Inspiruje mnie Gotlandia - wywiad z Mari Jungstedt

13.10.2010

ZwB Jak to się stało, że jest Pani autorką kryminałów?

Mari Jungstedt Swoją pierwszą powieść zaczęłam pisać tuż przed czterdziestymi urodzinami. Do tego czasu pracowałam jako prezenterka w szwedzkiej telewizji, jednak od dziecka towarzyszyło mi marzenie o pisaniu. Kiedy zaczynałam, myślałam przede wszystkim o trzech sprawach: chciałam stworzyć kryminał, chciałam, żeby jego akcja toczyła się na Gotlandii, i chciałam, żeby było to coś więcej niż tylko kryminał z suspensem, jakaś głębsza historia. Jednak moją pierwszą książkę traktowałam jako próbę, nie wiedziałam, czy potrafię napisać całą powieść.

Ponieważ do tej pory pisywałam jedynie krótkie wiadomości telewizyjne, zadawałam sobie pytanie – jak zacząć? I zaczęłam od opisywania własnego wspomnienia z Gotlandii, kiedy pewnego pięknego letniego dnia poszłam na plażę, zasnęłam na piasku, a gdy się obudziłam, otaczała mnie mgła, która nadeszła od morza, a wokół mnie nie było nikogo. Na plaży było cicho, we mgle ledwie widziałam wyciągniętą przed siebie własną rękę. Było pięknie i przerażająco jednocześnie. Zaczęłam opisywać to wspomnienie, a potem rozwinęła się z niego opowieść, a ja pisałam, kiedy tylko miałam ku temu okazję – w czasie weekendów, po pracy, późno w nocy, wcześnie rano. I tak powstała moja pierwsza powieść. A mgła z mojego wspomnienia to ta sama z początku powieści, kiedy Helena Hillerström idzie rano na plażę ze swoim psem i nagle znajduje się w samym środku mgły od morza, w której za chwilę znika jej pies i z której wyłania się morderca…

Kiedy napisałam połowę książki, skontaktowałam się z największym wydawnictwem w Szwecji, Bonniers. Do tej pory nie miałam żadnej styczności ze światem wydawniczym i nie znałam żadnych pisarzy. Poprosiłam o spotkanie z wydawcą. Wysłuchał mojej opowieści (wiedział z telewizji, kim jestem, więc prawdopodobnie to nieco mi pomogło). Powiedział, że muszę najpierw skończyć książkę, a potem mogę przesłać manuskrypt bezpośrednio do niego. Tak też zrobiłam. Po trzech dniach zadzwonił do mnie, mówiąc: „To jest świetna książka, wydamy ją!”. To było jak sen – odebrałam telefon od niego w IKEA, gdzie akurat robiłam zakupy ze znajomą. Krzyknęłam z radości i o mało co nie wpadłam na półkę z lampami!!!

Jak w filmie. Moje marzenie się spełniło.

ZwB Ale czemu pisze Pani właśnie kryminały?

Mari Jungstedt Zawsze lubiłam powieści kryminalne. W dzieciństwie uwielbiałam książki z zagadkami i kryminały. Kiedy zaczęłam pisać, pomyślałam sobie, że pewnym wyzwaniem będzie tworzenie takich książek, od których czytelnik nie będzie mógł się oderwać.

Myślę też, że w ramach powieści kryminalnej można powiedzieć znacznie więcej: skrytykować społeczeństwo, opisać relacje międzyludzkie, ludzką wrażliwość, wpływ naszego dzieciństwa na to, kim teraz jesteśmy, to, co się dzieje w naszych relacjach z rodzicami, wrażliwość dzieci.

Gdy pracowałam jako dziennikarka, kontaktowałam się często z policją, mogłam przyglądać się z bliska rozmaitym dochodzeniom i tym podobnym sprawom. To również nie jest dla mnie bez znaczenia.

ZwB Których autorów czytuje Pani z największą przyjemnością?

Mari Jungstedt Joyce Carol Oates, Toni Morrison, Majgull Axelsson, Henninga Mankella.

ZwB No właśnie, Mankella... Szwedzkie kryminały podbiły świat. Skąd, Pani zdaniem, taka ich popularność w waszym kraju? Skąd tylu dobrych twórców?

Mari Jungstedt Powieści kryminalne w Szwecji mają długą i silną tradycję. Wszystko zaczęło się od Sjöwall-Wahlöö w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, a ostatnio doszedł jeszcze olbrzymi sukces Stiega Larssona. Oczywiście wzięci autorzy inspirują innych, którzy piszą kryminały. Na przykład uważam, że Liza Marklund jest niezwykle ważna i inspirująca dla innych kobiet, które chcą pisać tego typu powieści.

Myślę, że niezwykłą popularność kryminałów w Szwecji można wytłumaczyć na kilka sposobów. Jest wielu autorów, piszących tego rodzaju powieści, a gatunek ten rozwinął się i poszerzył o takie składniki, jak codzienność, opisy współczesnego życia i tym podobne. A to jest interesujące dla większej liczby czytelników. Na przykład wszystkie kobiety piszące kryminały, w tym także ja, koncentrują się bardziej na tych sprawach. Poza tym piszemy o morderstwach popełnionych w małych społecznościach, w życiu codziennym, a to sprawia, że historia jest jeszcze bardziej przerażająca – zło się przybliża… Myślę też, że nie bez wpływu na odbiorców jest obecność zbrodni w mediach. Obecnie w telewizji pokazuje się mnóstwo seriali kryminalnych, gazety na wiele sposobów rozpisują się o zbrodniach, podają szczegóły, można dokładnie śledzić losy mordercy, poznać rodzinę ofiary i samą ofiarę, zupełnie inaczej, niż to było kiedyś. Wydaje się, że społeczeństwo bardziej interesuje się zbrodnią.

ZwB Akcja Pani powieści rozgrywa się na Gotlandii. Dlaczego właśnie tam?

Mari Jungstedt Wybrałam największą szwedzką wyspę na Morzu Bałtyckim, Gotlandię, ponieważ zakochałam się w niej w wieku dziewięciu lat, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam morze, a potem, dwadzieścia lat później, jeszcze raz, dzięki mężowi, którego poznałam na studiach dziennikarskich (byliśmy w tej samej grupie). Mój mąż pochodzi z Visby i ma tam dużą rodzinę – siedmioro rodzeństwa z mnóstwem dzieci. Jedna z sióstr ma ich dziewięcioro, brat – siedmioro, inna siostra – pięcioro, tak że nasze dzieci mają na Gotlandii dwadzieścioro ośmioro kuzynów i kuzynek! Tak więc dzięki mężowi mam tam wielką rodzinę. Tam też mamy dom i spędzamy w nim jakieś cztery miesiące w roku (na co dzień mieszkamy w centrum Sztokholmu). Uważam ponadto, że Gotlandia jest wymarzonym miejscem, w którym można popełnić zbrodnię. Ta wyspa niezmiernie mnie inspiruje swoją szarością, mgłą i zimową wilgocią. Będąc tam, ma się poczucie zamknięcia ze względu na otaczającą linię brzegową. Wszyscy ludzie, wszystkie miejsca mają ze sobą jakiś związek. Krajobraz jest nizinny, dziki, z wapiennymi skałami, piaszczyste plaże przez większość roku są puste. Historyczne, trzynastowieczne miasto Visby otoczone murami wysokości sześciu do dziesięciu metrów, średniowieczne domy, duży, stary kościół i ruiny w środku miasta, małe, brukowane uliczki… to otocznie odgrywa w moich książkach bardzo ważną rolę.

ZwB Skąd czerpie Pani inspirację do swoich książek?

Mari Jungstedt Inspiruje mnie właśnie Gotlandia, a także ludzie, których spotykam, zasłyszane gdzieś opowieści. Rozmowy, które toczą się obok mnie w autobusie czy kawiarni. Będąc pisarką, zawsze mam oczy i uszy szeroko otwarte, interesują mnie ludzie, to, co się dzieje w społeczeństwie. W ogóle jestem wszystkiego bardzo ciekawa. Czerpię też inspirację z filmów, książek i własnego doświadczenia, na przykład z dzieciństwa czy dorastania. W mojej pierwszej powieści wykorzystałam własne doświadczenia prześladowania w szkole i jego wpływu na moje późniejsze życie. Moje pisarstwo kształtuje też sytuacja rodzinna, ojciec-alkoholik i wiele innych problemów z okresu dzieciństwa.

ZwB A jak wygląda samo pisanie?

Mari Jungstedt Kiedy piszę, nigdy nie myślę naprzód. Przechodzę od książki do książki. Nie planuję tego, ile książek napiszę, ani niczego podobnego. Podczas pisania powtarzają się jednak pewne sytuacje. Kiedy zajęta jestem pisaniem książki, koncentruję się na niej całkowicie, a do głowy nie przychodzą mi żadne nowe pomysły. Kiedy jednak kończę pracę nad powieścią, w mojej głowie tak jakby otwierały się jakieś drzwi, przez które wpadają nowe wrażenia i pomysły. Zawsze wtedy jest tak samo: zauważam coś albo spotykam kogoś – i to już jest zaczątek nowego pomysłu. Potem zaczynam o tym myśleć, pomysł się rozrasta, rozpoczynam przygotowania, piszę streszczenie, około dwudziesto-, trzydziestostronicowy szkielet historii, opisuję intrygę dotyczącą głównych bohaterów, czekające ich zdarzenia, piszę, kto jest mordercą, dlaczego dochodzi do zabójstwa i kto jest ofiarą. Później zaczynam pisać. Zazwyczaj napisanie całej powieści zajmuje mi sześć miesięcy. W tym czasie gromadzę, oczywiście, sporą dokumentację – kiedyś byłam dziennikarką i zbieranie dokumentacji bardzo mnie interesowało. Wszystko to, co jest związane z pracą policji, omawiam z komendantem policji w Visby. Prowadzę rozmowy na temat technicznej strony dochodzeń. Zawsze omawiam fabułę z jednym z najlepszych profilerów w Szwecji. To psychiatra, z którym zastanawiam się nad opisywanym przeze mnie morderstwem, jego wiarygodnością, prawdopodobieństwem jego wystąpienia w rzeczywistości.

Każda nowa opowieść, oprócz gromadzenia dokumentacji dotyczącej pracy policji, wymaga także, rzecz jasna, eksplorowania nowych światów. Myślę, że w kwestii zbierania informacji mogę się uważać za szczęściarę ze względu na to, że byłam dziennikarką. Jestem w tej pracy bardzo dokładna. Uważam, że 50% pracy nad książką to właśnie dokumentowanie. Jako dziennikarka jestem przyzwyczajona do zadawania ludziom pytań, umiem wzbudzać zaufanie rozmówców, którzy otwierają się i opowiadają. Nie mam też problemu z wchodzeniem do środowisk, które zwykłym ludziom wydają się trudne. Przy okazji pisania mojej ostatniej książki, ósmej z serii, która ukazała się w Szwecji w maju, Den farliga leken (Niebezpieczna gra), spędziłam dużo czasu w klinice dla anorektyków. Mieszkałam z nimi, a jednocześnie przebywałam często w świecie mody, za wybiegami, wśród modelek. W trakcie prowadzenia badań do moich powieści bywałam w więzieniach, seks-klubach dla mężczyzn, w miejscach związanych ze sztuką, archeologią, wśród rolników, marynarzy, alkoholików, słowem we wszystkich możliwych środowiskach i wśród wszelkich możliwych ludzi. Wiem, jak się poruszać, dzięki mojemu dziennikarskiemu doświadczeniu.

Zebranie dobrej dokumentacji jest dla mnie niezwykle istotne, ponieważ chcę pisać wiarygodne książki.

ZwB Stworzyła Pani kilku bardzo ciekawych bohaterów. Jak by Pani ich scharakteryzowała?

Mari Jungstedt Wiele osób pyta mnie, dlaczego moi dwaj główni bohaterowie to mężczyźni. W moich książkach występują jednak także ważne kobiety.

Wydawało mi się naturalne, że moim detektywem będzie mężczyzna, Knutas. Stało się tak dlatego, że pierwszą osobą z policji, z którą rozmawiałam na temat opisywanej przeze mnie w książce pracy policyjnej, był komendant z Visby. To bardzo miły mężczyzna, który stał się pierwowzorem postaci Knutasa. Wcześniej nie chciałam, żeby Knutas był typowym inspektorem z powieści kryminalnej. I rzeczywiście, Anders Knutas jest nieco inny, ponieważ nie jest rozwodnikiem, nie jest samotny, nie ma nadwagi, nie pije zbyt dużo i nie słucha muzyki poważnej! Jest natomiast szczęśliwym mężem duńskiej położnej oraz ojcem bliźniąt. Drugi główny bohater mojej powieści to dziennikarz, Johan Berg. Też mężczyzna, chyba dlatego, że nie chciałam, by nas ze sobą utożsamiano. W moich powieściach występują też kobiety. Emma Winarve, która nawiązuje romans z Johanem, mimo że jest mężatką i ma dwójkę małych dzieci. Czytelnicy śledzą ich niespokojny związek, który rozwija się w kolejnych powieściach. Także tajemnicza Karin Jacobsson, inspektorka policji, która blisko współpracuje z Knutasem, stanie się naprawdę istotną bohaterką moich książek.

Chcę, żeby moi bohaterowie byli zwykłymi ludźmi, tak by łatwo było się z nimi identyfikować.

ZwB Co Pani zdaniem zdecydowało, że Pani powieści zdobyły taką popularność?

Mari Jungstedt O sukcesie moich książek decyduje moim zdaniem to, że nie są to tylko powieści z suspensem, obfitujące w emocje, interesujące miejsca, bohaterów i kryminalne wątki. Opowiadają też o czymś jeszcze, o czymś głębszym, dotyczącym człowieka, co – jak mam nadzieję – pozostaje z czytelnikiem nawet wtedy, gdy odłoży już książkę. W moich powieściach znajduje się zawsze jakaś historia opisująca wrażliwość człowieka, wpływ, jaki miało na niego jego dorastanie. Uważam, że to się podoba czytelnikom – mają do czynienia z czymś więcej niż „tylko” powieścią kryminalną.

ZwB Kilka Pani książek zostało zekranizowanych. Podobają się Pani te filmy?

Mari Jungstedt Wszystkie moje książki (osiem, jak dotąd) zostały sfilmowane przez Network Movie dla największej niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF. Serial kręcony był na Gotlandii i występowali w nim szwedzcy i niemieccy aktorzy (z najwyższej półki). W Niemczech nosi on tytuł „Das Kommissar und das Meer” i cieszy się ogromnym powodzeniem – ma pięć i pół miliona widzów. Największa szwedzka stacja komercyjna, Channel 4, zakupiła cztery odcinki serialu i zeszłej jesieni pokazała je w telewizji. Ponieważ niemieccy aktorzy posługują się w nim językiem niemieckim, ich role zostały zdubbingowane. Wywołało to falę krytyki, po pierwsze dlatego, że w Szwecji nie jesteśmy przyzwyczajeni do dubbingu filmowego, a po drugie – że nie był on najlepszej jakości. Byłam tym mocno rozczarowana, myślę jednak, że poza tym serial ten był dobry, a szwedzcy aktorzy – doskonali. Ciekawostką jest to, że Inger Nilsson, ta sama, która grała Pippi w nakręconym czterdzieści lat temu na Gotlandii serialu o Pippi Langstrumpf (na podstawie powieści Astrid Lindgren), w tej produkcji gra rolę lekarza sądowego.

ZwB Na koniec proszę nam zdradzić, nad czym Pani teraz pracuje?

Mari Jungstedt Pracuję nad dziewiątą powieścią z serii, która, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zostanie wydana w Szwecji w maju przyszłego roku.

Wywiad przeprowadzili Bibliotekarz i Anna Sawicka-Chrapkowicz

Foto: Anna-Lena Ahlström


Mari Jungstedt (ur. 1962) - jest znaną szwedzką dziennikarką, prowadzi w telewizji popularny program rozrywkowy dla kobiet. W 2003 roku ukazała się jej debiutancka powieść Niewidzialny, pierwsza część serii kryminałów z inspektorem Andersem Knutasem w roli głównej, które zostały przetłumaczone na kilkadziesiąt języków. Seria ta zagwarantowała jej miejsce wśród najwybitniejszych twórców gatunku: Camilli Lackberg, Asy Larsson, Stiega Larssona i Henninga Mankella.

Mari Jungstedt o Niewidzialnym

Wyspa we mgle - recenzja

Książki Mari Jungstedt na ZwB