ZwB Jestem akurat po lekturze pierwszej powieści Monsa Kallentofta na polskim rynku, zatytułowanej Ofiara w środku zimy. Czy trudno było przełożyć tak ostrą i przejmująco smutną książkę?
Bratumiła Pawłowska-Pettersson Trudno z pewnością pod względem jej zawartości i tego smutnego ładunku emocjonalnego. Chyba brak mi dystansu. Akurat tak się złożyło, że przed Kallentoftem była inna smutna książka, opowiadająca równie tragicznie losy. Trudno, obcując z tekstem tak długo i tak intensywnie, nie poddać się jego atmosferze. Mnie się przynajmniej nie udaje.
ZwB Co dla Pani jako tłumacza oznacza taka emocjonalna bliskość z przekładanym tekstem?
B.P.-P. To tylko pozytyw. Najgorsza byłaby obojętność, brak emocji. Wiadomo, o wiele łatwiej odnaleźć się w tekście, gdy jest nam bliski, choćby na tak smutną nutę jak u Kalletofta.
ZwB Jaki jest Pani warsztat pracy? Stara się Pani przed przekładem poznać autora, jego inne książki, dowiedzieć się, jakim jest człowiekiem? Jak to wygląda?
B.P.-P. To długi proces. Najpierw surowe tłumaczenie, potem godziny spędzone nad tekstem i próba zapomnienia o oryginale, by stworzyć książkę niejako na nowo po polsku. Zawsze jestem w kontakcie z autorem, by wyjaśnić najbardziej zawiłe terminy, sformułowania, których nie rozumiem. Poznajemy się zazwyczaj, gdy moja praca jest na ukończeniu. I wtedy na ogół poznaję człowieka w autorze! Czy ma do siebie dystans? Ile ma cierpliwości do czasem naiwnych pytań? Jak bardzo się angażuje? Nie spotkałam jednak jeszcze autora w stylu Kapuścińskiego, który np. sprawdzał tłumaczenia swoich książek.
ZwB A który ze spotkanych przez Panią autorów zaimponował Pani najbardziej?
B.P.-P. Chyba David Lagercrantz. Niedawno przetłumaczyłam jego doskonałą powieść Grzech pierworodny w Wilmslow. Świetny pisarz, bardzo skromny, pokorny wobec własnego tekstu i masy niedorzecznych pytań tłumacza ;)
ZwB Za co ceni Pani Kallentofta?
B.P.-P. Lubię go za jego trafne socjologiczne obserwacje, za pokazywanie tej Szwecji, której sami Szwedzi czasem nie chcą widzieć. Za to, że podczas lektury jego książek obcuje się z prawdziwymi ludźmi z krwi i kości. Ale to domena wielu szwedzkich kryminałoautorów. Podoba mi się, jak nas nabiera, rzuca fałszywe tropy, a my je „łykamy” i dajemy się zwieść.
ZwB A za coś go Pani nie lubi?
B.P.-P. Może za to, że powraca do niektórych motywów w swoich kolejnych książkach. Ale być może to nieuniknione, gdy tworzy się serię. Podobne zarzuty do swoich autorów mają inni tłumacze kryminałów. Ale to zauważa pewnie bardziej tłumacz. Czytelnik wybaczy więcej, bo nie obcuje z tekstem aż tak blisko.
ZwB Co według Pani jest najważniejsze w Ofierze w środku zimy?
B.P.-P. Równie ważny co wątek kryminalny jest świetnie nakreślony obraz postaci. To ludzie z krwi i kości, charakterni, z problemami, z którymi utożsami się np. samotna matka czy młody autsajder. Do tego tak typowe dla szwedzkiego kryminału obserwacje socjologiczne, wyraziste społeczne tło, podteksty i dość dobitne stwierdzenia autora, np. w sprawie Szwecji „B” – Szwecji imigrantów, polskich sprzątaczek, dzielnic bogatych w sąsiedztwie tych ze społecznych nizin.
ZwB A czym nas autor zaskoczy w kolejnej książce – Śmierć letnią porą, która właśnie trafiła do polskich księgarń?
B.P.-P. Znów można się spodziewać zaskakującego rozwoju akcji. Jest chyba trochę bardziej brutalnie. No i lepiej poznajemy głównych bohaterów, ich rozterki, odkrywamy ich nowe oblicza. Autor sugeruje, że w życiu jednego z nich są nierozwiązane sprawy z przeszłości, tajemnice… To ciekawi w równym stopniu co wątek kryminalny. No i upał… Tak jak w Ofierze mróz, tak tutaj upał przyprawia ludzi o szaleństwo i doprowadza do irracjonalnych poczynań.
ZwB Tak w ogóle to lubi Pani kryminały?
B.P.-P. Kryminały czytam tylko w pracy! Ale powoli się przekonuję do tego gatunku, mimo że swego czasu byłam ich zagorzałą przeciwniczką. Niektóre są naprawdę świetne. Moja mama, wielbicielka literatury faktu, naukowej, nigdy wcześniej nietykająca tego typu książek po przeczytaniu Kallentofta czeka niecierpliwie na kolejne części. Jest w nich jakiś niepojęty magnetyzm!
ZwB Zgadzamy się w zupełności! A jaki jest Pani przekład marzeń?
B.P.-P. Marzy mi się książka utrzymana w nowatorskiej stylistyce à la Dorota Masłowska, coś, co będzie wymagać kreatywności i jakiegoś językowego szaleństwa, leksykalnego „odlotu”. Pobawiłabym się chętnie słowem, na nowo wymyśliła stworzony wcześniej przez autora język. Lubię to robić w życiu codziennym, w języku mówionym tworzyć własne kody, określenia. To byłoby bardzo kuszące - przetestować tę moją skłonność w pracy translatorskiej.
ZwB To rzeczywiście ambitne marzenie. Oby się zrealizowało. Dziękuję za rozmowę.
Wywiad przeprowadziła Bibliotekarka
Książki w tłumaczeniu Bratumiły Pawłowskiej-Pettersson na ZwB