Taki kryminał śmieszno-straszny - wywiad z Martą Mizuro i Robertem Ostaszewskim

19.09.2010

ZwB Za kilka dni do księgarń trafi kolejna powieść z wuabowskiej "mrocznej serii". Kogo kocham, kogo lubię to książka napisana przez duet mieszany Marta Mizuro/Robert Ostaszewski. Jak się Państwo czujecie po tak udanym debiucie?

Marta Mizuro Jeśli Pani twierdzi, że udanym, to czuję się świetnie.

Robert Ostaszewski Udane bywają tylko zabójstwa doskonałe. Ale takich ponoć nie ma. A na poważnie: rzecz w tym, żeby świetnie czuli się nasi czytelnicy, wtedy i nasze samopoczucie będzie w porządku.

ZwB Jesteście Państwo oboje znani nie tylko jako autorzy, ale też jako krytycy zajmujący się literaturą kryminalną. Kiedy i jak zaczęła się Państwa przygoda z kryminałami?

Marta Mizuro Trudno mi wskazać określony moment, ale chyba już w XXI wieku, czyli nie tak wcześnie. Lubiłam wprawdzie od zawsze filmy kryminalne, niemniej po powieści zaczęłam sięgać na zasadzie płodozmianu, oddechu od tego, co muszę czytać w ramach obowiązków recenzenckich. Teraz już mam tę komfortową sytuację, że częściowo mogę na tej przyjemności zarabiać, jednak wciąż łapię się na myśli, iż czytanie kryminałów jest jak wyskok na wagary.

Robert Ostaszewski Mówiąc szczerze, Marta jest lepszą specjalistką od kryminałów niż ja. Coś tam kryminalnego od czasu do czasu czytałem od tzw. małego, potem byłem redaktorem „Portalu Kryminalnego” i z racji obowiązków pracowniczych czytałem bardzo dużo. I tak mi zostało. Ale to nie jest tak, że czytanie kryminałów musi koniecznie przekładać się na ich pisanie.

ZwB To prawda, cały czas jest więcej czytelników niż piszących kryminały. To chyba dobra tendencja;-) Kryminał jak każdy gatunek ma swoje odmiany, swoje różne oblicza. Jakie trendy w literaturze kryminalnej cenicie Państwo najbardziej?

Marta Mizuro Nie odkryję Ameryki, stwierdzając, że bardzo sobie cenię kryminały skandynawskie i trochę się boję o to, by za jakiś czas nie zaczęło się o nich mówić jako o przeżytku, manierze itd. Tu nie chodzi o trend, o jakieś cechy szczególne, ale o to, że pisarze z Północy zbliżyli kryminał do normalnej literatury realistycznej, dbają nie tylko o zanurzenie społeczne, lecz także o rysunki psychologiczne postaci czy o piękny język. Można więc mówić o manierze Mankella, ale już nie o jakiejś manierze skandynawskiej, to gadanie wynika z zawiści, że oni zachowują i poziom literacki, i – o dziwo – wysoki poziom sprzedaży. Swoją drogą, ludzie Północy sporo czytają, więc pewno mają mniejszą tolerancję na tandetę.

Chyba niezbyt typowe jest to, że w odróżnieniu od wielu miłośników „polarów” lubię eksperymenty narracyjne i zabawę konwencją, co niektórym przeszkadza w śledzeniu intrygi. Mnie nie, bo się wychowałam na literaturze wysokiej. Cieszy mnie więc, gdy ona przenika do gatunków zwyczajowo uznawanych za popularne. Nie muszę chyba specjalnie udowadniać, co doskonali pisarze kojarzeni z prozą wysoką, tacy jak Olga Tokarczuk czy Julian Barnes, mogą zrobić z tym gatunkiem. I chwała im za to, co robią, za podwyższanie poprzeczki.

Robert Ostaszewski Pewnie tak samo jak Marta powinienem teraz mówić o inspiracjach kryminałem skandynawskim, tym bardziej że za sporą część wątków obyczajowo-społecznych w Kogo kocham, kogo lubię jestem odpowiedzialny... Powiem krótko: tak, wielu skandynawskich „kryminalistów” czytam z przyjemnością. Jednak najbardziej cenię kryminały - jak to nazywam - przełamane, w których autorzy mieszają konwencje rozmaitych podgatunków powieściowych. Choćby - dla przykładu - wyrafinowane literacko, z mnogością intertekstualnych odniesień książki Amerykanki Marthy Grimes czy przesiąknięte jedyną w swoim rodzaju melancholią prozy iberoamerykańskiej kryminały Kubańczyka Leonardo Padury.

ZwB Spotkałam się z opiniami, że kryminał łatwo napisać, bo taki schematyczny, a jego pisanie to w sumie rzemiosło bardziej niż twórczość. Co Państwo o tym sądzicie? Łatwo jest napisać kryminał?

Marta Mizuro Pewno, że nie. Nie jestem w stanie porównać, bo przecież nie napisałam innej powieści, ale ułożenie wiarygodnej i precyzyjnej intrygi wymaga wielu potu i krwi. Jest sztuką.

Robert Ostaszewski Z tą krwią to bym nie przesadzał... Ja akurat mam doświadczenia z pisaniem tzw. prozy wysokoartystycznej i - powiem Pani - wszystko zależy właściwie od nastawienia pisarza, w każdej odmianie prozy. Każdy, kto trochę w życiu poczytał, ma pod ręką setki albo tysiące schematów, z których może skorzystać. I to jest łatwa droga... Wybiera się jakiś głośny w danej chwili temat, obojętnie: mniejszości seksualne, molestowanie dzieci, lustrację czy - by odnieść się do obecnych wydarzeń - tragedię pod Smoleńskiem, wtłacza się to w jakiś schemat i powieść gotowa! My staraliśmy się stworzyć coś nieschematycznego, a to zawsze jest trudne.

ZwB Dobry kryminał to przede wszystkim wciągająca intryga i charakterystyczny bohater. Opowiecie Państwo o pracy nad tymi elementami?

Marta Mizuro O ile szkielet intrygi zmontowaliśmy dość szybko i po prostu realizowaliśmy ją punkt po punkcie, to nawet nie tyle z bohaterem, co bohaterami było inaczej. Nie mieliśmy wypisanej listy z osobami dramatu i ich krótkimi charakterystykami, tak się rozwijali, jak się rozwijała akcja. Metaforycznie rzecz ujmując: rośli sobie. Zaznaczam, że bohaterowie, bo mamy przecież cztery pierwszoplanowe postaci, a nie jednego samotnego wilka Gajewskiego.

Robert Ostaszewski Tak, nie mam tu zbyt wiele do dodania. Może tyle, że od początku byliśmy zgodni, że Gajewski ma być „innym” policjantem, niż ci znani z wcześniejszych kryminałów. Reszta postaci zarówno z pierwszego, jak i drugiego planu „rodziła się” podczas pisania.

ZwB Roland Barthes w swojej Przyjemności tekstu porównuje, zgodnie zresztą z etymologią, tekst do tkaniny, a pisanie do tkania. Wydaje mi się, że to i dla Państwa nośna metafora. Nie dość, że sami „utkaliście” kryminał z niesamowicie wielu cytatów kryminalnych i ogólnie popkulturowych, o których mam nadzieję, zaraz porozmawiamy, to i Wasz seryjny morderca nosi wdzięczne miano „Kordonek” i jakąś opowieść o swoich ofiarach haftuje…

Marta Mizuro Barthes mówi też o podmiocie, czyli piszącym, który jak pająk plącze się w tę tkaninę i dusi od własnych wydzielin. Wolę więc strawestować inną z jego myśli: jeśli czytelnik odczuwa przyjemność przy czytaniu, to znaczy, że autor też ją odczuwał. Potwierdzam, że odczuwał, i tego samego życzę czytelnikowi. Niemniej w trakcie pisania haft wiązał mi się w myślach jedynie ze sposobem zapisu, którego autora nie sposób rozszyfrować.

Robert Ostaszewski Metafory Barthesa są inspirujące, ale chyba nie za bardzo stosują się do naszej książki. W punkcie wyjścia - myślę, że Marta przyzna mi rację - chcieliśmy napisać skrojony „po Bożemu” kryminał, z poważną intrygą kryminalną, dodając jednak do nie niego coś, czego w powieściach kryminalnych, przynajmniej w Polsce, nie było: odjechanego bohatera, czyli Gajewskiego, i nasyconą wszelakimi odmianami humoru narrację. Taki kryminał śmieszno-straszny, albo kryminał na wesoło - jak kto woli. Tkanie odniesień do literatury czy kultury w ogóle miało dla nas znaczenie drugo- albo nawet trzeciorzędne.

ZwB Zacznijmy więc od początku: co było impulsem do napisania książki? Jaka postać? Jaka książka, może film? Niektórzy wspominają Siedem…

Marta Mizuro Przepraszam, że to zabrzmi jak idiotyczne tłumaczenie Stephenie Meyer, że przed napisaniem Zmierzchu nie czytała Drakuli, ale rzeczywiście do dzisiaj nie obejrzałam Siedem. Z tego samego powodu, co Stephenie: bo film jest ponoć przerażający. Kiedy rodził się pomysł, nie myśleliśmy o niczym konkretnym, jakieś tam skojarzenia pojawiały się dopiero w trakcie pisania poszczególnych scen. Na ogół je ujawniamy, żeby się wykpić: tak, tak, wiemy, że to już było, ale od wszystkich schematów nie da się uciec. To kwestia takiej a nie innej konwencji. Naszym zamysłem nie była jednak tak do końca zabawa konwencją, tylko wzbogacenie jej, dołożenie takich elementów, jakich w polskich powieściach kryminalnych nam brakuje. Wydawca ma prawo do własnych skojarzeń, ale tak to już jest, że czytelnika najlepiej zwabić czymś, co trochę oswojone. W każdym razie Kogo kocham raczej nie powinno nikogo przyprawić o bezsenność, a jeśli już, to nie z powodu nadmiaru makabry.

Robert Ostaszewski A ja oglądałem Siedem chyba z dziesięć razy, świetny film, gdyby jego reżyser chciał mnie w przyszłości zatrudnić jako scenarzystę - nie odmówię. Choć Siedem, jak powiedziała Marta, nie ma wiele wspólnego z naszą książką, równie dobrze można by ją skojarzyć z innymi filmami, bo ja wiem, choćby z Czerwonym smokiem. A co do impulsu - to żadna tajemnica, krytycy literaccy, tacy jak my, gadają o książkach. Kiedyś - zdaje się łażąc po Wrocławiu - rozmawialiśmy o kryminałach: ktoś zrobił to tak a nie inaczej, jak to zrobić lepiej. I pojawił się pomysł, by spróbować samemu. Na początku było sporo wątpliwości, ja na przykład nie bardzo wiedziałem, czy potrafię pisać z kimś w duecie. Okazało się jednak, że dość szybko się dotarliśmy.

ZwB O, ja też Siedem często oglądam, ale rzeczywiście bardzo ostrożnie porównałabym te dwa dzieła: film i Państwa książkę. To bardzo ciekawe, co Pani stwierdziła – słusznie moim zdaniem – że od konwencji kryminału nie można uciec, nie należy nawet, pisząc kryminał. Ale myśl, by wzbogacić kryminał – podobnie jak to czynią, oczywiście najczęściej nie za pomocą humoru – autorzy skandynawscy czy niemieccy o elementy w Polsce niestosowane, jest intrygująca. Co w Państwa przekonaniu jest takim novum?

Marta Mizuro Trochę już o tym powiedziałam, że to, co może wydawać się nowe w skonwencjonalizowanym gatunku, tzw. literatura wysoka już dawno wynalazła. Nie mówię też, że w Polsce nie powstają książki dorównujące najlepszym europejskim realizacjom, tu chylę czoło przed doskonałym w każdym calu Uwikłaniem Zygmunta Miłoszewskiego.

Robert Ostaszewski Mimo że literaturoznawcy od lat wmawiają nam, że „wszystko już było”, zawsze zostaje możliwość nowego ułożenia znanych już puzzli. Czy akurat nam się to udało? To ocenią inni.

ZwB Dla nas nałogowych czytelników tego gatunku niezwykle ważne jest widzieć, że autorzy też te kryminały znają. Gdybyście więc mieli Państwo wymienić jednym tchem najważniejszych dziesięć kryminałów, które w jakiś sposób, nie tylko wprost, jak na przykład Ian Rankin, pojawiają się w Kogo kocham, to byłby…

Marta Mizuro To nie jest kolejna próba wyłgania się, ale naprawdę trudno mi wskazać określone tytuły, które złożyły się na kolaż, bo to przecież nie jest typowy postmodernistyczny zlepek, tygiel, do jakiego pakujemy Agatę Christie, Wiliama Szekspira, Franza Maurera i psa Pluto. Czyli realne postaci lub ich twory. Myśmy jednak nie wykonali pracy w postaci „wytnij, wklej i przyszyj na okrętkę”, tylko wymyślili intrygę, wykreowali własny świat, a echa cudzych głosów słychać co najwyżej w języku. Odpowiem inaczej: podobają mi się groteskowe postaci zaludniające powieści Fred Vargas albo niespodzianki fabularne u braci Coen, humor Marty Grimes czy Iana Rankina właśnie. Oprócz tego przeczytałam jeszcze parę książek reprezentujących inne gatunki i od tego też się nie mogę odciąć. Jednak staram się nimi inspirować, wyrazić pokrewieństwo ducha, a nie kraść od nich ile wlezie.

Robert Ostaszewski To nie jest tak, że założyliśmy sobie, że w każdym rozdziale będzie dziesięć odniesień do klasyki kryminału. Tak to nie działa, przynajmniej nie w naszym przypadku. Wie Pani, jaka jest średnia czytelnictwa w Polsce na osobę? Mniej niż książka rocznie. My czytamy kilkanaście, czasami kilkadziesiąt książek w miesiącu. Nic dziwnego, że to widać w naszej powieści. Oczywiście, można bawić się odnajdywaniem w Kogo kocham, kogo lubię rozmaitych tropów i nawiązań, ale to tylko, że tak powiem, bonus dla zainteresowanych.

ZwB Widzę, że metafora szycia („przyszyć na okrętkę”) Pani nie opuszcza ;-) Ale poważniej, ja właśnie miałam na myśli owo pokrewieństwo ducha. To wspaniale przecież, gdy ludzie mówią kulturą, przetwarzają ją, niejako żyją nią w każdym kolejnym tekście. To działa na podobnej zasadzie, jak osadzenie tekstu w określonych realiach społecznych, psychologicznych czy tym podobnych. Ja widzę dużą zaletę Państwa książki zaś właśnie w osadzeniu jej w otoczeniu testowym, kryminalnym. Może więc zadam pytanie inaczej: a co Państwo najbardziej cenicie w kryminałach?

Marta Mizuro U autorów, których wymieniłam, cenię to, że uciekają od koturnowości postaci, drętwej mowy, czy rozwiązań, jakich się spodziewamy, bo już je znamy skądinąd. Typu wyśmiana w powieści dziewica, która ucieka przed wampirem w ślepą uliczkę.

Robert Ostaszewski Tak, zgodzę się z Martą, szukam u ulubionych pisarzy przede wszystkim świeżych pomysłów, tego - jak już mówiłem – „przełamania”, bo pisanie schematami to łatwizna, na którą niestety często idą autorzy prozy kryminalnej.

ZwB Wspomnieliście Państwo też o tekstach innogatunkowych, które Was inspirują, rozumiem, że nie tylko w pracy nad Kogo kocham. Wiem, że to niebezpiecznie pytać ludzi, którzy czytają na okrągło, o ich pasje lekturowe, ale co tam... zapytam: jakie to są teksty?

Marta Mizuro Łatwiej mi powiedzieć, czego nie czytam: poradników i książek kucharskich. Przy całej reszcie już bym nie była taka stanowcza – sięgam nawet po straszliwy chłam, bo chcę mieć orientację w tym, co się dzieje w literaturze, co „się sprzedaje” itd. Bywa, że sama siebie zaskakuję tym, że wciągnie mnie jakiś osobliwy temat, np. nazizm, i dobieram lektury tak, żeby go pogłębić, a potem szokuję ludzi wymienianiem z pamięci całej hitlerowskiej generalicji. Wolę jednak co rusz zmieniać gatunki i tematykę, żeby się nie zanudzić. Mam oczywiście ulubionych autorów, ale to bardzo dłuuga lista. Zresztą kilku już wymieniłam.

Robert Ostaszewski Zabawne, bo ja - pod pseudonimem - napisałem dwie książki kucharskie. Podobnie jak Marta czytam tzw. wszystko, choćby dlatego że w czasopiśmie literackim „Pogranicza” mam cykl felietonów „Miałem nie pisać...”, w których znęcam się nad rozmaitym prozatorskim badziewiem. Mimo to wychodzi teraz mnóstwo świetnych książek. Problem w tym, że mam coraz mniej czasu, aby je czytać. Piszę przecież także swoje teksty.

ZwB Ogromną rolę w Państwa kryminale odgrywa humor. Śmieszne są sytuacje, zabawne przerysowane postacie rodem choćby z Crimnal Minds czy Milczenia owiec, język… gracie słowami właściwie cały czas: wielki Płatek, krawat w bałwanki, Robert Ostaszewski specem z obyczajówki... Które motywy należą do Waszych ulubionych? Skąd się wzięły?

Marta Mizuro Dowcipy wzięły się przeważnie z głowy, uwzględniając wciąż to, że głowa wypełniona jest kulturą wysoką, popkulturą i innym szumem. Co zresztą przy pisaniu w duecie się przydaje, bo tworzy naturalne pole porozumienia, pomaga w złożeniu jednego stylu z dwu odrębnych. Poza tym dowcip, ironia, dopatrywanie się elementów komicznych w tym, co subiektywnie lub obiektywnie, wydaje się tragiczne, jest dla mnie naturalną reakcją obronną, częściej przecież występującą w przyrodzie niż walenie głową w ścianę czy mordowanie kogoś, kto nie trawi naszego ukochanego yorka. Jednym z moich ulubionych motywów w tej książce pozostaje chyba moda, a wzięła się stąd, że jak Gajewski często goszczę na style.com, w czasie fashion weeks dzień w dzień śledzę pokazy i marzę o tym, żeby było mnie kiedyś stać na kieckę od Driesa van Notena.

Robert Ostaszewski No tak, ukochane pieski potrafią być upierdliwe, kilka dni temu wdziałem yorka na plaży w Jastarni, który w środku upalnego dnia podgryzał wodołaza za ogon... Marta jest skromna, ale mamy - ona i ja - poczucie humoru, może momentami dziwne, ale jednak. Jeśli czytelnikom to się spodoba, będzie świetnie. W przypadku komizmu rzecz się ma podobnie jak z nawiązaniami do innych tekstów kultury: nie wymyślaliśmy wiców na siłę. Poza tym, podobnie jak Marta częściej reaguję na rzeczywistość śmiechem niż złością, stąd pewnie tyle humoru w naszej książce.

ZwB Prawdziwie śmieszny humor nigdy nie jest wydumany! Mnie się ten wymiar książki bardzo podoba i bardzo się cieszę, że poszliście Państwo w tym kierunku. Na marginesie, kto te potworne bałwanki wymyślił?! Kogo kocham to debiut. Pewnie więc macie Państwo wiele wątpliwości i rozterek. Co dziś po wydaniu książki zmienilibyście w niej? Nie mam oczywiście na myśli wpadek, tych niech czytelnicy szukają sobie sami, o ile takowe w ogóle są;-) ale raczej to, czy pociągnęlibyście Państwo pewne wątki inaczej, dodali jakiegoś zaprzyjaźnionego krytyka w roli ofiary? Coś, co może wykorzystacie w następnej książce, która już pewnie się pisze, prawda?

Marta Mizuro To proste: żadne z nas nie może się z tą książką identyfikować w stu procentach i pewno zmieniłoby te fragmenty, w których nie do końca się odnajduje. Ale żeby skończyć, musieliśmy iść na kompromis. W sumie to, co należało zmienić, już zostało zmienione w trakcie redakcji. Zresztą po sugestiach naszego redaktora, Filipa Modrzejewskiego, niczego nie trzeba było wycinać, a tylko dopisać pewne rzeczy. Zawsze dałoby się coś skorygować, ale trzeba było oddać tekst w określonym czasie i w pewnym momencie odpuścić.

Jeśli chodzi o wspólną przyszłość, to jej nie będzie, więc o kontynuację proszę pytać Roberta. Za następną książkę, która w istocie już powstaje, chcę wziąć pełną odpowiedzialność.

Aha, bałwanki ulepiły się jakoś zaraz na początku pracy i zupełnie nie pamiętam, które z nas je wymyśliło. Niekoniecznie ja. Na pewno odpowiadam za metroseksualny image naszego nadkomisarza, ale nie do końca za sposób przedstawienia mężczyzn w Kogo kocham.

Robert Ostaszewski Eee... bałwanki nie są jeszcze takie straszne. Miałem kiedyś kolegę, który w ramach pokuty nosił krawat w kształcie realistycznie oddanej ryby. Ale bałwanki wymyśliła Marta. No, to jest pewnie dowód na nasze „chore” poczucie humoru. Co do metroseksualności Gajewskiego trochę się spieraliśmy, ale zostało, jak jest, i chyba nie wyszło najgorzej. Poza tym, prawie zawsze jest tak, że już po „puszczeniu” książki w świat człowiek wpada na jakiś genialny pomysł i żałuje, że go nie wykorzystał. Po drugie, tak jak zauważyła Marta, powieść jest wynikiem kompromisów, bywało, że ostro kłóciliśmy się o pewne rozwiązania, ale - mam taką nadzieję - wyszło to książce tylko na dobre.

Tak, duet Mizuro & Ostaszewski po brawurowym - jak sądzę - debiucie kończy działalność. Mam jednak nadzieję, że Gajewski i reszta kompanii jeszcze powrócą. Drugą część cyklu właśnie piszę z Violettą Sajkiewicz, bo spodobało mi się pisanie w parach. Ale jeszcze nie czas na szczegóły...

ZwB Rozumiem, szkoda, że nie można o nie pytać... zapytam za to o jedną z postaci, niejakiego dziennikarza Zadymę. Ma on może swój pierwowzór?

Marta Mizuro Tworząc postać Zadymy inspirowaliśmy się rzeczywistymi postaciami ze światka dziennikarskiego, ale bardzo luźno, to nie jest portret nikogo konkretnego. Krytyk do tej akurat rzeczywistości nie pasował, lecz wszystko przed nami – jak nam któryś podpadnie… Inna rzecz, że pisząc, musieliśmy poniekąd zabijać krytyka w sobie, zmniejszyć dystans, jaki zwykle dzieli nas od cudzych książek. To chyba była najtrudniejsza sprawa: zachować autokrytycyzm, a jednocześnie wejść z uszami w fikcję, dać się jej ponieść.

Robert Ostaszewski Co do postaci: to nie jest powieść z kluczem. Na zasadzie gości zjawiają się w niej realne postaci, choćby Marcin Świetlicki, ale wszyscy bohaterowie kryminalnej intrygi są fikcyjni, a jeśli ktoś zobaczy w którymś z nich siebie - to już jego problem. A co do krytyka literackiego jako powieściowej postaci: to dosyć często wykorzystywany chwyt. Ja na przykład pojawiłem się w powieści pewnego dosyć znanego prozaika jako wredny, głupawy kelner, co było drobną zemstą pisarza za moją niezbyt entuzjastyczną recenzję jego książki.

ZwB Mam jeszcze ważne pytanie: gdzie Państwa można spotkać w najbliższym czasie? Są już zaplanowane spotkania autorskie, na które mogliby się udać nasi czytelnicy?

Marta Mizuro Informacji trzeba szukać na stronach W.A.B. Na razie wiem tylko tyle, że będzie nas można spotkać na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, na przełomie listopada i grudnia.

Robert Ostaszewski Ale pewnie gdzieś jeszcze czytelnicy będą mogli się z nami spotkać.

ZwB Bardzo dziękuję za rozmowę. Czekamy na kolejne książki!

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska


Robert Ostaszewski (ur. 1972) - krytyk i prozaik, redaktor „FA-artu", „Dekady Literackiej" i były redaktor Portalu Kryminalnego; laureat Nagrody im. Ludwika Frydego (2001). Mieszka w Krakowie. Wydał zbiór felietonów Odwieczna, acz nieoficjalna (2002), prozę Troję pomścimy (2002) oraz zbiór opowiadań Dola idola i inne bajki z raju konsumenta (2005). W 2008 roku olsztyński „Portret" opublikował jego Etapy. Rozmowy z pisarzami (i nie tylko).

Marta Mizuro (ur. 1970) - z wykształcenia polonistka, krytyk literacki, dziennikarka, laureatka Nagrody im. Ludwika Frydego, przyznawanej przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyki Literackiej (2002), nominowana do „Pikowego Lauru", nagrody Polskiej Izby Książki. W latach 90. współredagowała „Telewizyjne Wiadomości Literackie". Regularnie publikuje recenzje m.in. w „FA-arcie", „Nowych Książkach", „Onecie", na empik.com oraz w „Literze", gdzie opiekuje się prozą. Od 2004 roku pracuje w miesięczniku „Odra" i prowadzi rubrykę książkową w „Zwierciadle". Mieszka we Wrocławiu.

Foto Marty Mizuro: Zofia Zija

Foto Roberta Ostaszewskiego: Marta Cichocka

Atrakcje zapowiadają się wyjątkowe - wywiadzik z Robertem Ostaszewskim na temat MFK 2009