Kryminał powinien być komentarzem do rzeczywistości - wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim

22.10.2011

ZwB  Kilka dni temu miała premierę Pana najnowsza książka Ziarno prawdy, będąca kontynuacją losów prokuratora Teodora Szackiego. Zanim przejdziemy do szczegółów związanych z powstaniem i treścią tej powieści, chciałabym zapytać: pamięta Pan jeszcze, jakie były początki Pana drogi pisarskiej? Pierwsze próby, nadzieje…

Zygmunt Miłoszewski Zawsze jestem trochę stropiony przy takich pytaniach, bo czuję, że powinienem teraz cytować swoje wiersze, pisane w liceum po nocach, kiedy to właśnie zaczynałem marzyć o pisarskiej karierze. Albo opowiadać, jak na lekcjach biologii szkicowałem pierwsze opowiadania o pogardzanych molach książkowych, którzy w godzinie próby, kiedy świat został zaatakowany przez śliwkopodobne stworzenia z kosmosu, okazali się więcej warci dla biuściastej koleżanki niż osiłki jako pierwsze wybierane do drużyn piłkarskich na wuefie. Oczywiście mógłbym sobie stworzyć trochę takiej martyrologii, ale tak naprawdę początek mojej drogi pisarskiej wyglądał tak, że już jako dorosły człowiek usiadłem, napisałem w kilka miesięcy Domofon, wysłałem go do wydawcy i wydawca go wydał. 

ZwB Potem były kolejne książki, w tym jedna dla dzieci, otrzymał Pan Nagrodę Wielkiego Kalibru, Uwikłanie zostało zekranizowane, a Pana powieści są przekładane na inne języki i czytane poza granicami kraju. Bardzo dużo Pan osiągnął w tak krótkim czasie! Jak widzi Pan rozwój swojej kariery autorskiej? Pozostanie Pan przy powieściach kryminalnych czy może zamierza Pan eksplorować inne gatunki?

Zygmunt Miłoszewski Nie chcę, żeby to zabrzmiało pretensjonalnie (oczywiście taki wstęp zawsze oznacza jakiś pretensjonalny banał), ale literatura to dla mnie zawsze była pasja nie tyle intelektualna, co taka ściskająca w dołku… jest awanturą, przygodą i ciekawością, co się jeszcze wydarzy. Staram się pisać tak, aby wywołać podobne stany u czytelnika. Co oznacza, że zapewne dopóki jestem pisarzem, będę uprawiał prozę gatunkową, ale niekoniecznie kryminały. Kryminał dzisiaj to realistyczna powieść obyczajowa, z trupem i mocnym tłem społeczno-publicystycznym. Brakuje mi trochę w tym gatunku rozmachu. Rozmachu Verne'a, Dumasa czy współcześnie Perez-Reverte'a lub Cusslera. Marzy mi się współczesna powieść przygodowa. Szybka, zaskakująca, epicka, pełna wyrazistych bohaterów, zwrotów akcji i ciętych ripost. I pewnie w tym kierunku pójdę.

ZwB Podczas naszej pierwszej rozmowy w 2008 roku mówiliśmy o tym, że pana bohater, Teodor Szacki, to taka „czysta” pozytywna postać. W Ziarnie prawdy już taki nie jest, ewoluował, stał się bardziej skomplikowany, zwłaszcza emocjonalnie, chyba też jest trochę bardziej zmęczony. No i zafundował mu Pan pobyt w Sandomierzu. Dlaczego tam?

Zygmunt Miłoszewski Z różnych przyczyn. Po pierwsze wydawało mi się pójściem na łatwiznę pisanie cyklu w tych samych dekoracjach. Po drugie podobał mi się pomysł na zderzenie wielkomiejskiego kryminalnego aroganta z rzeczywistością małego miasteczka. Po trzecie kontrast pomiędzy ślicznym, cukierkowym miejscem a brudną zbrodnią z demonami polskiej historii w tle jest – mam nadzieję – atrakcyjny. A jeśli chodzi o Szackiego, to chciałem zmienić całą jego rzeczywistość, żeby czytelnik mógł go poznawać od początku. I do protokołu: on nigdy nie był czysty, krystaliczny, nie był nawet pozytywny. No, przynajmniej nie do końca.

ZwB Czy czuł Pan różnicę w opisie takiego zupełnie innego od Warszawy miasta? Co Pana zainteresowało w Sandomierzu?

Zygmunt Miłoszewski Warszawa to znany mi niestety aż za dobrze wulgarny i nieprzyjazny moloch, który ma dwa miliony mieszkańców, gdzie każdy jest anonimowy, a zbrodnia budzi emocje jedynie wtedy, kiedy trup leży na naszej wycieraczce. Trup w bloku obok nie zasługuje już na wzruszenie ramionami. O Sandomierzu mieszkańcy lubią mówić per „królewskie miasto”, ale to powiatowa mieścina, gdzie każdy każdego zna, a przyjezdny tak naprawdę nie ma szans poznać i zrozumieć sieci zależności między mieszkańcami. Trup znaczy tutaj zupełnie co innego, trup sprawia, że cała ta siatka zaczyna drżeć i rezonować, nieomalże nie ma ludzi, którzy nie zostaliby tym wydarzeniem w jakiś sposób dotknięci, którzy nie byliby w jakiś sposób zamieszani, którzy nie mieliby czegoś do powiedzenia. Oczywiście ten efekt znajdziemy w każdym miasteczku. Tutaj jest on wzmocniony, ponieważ Sandomierz to nie jest zwyczajne miejsce. To jedno z najstarszych i najpiękniejszych polskich miast – i nic tutaj nie przesadzam, Sandomierz pożera na śniadanie przereklamowany Kazimierz Dolny i prosi o jeszcze. Niezwykłe miasto ma niezwykłych mieszkańców, w których duma miesza się z kompleksem prowincji i pewnym żalem z powodu tego, że ich wspaniałe miejsce na Ziemi nie jest należycie docenione. Na szczęście to się zmienia, przede wszystkim za sprawą Ojca Mateusza.

ZwB A dużo czasu Pan tam spędził? Spędza?

Zygmunt Miłoszewski Kilka miesięcy, do Warszawy wracałem na weekendy. Teraz jeżdżę od przypadku do przypadku, ostatnio częściej, ponieważ razem z wydawcą i sandomierskim magistratem planowaliśmy uroczystą premierę powieści. To już jednak nieaktualne, po lekturze przez burmistrza miasto odwołało z dnia na dzień swój patronat i udział w promocji. Szczerze jestem ciekaw, co wywołało tak histeryczną reakcję. Stawiam na powieściową krytykę Kościoła, w takich miejscach władza musi dobrze żyć ze stanem duchownym. Ale i tak przyjadę na spotkanie z czytelnikami, mam nadzieję, że w trosce o dobre stosunki z biskupem burmistrz nie każe straży miejskiej zatrzymać mnie na rogatkach. Zżymam się teraz trochę, bo jestem w kretyńskiej sytuacji. Zacząłem się przez tę aferę cenzurować w publicznych wypowiedziach, nie przytaczam nazwisk życzliwych mi sandomierzan, bo się boję, żeby ich nie dotknęła jakaś urzędnicza dintojra, co za bzdura. Ale w ogóle to cieszę się, że w każdej recenzji krytycy piszą, że powieść to wspaniały – nawet jeśli nie zawsze pozytywny – portret miasta i że trzeba brać książkę pod pachę i jechać zwiedzać. Oby czytelnicy tak właśnie zrobili. A że w samorządzie są głupki? Cóż, brak klasy u klasy politycznej to problem jak Polska długa i szeroka.

ZwB Ziarno prawdy jest oczywiście intrygującą kryminalną powieścią, ale porusza Pan w niej także kwestie takie, jak myślenie stereotypami, uprzedzenia, psychologia tłumu…

Zygmunt Miłoszewski Staram się budować powieść na kilku płaszczyznach. Najważniejsza to oczywiście intryga kryminalna, ale są też inne. Jest psychologia bohatera, jego życie towarzyskie i uczuciowe. Jest też warstwa publicystyczna, komentarz do współczesności. I tutaj, w tym komentarzu, gram stereotypami i uprzedzeniami, przede wszystkim tymi, które dotyczą relacji polsko-żydowskich. Po to, żeby powiedzieć, że każdy wytrych myślowy jest zły. Człowiek jest zobowiązany do myślenia cały czas, nie może mu myślenia zastępować żadna ideologia, żadna religia, a już na pewno nie uprzedzenia, czyli wytrych najbardziej obrzydliwy. Po to wyposażono nas w mózgi, abyśmy każdą sytuację mogli przeanalizować i zachować się właściwie. W Polsce to niemodne. Przedziwne, jak najbardziej buntowniczy naród świata rozleniwił swój mózg, każąc mu się wysługiwać narzuconymi ideologiami. Jakby nie było ludzi, tylko przedstawiciele idei. Platfusy kontra pisowcy, narodowcy kontra michnikowcy, liberałowie kontra socjaliści, włościanie kontra mieszczanie, górale kontra cepry, Jasie kontra Zdzisie. Widzi pani? Już mnie szlag trafia. Mam wrażenie, że bycie Polakiem to rodzaj choroby. Jak jest pani chora, to w czasie każdej rozmowy, wcześniej czy później, zacznie o tej chorobie opowiadać. Kryminał powinien być komentarzem do rzeczywistości, a polska rzeczywistość ma coś takiego, że jak tylko zaczynamy ją analizować, to od razu ciśnienie rośnie. Dlatego też, wracając do jednego z poprzednich pytań, chcę zmienić gatunek.

ZwB Morderstwa popełniane w Ziarnie są wyjątkowo szokujące, sprawca działa z premedytacją i jest w tym, co robi, niezwykle konsekwentny. Czy kreśląc tę postać i sytuacje morderstw, posiłkował się Pan może badaniami psychologii kryminalistycznej? Stworzył sobie najpierw profil sprawcy? Jak Pan nad tym pracował?

Zygmunt Miłoszewski Mam pewien dystans do psychologii w ogóle, do psychologii kryminalistycznej w szczególe. Nie wierzę, poza nielicznymi przypadkami, w jakąś szczególną psychologię mordercy. Wierzę, że każdy z nas nosi gotowość do morderstwa, tylko nie każdy się o tym dowiaduje. Dlatego nie przygotowywałem się do osoby sprawcy jakoś szczególnie. Chciałem oczywiście, żeby motywy postępowania tej osoby były wiarygodne, ale z przyczyn oczywistych nie powinienem się nad tym rozwodzić.

ZwB A jak wygląda Pana dzień pracy? Ile czasu poświęca Pan na pisanie powieści?

Zygmunt Miłoszewski Kiedy mam dni pisania-pisania, a nie pisania-planowania, pisania-dokumentacji czy pisania-rozmawiania, to nie robię nic innego, tylko pracuję od godziny do godziny, z przerwami o określonych porach. Oczywiście czasami piszę więcej, czasami mniej, czasami wcale. Ważne, żebym siedział przy komputerze od sześciu do dziewięciu godzin. Zależy od planu.

ZwB Rozumiem. Szacki lubi muzykę, a Pan?

Zygmunt Miłoszewski Niekoniecznie. Nudzi mnie, jeśli mam być szczery, ponieważ nie jest sztuką narracyjną. Nie rozumiem tej całej podniety z kolekcjonowanie płyt, tej celebry, tego słuchania każdego kawałka po milion razy, dyskusji po świt, kto jest lepszym perkusistą postneoglamrocka. Zapewne oznacza to, że jestem głuchy. Słucham głośnych rockandrollowych kawałków w samochodzie i muzyki filmowej, którą lubię, ponieważ przypomina mi emocje związane z filmem. Używam jej czasami jako podkładu przy pracy. Ale raczej nie przy pisaniu. Przy pisaniu muszę mięć porządek. W głowie, w notatkach, w przestrzeni, także w dźwiękach.

ZwB Czy możemy się spodziewać Pana w najbliższym czasie na spotkaniach autorskich?

Zygmunt Miłoszewski Na przełomie października i listopada odbędzie się w Warszawie premiera powieści, potem na pewno będę na festiwalu kryminału we Wrocławiu. Poza tym siedzę przy biurku i pracuję. Ale jeśli coś się zmieni, to na pewno informacja zostanie zamieszczona na stronach mojej i wydawnictwa.

ZwB Do zobaczenia zatem na którymś z Pana wieczorów autorskich. Dziękuję za rozmowę.

Zygmunt Miłoszewski Do zobaczenia.


Wywiad przeprowadziła Jolanta Świetlikowska

foto: Piotr Perzyna


Zygmunt Miłoszewski (ur. 1976) - prozaik, dziennikarz, autor scenariuszy. Debiutował w 2004 roku na łamach „Polityki" opowiadaniem Historia portfela, potem wydał rozgrywającą się we współczesnej Warszawie powieść grozy Domofon (W.A.B. 2005, II wyd. 2011) i baśń dla dzieci Góry Żmijowe (W.A.B. 2006, przekład ukraiński i serbski: 2010). Na zamówienie Juliusza Machulskiego napisał scenariusz filmowy według Domofonu. Książkę przetłumaczono na niemiecki, w przygotowaniu przekład niderlandzki. Jego powieść kryminalna Uwikłanie (2007) została uhonorowana Nagrodą Wielkiego Kalibru; ukazała się m.in. w Anglii, gdzie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem. Na jej motywach powstał film w reżyserii Jacka Bromskiego pod tym samym tytułem. Pisarz pracuje obecnie nad powieścią Ziarno prawdy, która będzie kontynuacją Uwikłania.

Po ukazaniu się Domofonu Miłoszewski został okrzyknięty „polskim Stephenem Kingiem", gdy Jerzy Pilch przeczytał Uwikłanie, uznał je za doskonały polski kryminał współczesny, a jego autora za rasowego pisarza.

Kryminał powinien być komentarzem do rzeczywistości - wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim (2011)

Zachwyca mnie nieskończoność kodów tworzonych między ludźmi... - wywiad z Zygmuntem Miłoszewskim (2008)

Książki Zygmunta Miłoszewskiego na ZwB

KUP W KSIĘGARNI ZwB