ZwB Na końcu ostatniej swej powieści, Premier musi zginąć, napisał Pan, że "Wszystkie wydarzenia opisane w tej książce są co prawda fikcyjne, ale w każdej chwili mogą się wydarzyć". Czy nie obawia się Pan, że któryś z Pana pomysłów fabularnych ma przynajmniej częściowe pokrycie w rzeczywistości (vide te niepokojące wypadki przed premierą, o których wspomniał Pan w tekście polecającym lekturę napisanym dla ZwB) i może zaowocować zamachem na Pana osobę?
Krzysztof Koziołek Zamach na mnie? To musiałby być naprawdę zawiedziony czytelnik... Zaskoczył mnie Pan tym pytaniem niczym skala poparcia dla Ruchu Palikota w ostatnich wyborach parlamentarnych! To już raczej pytają mnie, czy się nie boję, że dojdzie do zamachu na premiera. Odpowiadam krótko: moim zdaniem autorzy beletrystyki nie mogą brać odpowiedzialności za to, co ktoś zrobi z ich książkami. Zresztą, w czasach, kiedy przestępcy szkolą się, oglądając „CSI Kryminalne zagadki”, kto przepisów na zbrodnię doskonałą szukałby w książkach?
ZwB Mówi się o Panu, że jest Pan głównym przedstawicielem kryminału skandynawskiego w Polsce. Jak Pan myśli dlaczego?
Krzysztof Koziołek Pewnie dlatego, że w niektórych kryminałach poruszam pewne tematy ważne społecznie: pedofilię, styk polityki z biznesem, lincz medialny, rozliczenie z poprzednim systemem. Ale, żeby nie straszyć czytelników: moje kryminały skandynawskie różnią się mocno od tych ze Skandynawii. Dla Skandynawów najważniejszy jest temat społeczny, a intryga kryminalna jest tylko narzędziem do jego podjęcia. Dla mnie najważniejsza jest akcja, akcja i jeszcze raz akcja, a problemy mogą być gdzieś w tle.
ZwB Mnie bardziej Premier... kojarzy się z dobrymi sensacjami amerykańskimi, takimi jak Sześć dni Kondora. (Nomen omen, właśnie ukazała się książka zawierająca trzy wcześniejsze Pana powieści, zatytułowana... Trzy dni Sokoła). Czy może się Pan przyznać do jakichś wpływów literackich? Kogo lubi Pan czytać, który autor jest dla Pana wzorem?
Krzysztof Koziołek To bardzo się cieszę, że kojarzę się Panu z amerykańskimi sensacjami! Tytuł Trzy dni Sokoła jest nieprzypadkowy: bardzo mi się podobała ekranizacja powieści Sześć dni Kondora, zatytułowana Trzy dni Kondora. Jeśli chodzi o wpływy literackie, to nie mam najmniejszego pojęcia, jestem samoukiem, staram się przy tym innych autorów nie powielać, co przychodzi mi, tak myślę, z łatwością. Mam bowiem taki dar, który moja żona nazywa przekleństwem: miesiąc po przeczytaniu książki czy filmu umykają mi kompletnie z pamięci. Kogo lubię czytać? Z Polaków: Miłoszewskiego, Czubaja, Wrońskiego, Kotowskiego i Krajewskiego. Zagraniczni autorzy to m.in. Grisham, Katzenbach, Clancy, Ludlum i Forsyth. Ale najbardziej ulubionym z ulubionych jest Alistair MacLean, do którego powieści wracam nieustannie od 20 lat, mogę je czytać bez końca.
ZwB Pisze Pan tak, jakby to miały być scenariusze do filmów. Akcja pędzi jak Pandolino z Gdańska do Warszawy, sceny są krótkie, mocne, kilka wątków, pozornie niezwiązanych ze sobą, przeplata się coraz ściślej, by w końcu stworzyć jeden solidny splot. Dostał Pan już jakieś propozycje ekranizacji swych książek? Czy ten sposób pisania to Pana naturalny sposób postrzegania rzeczywistości, czy raczej wyuczona technika?
Krzysztof Koziołek Akcja, akcja i jeszcze raz akcja! Staram się tak pisać, ale nie robię tego z premedytacją, po prostu piszę tak, jak lubię czytać, a nie znoszę dłużyzn i przegadania. Powieść, tak to nazwijmy oględnie: psychologizująco-filozofująca nie jest czymś, co chciałbym uprawiać. Na pewno pomaga też dziennikarska maniera pisania krótkimi zdaniami, bez słownych tasiemców. Ale powtórzę: piszę intuicyjnie... Tym bardziej miło jest wciąż słyszeć od czytelników, że moje powieści nadają się na scenariusze filmów sensacyjnych. Ale o ekranizacji to będziemy mogli mówić wtedy, kiedy coś takiego usłyszę od dobrego producenta. Najpierw jednak ten dobry producent musiałby usłyszeć o mnie...
ZwB Premier musi zginać zaczyna się od prawdziwego trzęsienia ziemi, czyli udanego zamachu na premiera. Czy pisząc tę scenę, wiedział Pan już, kto i dlaczego to zrobił? Miał Pan już plan całości? Wiedział Pan już, że odpowiedź na te pytania wcale nie będzie prawdziwym końcem sprawy, że potem nastąpi jeszcze odsłonięcie drugiego i trzeciego dna?
Krzysztof Koziołek Jestem wyznawcą zasady Alfreda Hitchcocka: najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie ma rosnąć. Uwielbiam przyciągać uwagę czytelnika już pierwszymi zdaniami powieści. Robię to także z powodów czysto marketingowych: jestem autorem mało znanym i jeśli już jakimś cudem ktoś na mnie trafi w księgarni czy bibliotece, to muszę go „kupić” od razu, inaczej odłoży książkę na półkę i już do niej nie wróci. W przypadku thrillera Premier musi zginąć zaczęło się od tego, że wracając z wędrówki po Karkonoszach szedłem obok ujęcia wody pitnej dla Szklarskiej Poręby. I sobie pomyślałem: co by było, gdyby ktoś je zatruł... To był punkt wyjścia powieści, nie wiedziałem, co będzie dalej. W tym przypadku, co u mnie jest rzadkością, szedłem na tzw. flow, czyli sytuacja rozwijała się w miarę pisania. Tak więc siłą rzeczy na początku o drugim i trzecim dnie nie miałem pojęcia, pojawiły się dopiero później.
ZwB W swojej powieści opisuje Pan działania różnych tajnych służb, niektórych tak tajnych, że nawet inni tajniacy nic o nich nie wiedzą. Sądzi Pan, że nasza społeczno-polityczna rzeczywistość też skrywa tak przerażającą wojnę wywiadów, kontrwywiadów, specsłużb? Innymi słowy jest Pan zwolennikiem teorii, że wszystko jest dziełem ukrytych sił, o których żadne media nic nam nie powiedzą?
Krzysztof Koziołek To nawet nie tyle kwestia bycia wyznawcą spiskowej teorii dziejów, co wykorzystywanie doświadczeń z pracy dziennikarskiej, a także uważne obserwowanie świata. Wiem, że zabrzmi to banalnie: najlepsze scenariusze do książek i filmów pisze samo życie. Czy kilka lat temu ktoś pomyślałby, że sprawa Olewnika może być czymś więcej niż wytworem wyobraźni? A zamach na World Trade Center? Zamachy w Norwegii? Katastrofa smoleńska, ale rozpatrywana nie w kategoriach politycznych, tylko wypadku lotniczego?... A media? Niestety, dzisiaj już nie są czwartą władzą, tylko pierwszą; nie pokazują rzeczywistości i nawet nie to, że ją niechcący kreują, bardzo często nią manipulują. Dziś dla wielu mediów liczy się tylko zysk i lokowanie produktów. Dla mnie, dziennikarza i autora kryminałów skandynawskich, jest to rzecz ogromnie smutna.
ZwB Pana główny bohater, Tomasz Mika, to klasyczny "mściciel", zastępujący bezradne organa ścigania. To tylko skorzystanie z konwencji czy diagnoza naszej rzeczywistości?
Krzysztof Koziołek Tak po prostu wyszło (śmiech). A już na poważnie: śledczy są ograniczeni przepisami prawa, biurokracją, podległościami służbowymi, borykają się też z brakiem zaufania ze strony przeciętnego zjadacza chleba. Dla przykładu, dziennikarze bardzo często są skuteczniejsi w tropieniu różnego rodzaju afer. Zaś Tomasz Mika nie ma nic do stracenia, dlatego działa w takim tempie i z taką skutecznością.
ZwB Jedną z najbardziej udanych postaci w powieści jest pani nadkomisarz z Jeleniej Góry. Seksowna, inteligentna, wytrwała. Zna Pan takie policjantki, takie kobiety? Czy to tylko twór wyobraźni? Szerzej: jak tworzy Pan swych bohaterów?
Krzysztof Koziołek Z Sary Bednarz, bo o niej mowa, jestem ogromnie dumny! Aczkolwiek takiej policjantki nie znam, to chciałbym, żeby tylko takie pracowały w policji (śmiech). Ale przyznam szczerze, że bardzo często nie tworzę bohaterów za pomocą dokładnego portretu psychologicznego. Stosuję inny manewr: podaję tylko kilka szczegółów dotyczących postaci, a jej wyobrażenie pozostawiam czytelnikowi. Jednym się to podoba, inni zarzucają takim bohaterom „płytkość”.
ZwB Nowa Sól, gdzie Pan od kilku lat mieszka i w pobliżu której mieszka główny bohater Premiera, to punkt na mapie, który, hm, nieczęsto pojawia się w literaturze. Także Karkonosze to powoli Pana specjalność. Czy to celowe zamierzenie, by nie pisać o miastach, które inni twórcy eksploatują od lat w polskich kryminałach?
Krzysztof Koziołek Nie potrafię podejść do swojego pisania tylko z punktu marketingu. Gdybym chciał tak uczynić, najlepiej byłoby przerobić na kryminał książkę telefoniczną (śmiech). Umieszczam akcję w takich lokalizacjach, które pasują z punktu widzenia prowadzenia powieści. Nie ukrywam też, że mam ten komfort, iż nie muszę „mielić” tych samych bohaterów i tych samych miejscowości przez kilka kolejnych książek. Inaczej niż pisarze, których kontrakty tego właśnie wymagają. Od czytelników wiem, że owe „mielenie” zaczyna być dla nich mocno nużące...
ZwB Inni piszą o futbolu, Pan postawił na żużel. Co jest w tym sporcie pociągającego dla twórcy literatury sensacyjnej? (Abstrahując od październikowych zamieszek w Zielonej Górze ;)
Krzysztof Koziołek Żużel jest obecny w Mieczu zdrady dlatego, że od dawna chciałem, żeby mój ukochany sport „wystąpił” w mojej powieści. A w tej akurat pasowało, aby jednym z głównych sprawców pewnego zamieszania był żużlowiec Falubazu Zielona Góra. Sam sport albo się pokocha od pierwszego wejrzenia, albo znienawidzi, nie rozumiejąc go. Ja od 30 lat należę do tej pierwszej grupy.
ZwB Do czego służy Panu pisanie powieści? Czy to tylko chęć zabawy lub zarobku?
Krzysztof Koziołek Podobno jestem jedynym lubuskim pisarzem zawodowym, więc siłą rzeczy wychodzi, że jest to moje źródło utrzymania. Ale nie zajmowałbym się tym zajęciem tylko dla pieniędzy, gdyby nie to, że pisanie daje mi ogromną frajdę, a co najważniejsze: efekty podobają się czytelnikom.
ZwB Co dalej? Kiedy kolejna książka?
Krzysztof Koziołek Dwa tygodnie temu ukazały się Trzy dni Sokoła, czyli trzy powieści w odcinkach pisane do tygodników lokalnych i na moją stronę internetową, wszystkie znalazły się w jednej książce. Niedługo do redakcji trafi kryminał skandynawski Czwarta śmierć. W tej chwili kończę pisać thriller prawniczo-sądowy Ława przysięgłych, rozpocząłem też pracę nad powieścią pod roboczym tytułem Instrukcja 0039. Ta ostatnia powieść to historia pewnego policjanta i antyterrorysty, co istotne, oparta na autentycznych wydarzeniach. Na ukończeniu jest zbieranie materiałów do niej, czyli godzinne rozmowy z głównym bohaterem i lektura tysięcy dokumentów związanych z jego sprawą. Już nie mogę się doczekać momentu, w którym siądę do pisania tej powieści!
Wywiad przeprowadził Bibliotekarz
Krzysztof Koziołek, rocznik 1978, zielonogórzanin mieszkający w Nowej Soli, z wykształcenia budowlaniec i politolog, z zawodu pisarz i dziennikarz. Pasjonat górskich wędrówek i zapalony kibic żużla. W dorobku ma trzy wydane powieści sensacyjno-kryminalne: „Droga bez powrotu” (2007, drugie wydanie 2011), „Święta tajemnica” (2009) i „Miecz zdrady” (2010, drugie wydanie 2011). Za „Świętą tajemnicę” autor otrzymał nominację do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego 2009, za „Miecz zdrady” został zgłoszony do Paszportu Polityki 2010 a także nominowany do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego 2010. W lutym 2011 r. autor otrzymał Lubuską Nagrodę Literacką dla najbardziej obiecującego lubuskiego pisarza.
"Krzysztof Koziołek w kolejnych książkach z niebywałą lekkością żongluje rozmaitymi konwencjami prozy z dreszczykiem. Tym razem pokusił się o napisanie thrillera. Ze świetnym efektem! W powieści Premier musi zginąć znalazło się wszystko to, co w porządnym thrillerze być powinno: zdesperowany bohater, któremu wali się świat, piętrowe spiski i akcja szybka niczym seria z kałasznikowa. Nic tylko czytać!" Robert Ostaszewski
Recenzje książek Koziołka na ZwB
Akcja, akcja i jeszcze raz akcja! - wywiad z Krzysztofem Koziołkiem
Przerażająca zapowiedź powieści Premier musi zginąć
Krzysztof Koziołek, Godzina - opowiadanie