ZwB Pani Gaju, jest Pani typem mocnej kobiety. Capoeira, twarda bohaterka, jednoznaczne sądy. W filmach takie kobiety nie mają dobrej ręki do żywych stworzeń domowych, psów, kotów... Może kwiaty Pani lubi?
Gaja Grzegorzewska Oj, kwiaty na pewno nie. Gdy się wyprowadzałam z domu, mama dała mi jeden kwiat doniczkowy. Nawet nie wiem, jak się nazywa, wiem jedynie, że smakuje bardzo wszystkim kotom. Obecnie roślinka ta jest w fatalnym stanie. Dogorywa. Ususzyłam też kilka innych, które dostałam od różnych osób. W końcu mój chłopak podarował mi kaktusy. Na razie mają się dobrze. Kotka również dała im spokój.
ZwB I tym sposobem rozprawiłyśmy się z mitem... Zatem i kot, i kaktusy żyją. Co za szkoda ;-) A tak serio, co jest Pani pasją?
G.G. Uwielbiam oczywiście kryminały. Rzadko zdradzam je dla jakiegoś innego gatunku. Wciąż chętnie powracam do Agathy Christie i Chandlera. Oprócz tego lubię Deavera, Akunina, Mankella, Patricię Cornwell. Ale najlepiej wypoczywam przy książkach Christie. Podoba mi się, jak do tej uporządkowanej, angielskiej rzeczywistości pełnej konwenansów i sztywnych zasad wkrada się zbrodnia, aby to wszystko zburzyć. A potem pojawia się Poirot lub panna Marple, rozwiązują zagadkę i wszystko wraca do normy. Chandlera podziwiam natomiast za sposób, w jaki jego bohater dominuje nad wszystkimi innymi elementami książki. Lubię też u niego ten nastrój melancholii i odczuwalny wręcz fizycznie opis upałów.
ZwB W Pani książce Noc z czwartku na niedzielę w tle cały czas pobrzmiewa muzyka. Jaki jest Pani stosunek do tej formy wyrazu?
G.G. Muzyki słucham najczęściej, biegając lub jeżdżąc na rowerze. Lubię różne gatunki – drum’n’base, ambient, różne odmiany muzyki elektronicznej, muzykę filmową. Ostatnio strasznie spodobała mi się ścieżka dźwiękowa z filmu Death Proof Quentina Tarantino.
ZwB A same filmy Tarantino?
G.G. To jeden z niewielu reżyserów, który nigdy mnie nie zawiódł. We wszystkich jego filmach czuć pasję, z jaką je robił, i autentyczną przyjemność tworzenia. Widać, że Tarantino kocha kino, chociaż niekoniecznie to klasy A. Death proof jest ostatnio moim ulubionym filmem, bardzo kobiecym zresztą.
ZwB W Pani ostatniej książce ogromną rolę odgrywa moda. Za jakie grzechy kazała Pani biegać Julii w tych strasznych szpilkach?!
G.G. Wygląd Julii w Nocy był wynikiem jej udziału w programie Wiktora Bergena. Te ubrania były częścią jej telewizyjnego wizerunku. Miała to bidulka zapisane w umowie. Poza tym bawiło mnie to kolejne zderzenie i zgrzyt w jej postaci. Ultra-kobiece, seksowne stroje, niebotyczne szpilki, długie blond włosy, a do tego niebywała sprawność fizyczna, która pozwalała jej walczyć z przeciwnikami, pomimo tego niewygodnego stroju. Wymyślanie kreacji, w których pojawiała się Julia, sprawiało mi zresztą dużą przyjemność. Lubię modę, zawsze się nią interesowałam, jako dziecko marzyłam, by zostać projektantką mody. Interesuję się też wnętrzarstwem i architekturą. Moja mama jest architektem, więc od dziecka bawiłam się rapidografami i rysowałam, korzystając z szablonów (obecnie już rzadko używanych). Miałam styczność z książkami o sztuce i architekturze oraz branżowymi czasopismami. Teraz też jednym z moich sposobów na odreagowanie i odpoczynek jest przeglądanie czasopism o wnętrzach. Gdy jestem za granicą, lubię przypatrywać się architekturze mieszkalnej i wynajdywać różnice pomiędzy poszczególnymi krajami i obserwować, jaki ma to związek z różnicami kulturowymi.
ZwB To mi przypomina, że miałam się zapytać o domek w Żniwiarzu. Dom nad kanałem ma swój pierwowzór, prawda?
G.G. Tak. Nawet dwa pierwowzory. Jeden jest literacki, pochodzi z książki Agathy Christie zatytułowanej właśnie Dom nad kanałem. Drugi natomiast stoi sobie w miejscowości Strumień. Tyle że nie nad kanałem. I wciąż jest chyba do kupienia.
ZwB W Nocy zmieniła Pani Julii nie tylko otoczenie... Wszystko jest właściwie inne.
G.G. Żniwiarza napisałam, mając 24 lata. Od tego czasu trochę się zmieniło. Ja się zmieniłam, zmieniło się moje otoczenie. Byłoby dziwne, gdyby w świecie Julii nic nie uległo zmianie. Po sukcesie, jaki moja bohaterka odniosła, rozwiązując zagadkę Żniwiarza, skusiła ją sława, a może nawet bardziej niż sława, pozornie łatwe i szybkie pieniądze. Noc zaczyna się w momencie, kiedy Julia ma tej kariery telewizyjnej dosyć i postanawia wrócić do ideałów, jakie przyświecały jej na początku pracy w zawodzie detektywa. Chce na nowo otworzyć praktykę i zerwać z telewizyjnym światem i śledztwami na pokaz.
ZwB Lubi Pani swoich bohaterów? Czy któryś jest Pani szczególnie bliski?
G.G. Oczywiście najbardziej lubię Julię. Podoba mi się jej niezależność i upór w dążeniu do celu. Dałam jej wiele cech charakteryzujących zwykle w literaturze kryminalnej mężczyzn. Chciałam, by była to piękna kobieta, a równocześnie odważna i twarda. Julia rzadko potrzebuje pomocy. Do ciemnych, wilgotnych lochów schodzi sama, by szukać ciała. Z mordercą również rozprawia się sama.
ZwB Jest rzeczywiście świetna! A mężczyźni w Pani książkach?
G.G. Lubię Wiktora – strasznego pozera i snoba, który pomimo licznych wad jest całkiem porządnym człowiekiem i dobrym przyjacielem. A także Aarona, najbardziej chyba tajemniczą i pełną niedomówień postać. To taki stereotyp twardego policjanta z niejasną, mroczną przeszłością, skłóconego ze wszystkimi naokoło, a przy tym twardo trzymającego się zasad.
Darzę sympatią prawie wszystkich moich bohaterów. Również tych drugoplanowych, takich jak rubaszny i przaśny, wiecznie głodny operator Piotruś czy Tomek, kuzyn, a jednocześnie sekretarz Julii – młody, zbuntowany imprezowicz i zdeklarowany gej.
ZwB Kolekcja Kryminalna, w której wyszły Pani książki, jest dosyć specyficzna. Co Pani sądzi o tej serii?
G.G. Dobrze, że znalazło się w niej miejsce dla kryminałów różnego rodzaju, nowatorskich, a niekiedy wręcz pionierskich w obrębie tego gatunku. Czyli dla – jak je niektórzy nazywają – poematów kryminalnych Świetlickiego, dla nietypowego, przewrotnego thrillera Malickiego, jak i dla pierwszego kryminału gejowskiego, autorstwa Pasewicza. A także dla mojej książki, odwołującej się do schematu klasycznego kryminału spod znaku Agathy Christie. Czyli mamy dziwną, nietypową i interesująca mieszankę – poeci i autorzy znani z książek leżących daleko od działu „kryminał” i jedna zupełna debiutantka.
ZwB Pytać o Pani typy w tej serii nie wypada ;-) Zapytam więc o Pani ulubione współczesne kryminały...
G.G. Jak już wspominałam wcześniej, lubię autorów amerykańskich, takich jak Jeffery Deaver czy Patricia Cornwell. Ostatnio czytałam jej Predatora i bardzo mi się podobał. Amerykańscy autorzy mają to do siebie, że perfekcyjnie panują nad konstrukcją książki. Predator jest właśnie idealnym tego przykładem. Zaprzyjaźniłam się z bohaterami Cornwell i Deavera, a także z Kurtem Wallanderem Mankella. Wallander jest wiecznie zmęczony, ma za dużo pracy, nadwagę, cukrzycę i źle się odżywia. Jest bardzo ludzki, pełen słabości. Mankell świetnie to opisuje.
ZwB Ceni Pani takie szczegóły z codzienności w kryminałach? Uważa je Pani za ważny element tego typu powieści?
G.G. Bardzo ważny. Te szczegóły budują cały klimat i przybliżają czytelnikowi bohatera. Kryminały dzięki takim elementom wiele mówią o świecie, np. o codzienności w jakimś kraju, stosunkach społecznych, modzie, stereotypach, konwenansach. Przecież to między innymi książki Agathy Christie kształtują nasze wyobrażenie o wiktoriańskiej i przedwojennej Anglii. Christie z lubością opisywała przeróżne rytuały i zwyczaje, głównie arystokracji i wyższej klasy średniej. Rozrywki takie jak tenis, golf, polowanie lub teatr. I moje ulubione rytuały związane z jedzeniem i posiłkami. To całe przebieranie się do kolacji, sposób zajmowania miejsc za stołem, a po posiłku podział na dwie grupy. Mężczyźni udawali się do gabinetu na cygaro i whisky lub porto, a kobiety do salonu na koktajl i plotki, po czym wszyscy znowu spotykali się na kawie. I gdzieś w tym miejscu zwykle pojawiał się trup.
ZwB Czy zamierza Pani pisać inne teksty niż kryminały?
G.G. Na razie nie mam takich planów. Chociaż kuszą mnie opowiadania grozy w starym stylu, a także pisanie scenariuszy i rysowanie komiksów. Ten, który narysowałam ostatnio, na komputerze, był oparty na mojej ulubionej sztuce Szekspira Tytus Andronikus. Bardzo krwawa rzecz.
ZwB Szekspir rzeczywiście jest dosyć krwawy... Ma wspaniałe charaktery... piękne złośnice, bezlitosne kobiety-zbrodniarki, tragiczne postacie. Inspiruje Panią w pisaniu?
G.G. Zawsze go bardzo lubiłam. Szczególnie podobają mi się postmodernistyczne adaptacje jego sztuk, podkreślające ich uniwersalny charakter. Z tych współczesnych adaptacji najbardziej chyba lubię właśnie Tytusa Andronikusa w reżyserii Julie Taymor. Z tej sztuki pochodzą zresztą moje ulubione cytaty, np.: "Nieraz umarłych dobywałem z grobów / u drzwi ich drogich stawiając przyjaciół" (ten cytat znalazł się zresztą w Nocy). W Tytusie wypowiada je Aaron, najgorszy czarny charakter, jaki można sobie wyobrazić. I stąd właśnie imię Aarona w mojej książce. Dostał je na cześć tego mało znanego, ale bardzo wyrazistego Szekspirowskiego bohatera, który tuż przed swoją śmiercią w męczarniach wypowiada zdanie: "jeślim w ciągu mojego żywota / jednego czynu dobrego dopuścił / żałuję tego z całej teraz duszy". Tak bardzo był nikczemny!
ZwB A więc to taki Aaron! Już się boję, jak się Pani postać w związku z takim pierwowzorem rozwinie. No właśnie, nad czym Pani aktualnie pracuje?
G.G. Piszę trzecią książkę o przygodach Julii Dobrowolskiej. Tym razem wysyłam ją wraz z Wiktorem na Mazury, gdzie mają prowadzić szkolenie dla przyszłych detektywów, a potem wypoczywać w modnym hotelu. Oczywiście ich plany ulegną zmianie. W zeszłym roku spędziłam tydzień na Mazurach, żeglując, i uznałam, że jest to doskonałe tło dla powieści kryminalnej. A zamknięta przestrzeń łódki, woda i upał tworzą doskonały, klaustrofobiczny klimat. O czym przekonał już nas Polański.
Ponadto pracujemy z Irkiem Grinem i Marcinem Świetlickim nad wspólną powieścią, zatytułowaną Orchidea. Powieść będzie ukazywała się w odcinkach w internecie.
ZwB Rozumiem więc, że możemy się spodziewać „Orchidei w... wodzie” ;-) A gdzie można Panią spotkać na wieczorach autorskich?
G.G. Tego na razie jeszcze nie wiem.
ZwB Będziemy zatem śledzić Pani kroki... Serdecznie dziękuję za rozmowę.
G.G. Dziękują również.
Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska
zdjęcie Gai Grzegorzewskiej A. Fischermann/EMG