Kto powiedział, że kryminał ma być poważny?

22.09.2007
Kto powiedział, że kryminał ma być poważny?

ZwB Panie Piotrze, czemu Pana książka jest taka krótka?

Piotr Rowicki Miałem kiedyś na studiach taką panią od łaciny, która całe zajęcia paliła papierosy, popijała koniaczek i opowiadała niestworzone historie. Mawiała, że ludzie genialni są zazwyczaj leniwi. Na drodze do genialności najważniejsze jest niczym niezmącone lenistwo. Spodobała mi się ta myśl i staram się ją czasem stosować, chociaż prawdę powiedziawszy pani od łaciny wyleciała z pracy, a ja niczego się nie nauczyłem. No cóż, nie wszystko musi się kończyć happy endem.

ZwB Ale w Pana książce happy end jednak jest. Ma Pan optymistyczną wizję świata?

P.R. Staram się. Nie jest to łatwe w kraju nad Wisłą, ale można próbować. Jednym ze sposobów jest tworzenie takiej wizji na kartach książek. Istnieje jednak ryzyko, że w ten sposób pozbawia się swoich radosnych pokładów, oddając je czytelnikom. Ktoś, czytając zabawną książkę, myśli sobie: ale ten gość ma poczucie humoru; nigdy nie przyjdzie mu do głowy, że ten gość właśnie oddał mu całą radość, jaką w sobie miał, i teraz siedzi sobie w kącie i jest najsmutniejszym i najbardziej wrednym człowiekiem na ziemi. Na to jest jednak sposób. Autor w każdej chwili może stać się czytelnikiem i czerpać od kogoś innego, na przykład od Szwejka.

ZwB Jakie miejsce w tworzeniu tej wizji ma biblioteka, pana lektury?

P.R. Czytam dużo, ale nie wszystko daję radę kończyć. Jeśli chodzi o zbrodnię w bibliotece, to myślę, że kiedyś będę jej świadkiem, jeśli nie uczestnikiem. Bywam często, wypożyczam dużo, co paniom bibliotekarkom przysparza papierkowej roboty, ciągle zakładają mi nowe karty i muszą mnie obsługiwać, a kawa stygnie. Kiedyś któraś nie wytrzyma i skończy się to tragicznie. Ja, zajęty buszowaniem między regałami, nawet nie zauważę, jak ktoś mi wbija nóż do cięcia papieru w tchawicę.

ZwB Zgroza. A tak na serio, myślę, że o takim czytelniku marzy każdy pracownik biblioteki. Co najczęściej Pan czyta?

P.R. Wychowałem się na Sienkiewiczu i Nienackim. Kiedyś przez przypadek (cóż za przypadek!) wypożyczyłem Nienackiego, w którym nie występował Pan Samochodzik i trochę się tym faktem zasmuciłem. Lektura Raz w roku w Skiroławkach wstrząsnęła mną i spowodowała, że zacząłem czytać książki dla dorosłych, z czego do dzisiaj się nie wyspowiadałem. Z niekryminalnych autorów lubię Hrabala, Charlesa Bukowskiego, Millera.

ZwB Tak, te Skiroławki mogły człowiekiem wstrząsnąć. Marzył Pan o podróżach z Panem Samochodzikiem?

P. R. A kto nie marzył. Nienacki – z tego, co wiem – był odludkiem i dziwakiem, całe pokłady radości oddał swoim książkom. Jak mój synek podrośnie, to mu osobiście przyniosę wszystkie tomy, a potem będę pytał na wyrywki.

ZwB A jak jest z kryminałami? Pamięta Pan pierwszy przeczytany kryminał?

P.R. Kryminałów staram się ostatnio nie czytać, żeby się nie sugerować. Poznałem w swoim czasie polskich i zagranicznych klasyków gatunku, niech teraz oni poczytają mnie. Pierwszy kryminał? Chyba Na tropie Damiana, kryminał młodzieżowy autorstwa Andrzeja Szczypiorskiego. To były lata 80. i dostęp do lektur był ograniczony. Później czytałem panią Chmielewską, to osobny rozdział polskiej literatury kryminalnej. Myślę, że była jedną z tych, która zaraziła mnie humorem. Kto powiedział, że kryminał ma być poważny? Poważnie mówiąc, sama konstrukcja niektórych powieści kryminalnych przypomina matematyczne równanie, męczy mnie to i chyba nigdy do czegoś takiego nie dojdę, z matematyki byłem kiepski.

 

ZwB Pana kryminał, a właściwie antykryminał, ma rzeczywiście nietypową formułę. Skąd pomysł na nią?

P.R. Nie mam pomysłu, kiedy zaczynam pisać. To się rodzi w trakcie. Jak już mam te dwadzieścia, trzydzieści stron, to zaczynam go czuć. Po pięćdziesiątej stronie mam kryzys i chcę zrobić „delete”. Odkładam „dzieło” na jakiś czas, żeby dojrzało, i ewentualnie piszę dalej.

ZwB O czym Pan wcześniej pisał?

P.R. Pierwsza książka, Mężczyzna i Bestia, to pamiętnik ojca, zapiski z czasów kaszek, butelek, pampersów i tego typu gadżetów. Druga to zbiór opowiadań Przed górami, przed lasami czyli bajki dla dorosłych. Pojawiło się kilka pozytywnych recenzji (no dobra, wszystkie były pozytywne), wydawca szarpnął się na reklamę, zorganizował nawet spotkanie autorskie w mieście Krakowie. Przyszła jedna młoda czytelniczka, chociaż nie jestem pewien, czy nie pomyliła piętra, bo wyżej było zebranie kółka fotograficznego.

Trzeci jest Żurek. (Do trzech razy sztuka). Czwarty będzie zbiór wierszyków dla dzieci, zatytułowany Przygody Misia Zdrówko. Piąta, powieść, leży u wydawcy i czeka na swój czas.

ZwB Jest Pan bardzo oszczędny w słowach. Czy dlatego sięga Pan do krótkich form literackich? Jak to się stało, że napisał Pan powieść?

P.R. Odkryłem sposób na pisanie powieści. Niestety nie mogę go zdradzić, bo to mój patent i jeszcze do końca nie sprawdzony. Dzięki temu unikam błędów, które zdarzają się przy dłuższych utworach.

ZwB Mówi Pan, że powieść leży u wydawcy. Można zapytać, kiedy możemy się jej spodziewać?

P. R. Leży owszem. Obecny termin to rok 2008. Aczkolwiek dwie ostatnie cyfry mogłem przestawić.

ZwB Czyli z wydawcami Pan nie wojuje?

P.R. Ostry stosunek do wydawców wyraża podmiot liryczny (czyli Euzebiusz Żurek), którego nie warto utożsamiać z autorem. Osobiście podziwiam wydawców, a już najbardziej tych, którzy decydują się na wydawanie moich dzieł.

ZwB Poznamy kilka szczegółów z najnowszej książki? Czy jej bohaterem też będzie detektyw Żurek?

P.R. Detektyw Żurek musi trochę odpocząć. Piszę obecnie kryminał historyczny. Jest szansa, że go ukończę pod koniec roku. Akcja dzieje się we Francji Ludwika XIV, tyle mogę zdradzić.

ZwB A skąd się wzięły małe Żurki? Strasznie sympatyczne.

P.R. Właśnie, „strasznie”. Dzieci mają w sobie dużo radości, a zarazem potrafią być straszne. Małe Żurki posiadają dużo cech mojego syna, który jest moim „asystentem” i od czasu do czasu dopuszcza mnie do komputera, jeśli znudzi mu się Scooby Doo.

ZwB Wspomniał Pan o Hrabalu, Bukowskim, Millerze... To znakomici autorzy, choć bardzo różni. Co Pan w nich najbardziej ceni?

P. R. W zależności od nastroju, mam ochotę na różne książki. Hrabal to gawędziarz, czytając jego prozę, wydaje się, że te wszystkie historie nie są zmyślone, one wydarzyły się naprawdę, a on je tylko spisał. Bukowski to szczerość i prostota, której wielu „wielkich” pisarzy mogłoby się od niego uczyć. Miller to wirtuoz słowa, ostry, przenikliwy, bolesny.

ZwB Zabrałby Pan ich teksty na bezludną wyspę?

P.R. Nie tylko ich. Zabrałbym całą bibliotekę, najchętniej z jakąś miłą bibliotekarką. Ale o jednej z książek, którą bym zabrał, warto wspomnieć. To Długa Berta. Napisała ją Cuca Canals i bardzo jej tego zazdroszczę. Odkryłem tę autorkę dzięki pewnemu wydawcy, który po lekturze mojej powieści powiedział, że jestem bardzo do niej podobny. Chodziło mu o typ narracji i humoru. Przeczytałem i potwierdzam, odnalazłem pewne podobieństwa, to miłe, tym bardziej że nigdy wcześniej o niej nie słyszałem i o sugerowaniu czy naśladownictwie mowy być nie może.

ZwB Biegnę więc do biblioteki po tę książkę! Serdecznie dziękuję za wywiad... ale ... hm... mam jeszcze jedno pytanie. Hobby?

P.R. Posiadam. Wolne samochody, ciepłe piwo, nudne filmy, no i kobiety w liczbie pojedynczej.

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska

Zachęcamy też do lektury opowiadań Piotra Rowickiego: Nogi oraz Dobroczyńca roku.