata, tam nie ma żadnego powodu, żeby ją utożsamiać z pesymizmem albo z czymkolwiek innym. Prawdę mówiąc to wydaje mi się, że to jest być może tanie usprawiedliwienie: dufać w wyjątkowość człowieka i okoliczności - tłumaczyć różne rzeczy w taki sposób, żeby to superego przez przypadek nie podniosło larum. Psychologia ewolucyjna to pokora, tolerancja i wbrew pozorom - akceptacja.

ZwB A kto miał większy wpływ na budowę postaci kobiet w książce?

JK Kobiety to zasługa Claudii.

ZwB Nie marzy się Pani kryminalna bohaterka na miarę panny Marple?

CT Panna Maple to jedna z najsłodszych postaci literackich i najbardziej trwałych. Powiedziałabym istny archetyp. Obawiam się, że w naszym świecie nie ma już miejsca, na tego typu postaci. Ale jeżeli chodzi o rangę literacką- każdemu się marzy taka postać

ZwB Czy Chomik będzie miał kontynuację? Jeśli tak, to czy zdradzicie nam Państwo jakieś szczegóły z nowej książki? Przeniesiemy się do Meksyku może?

CT Oboje mamy nadzieję, że tak. Pracujemy nad kontynuacją, bo od początku mieliśmy pomysł zaprzyjaźnienia się z naszymi bohaterami. Do Meksyku przeniesiemy się kiedy indziej, a teraz może raczej pozwolimy sobie na podróże w czasie bardziej niż przestrzeni. Mamy nadzieję, iż ukończymy książkę jeszcze latem.

JK Ta historia już jest, tylko że w głowie. Połowa jest napisana. Tyle że potrzebny jest na to czas... i jeszcze coś, może szereg rzeczy różnych rzeczy, zupełnych drobiazgów, które muszą się ze sobą ułożyć, żeby się pisanie działo. A to stan ostatnio niestety rzadki.

ZwB A czy mieszkając w tak egzotycznym dla nas miejscu jak Meksyk, znalazła Pani w nim inspiracje do pisania? Jakieś ciekawe nazwiska, lektury, kryminały. Mogłaby Pani coś nam polecić?

CT Główną inspiracją mojego pisania był ojciec, który absolutnie nie traktował poważnie kryminału i nie szanował go jako gatunku. Kiedy miałam 10 lat, próbowałam pisać opowiadanka a la Hemingway i - pomijając kwestie plagiatu - ojciec był tym zachwycony. Mając trzynaście lat, połknęłam dramaty Szekspira, a potem nie mogłam się zatrzymać i czytałam wszystko, co mi wpadło w ręce. Także Joe Alexa. Ale faktycznie długo były te powieści raczej towarzyszami podróży aniżeli źródłem refleksji. To dopiero zmienili dla mnie Mankel i Fossum, dopiero przeczytawszy ich powieści spojrzałam innymi oczyma na Chandlera, Pattersona etc. Dla mnie skandynawski kryminał jest objawieniem. I niewątpliwie inspiracją.

ZwB A autorzy kryminałów z Meksyku? Znajdą się warci polecenia?

CT Nie mam pojęcia, wie Pani, Meksyk to dla mnie - jak dla większości - Fuentes, Pitol, Paz, Esquivel. Bardzo dawno mnie tam nie było…

ZwB Czy można Państwa spotkać gdzieś osobiście? Planujecie Państwo spotkania autorskie?

CT O tak, w pracy. Głównie w pracy, Co do spotkań autorskich, to chyba zależy od naszego wydawcy. W każdym razie, gdy teraz spotykamy się z kimś, kto przeczytał naszą książkę, to zawsze jest to bardzo przyjemne.

JK Jest.

ZwB Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska