Mam bohatera, mam stylistykę, mam sztafaż. Tylko kogo zabić? - wywiad z Marcinem Wełnickim

29.12.2011

ZwB Miesiąc po ukazaniu się Pana drugiej powieści, Testament Damoklesa, do sklepów trafiła Zagłada Atlantydy, gra Pańskiego autorstwa. Co Pana bardziej bawi: tworzenie gier czy pisanie książek?

Marcin Wełnicki Te dwie rzeczy się nie wykluczają, więc na szczęście nie muszę wybierać. Bardzo dobrze, bo to zupełnie co innego. Grę wymyśla się w kilka godzin, a potem testuje miesiącami z innymi ludźmi, książkę piszę się przez rok w samotności, żeby później ktoś ją przeczytał w dwa, trzy wieczory. Pisanie ma tę przewagę, że więcej zależy ode mnie, od autora, to bardziej indywidualne zajęcie. Bardziej, hm, artystyczne. W przypadku gier duże znaczenie ma statystyka, rachunek prawdopodobieństwa – gra musi być zrównoważona, w miarę przewidywalna, fabuła nie.

ZwB Czy doświadczenia gracza przydają się przy pisaniu powieści?

Marcin Wełnicki Gracza w gry planszowe? Teraz? Nie, nie sądzę. Ale będąc nastolatkiem, grałem namiętnie w gry fabularne i to akurat doświadczenie bardzo cenię. Nauczyłem się systematycznej pracy i planowania, a jednocześnie zamykania wątków w narzuconym przedziale czasu. To bardzo mi pomogło, zarówno podczas pisania obu powieści, jak i opracowywania koncepcji całej serii. Zanim napisałem „Śmiertelnego boga”, wiedziałem, jak kończy się Testament Damoklesa. Myślę, że czytelnicy lubią taką konsekwencję, lubią czuć, że autor wszystko dobrze przemyślał, że miał jakiś zamysł. Że ich po prostu nie naciąga.

ZwB Skąd u prawnika taka nieopanowana fantazja?

Marcin Wełnicki Nie urodziłem się prawnikiem – i pewnie prawnikiem nie umrę. Prawo nie jest czymś, co mnie definiuje. Może właściwym pytaniem byłoby więc: skąd u osoby z tak nieopanowaną fantazją chęć zostania prawnikiem? Odpowiedź byłaby jednak mało interesująca. Skąd ta fantazja? Z głodu poznania. Żyjemy w czasach, w których ciemnych plam na mapach w zasadzie nie ma, naukowe przełomy można zazwyczaj oglądać jedynie pod mikroskopem, a każdą tajemnicę rozwiązuje się w pięć minut przy pomocy iPhone’a i Google’a. Fantastyczne światy wciąż czekają na zdobycie. Są nieodkryte, nieprzewidywalne. To mnie pociąga.

ZwB Po lekturze Pana książek pewne skojarzenia literackie narzucają się same… Którzy autorzy mają największy wpływ na Pana pisarstwo? Przyznam, że zdziwiło mnie Pańskie wyznanie w liście do naszych czytelników, że lubi Pan klasykę kryminału, szczególnie Agathę Christie.

Marcin Wełnicki Nie jest tak, że stawiam kogoś na piedestale i mówię – ta książka, którą piszę, będzie taka jak… Wpływ, jaki mają na mnie „moi mistrzowie”, z pewnością istnieje, ale zazwyczaj jest dla mnie niewidoczny. W serii o śmiertelnym bogu czerpałem – całkiem świadomie – od Lovecrafta, Ludluma i le Carré’a, nawiązywałem do Melville’a i Dostojewskiego. Nieświadomie? Kto wie? Bardzo duże wrażenie robi na mnie proza Eco, dostrzegam też, w szczegółach, elementy kryminałów Péreza-Reverte. I tak, bardzo lubię klasykę – Doyle’a, Chandlera i Christie. Zwłaszcza Christie, której książki są dla mnie wzorem logicznie zazębiającej się fabuły. Czytając je, mam podwójną frajdę, bo nie jestem tylko biernym widzem. Wiele nowoczesnych kryminałów, aby zaskoczyć czytelnika, zbyt wiele ukrywa, często nieuczciwie. Christie tego nie robiła, pozwalała mi się wykazać „małymi szarymi komórkami”. Była też prekursorem wielu śmiałych literackich trików – nigdy nie zapomnę zakończenia Morderstwa Rogera Ackroyda.

ZwB Zakres tematyczny obu Pańskich powieści jest ogromny. Czego tam nie ma?! Alternatywne wersje historii, podróże w czasie, istoty nie z tego świata, szalone mitologie… Do stworzenia tak skomplikowanych fabuł wystarczy wyobraźnia, lektura beletrystyki i oglądanie filmów czy konieczne jest też wsparcie naukowe?

Marcin Wełnicki Konieczne jest wsparcie naukowe. To znaczy, jeśli chce się spróbować wiernie oddać realia. Dużo czasu spędzam w bibliotece i na specjalistycznych forach w internecie. Sprawdzam daty, ulice, wydarzenia, postacie. W Testamencie Damoklesa jest opis pewnej procedury medycznej – sprowadzałem tekst zza granicy, aby upewnić się, że taka „operacja” jest możliwa. W innej scenie jeden z bohaterów wynajmuje pokój w hotelu. Dużo czasu zajęło mi sprawdzenie, ile mniej więcej w tym okresie i miejscu powinno go to kosztować. Takich rzeczy jest naprawdę sporo, czytelnik zazwyczaj nie zwraca na nie uwagi – i może słusznie, bo to drobiazgi – ale są tam dla kogoś, kto ich szuka. Pewnie gdybym był historykiem, byłoby mi łatwiej, a tak często błądzę we mgle, ale przy okazji wiele się uczę.

ZwB Podróże też się przydają?

Marcin Wełnicki Jak najbardziej i pod wieloma względami. Jedno, to o czymś czytać, zupełnie co innego to zobaczyć to na własne oczy. Równie ważne są też te rzeczy, których nie widać, jak temperament, „dusza” narodu czy miejsca. I takie rzeczy, które dla autorów opracowań i przewodników wydają się zbyt błahe, by o nich pisać, ale wiedza o nich przydałaby się podczas pisania powieści. Poza tym każda podróż to setka nowych pomysłów i inspiracji. No i to namiastka tego, o czym mówiłem wcześniej, odkrywania. Niestety nie dane mi było odwiedzić wszystkich krajów opisanych w Testamencie Damoklesa – pisarze nie zarabiają tak dobrze, jak można by sobie wyobrażać – więc czasem musiałem wspomagać się wspomnianym wsparciem naukowym. Na przyszły rok planuję dłuższą ekspedycję do Australii i mam nadzieję, że urodzi się z tego jakaś książka.

ZwB Postmodernistyczna fabuła Śmiertelnego boga i Testamentu Damoklesa to tylko rozrywka? Czy chce Pan w tych swoich opowieściach przekazać coś poważniejszego? Innymi słowy, czy fantastyka, horror, kryminał nadają się do zadawania istotnych pytań dotyczących człowieka i świata?

Marcin Wełnicki Nie, nie tylko. Te cytaty i odniesienia do klasyki literatury, filozofii, które zawarłem w tekstach, nie są tam „ot tak”, pretensjonalnie i pretekstowo. Lubię, kiedy powieść wyraża coś oprócz dosłownej akcji, więc z taką myślą pisałem obie książki. Duża część fabuły obraca się wokół zagadnień totalitaryzmu, woluntaryzmu, stałym elementem jest wątek ekologiczny, coraz silniej (z książki na książkę) rysuje się wątek religijny. Nie chciałbym jednak sprzedawać tutaj swojego klucza, wykładać kawy na ławę, bo to nie o to chodzi. Każdy odbiera tekst inaczej, może znajdzie w nim coś zupełnie nieoczekiwanego, czego wcale nie planowałem – nie chciałbym nikogo ograniczać własną interpretacją. Jeśli kogoś jednak ta interpretacja interesuje… to jej odczyt można zacząć od motta każdej z powieści, bo jest ono dobrym punktem wyjścia do tematów, które chciałem poruszyć.

ZwB Śmiertelny bóg zaskakiwał fajerwerkiem wątków z całkiem odmiennych tradycji literackich i filozoficznych. Czy trudno było napisać kontynuację, która nie sprawia wrażenia powielania wykorzystanych już pomysłów? Testament Damoklesa to tekst równie interesujący dla kogoś, kto zna poprzednią Pana powieść, jak i dla tych, co stykają się po raz pierwszy z Pana twórczością (wiem, bo w redakcji mamy obie sytuacje).

Marcin Wełnicki Odpowiem przekornie, że całkiem łatwo. Ba, łatwiej. Pisząc Śmiertelnego boga, tworzyłem niejako cały świat, musiałem od razu wymyślić i zaplanować kolejne książki. Kiedy zasiadłem do pisania Testamentu Damoklesa, trudniejszą część pracy miałem już wykonaną. Z tego samego względu nie bałem się powielania pomysłów, każda z powieści miała inną rolę do spełnienia, więc możliwość popełnienia autoplagiatu była znikoma. Jednocześnie zabawiłem się trochę z czytelnikiem – umieściłem w Testamencie Damoklesa kilka sytuacji bardzo podobnych do tych, które pojawiły się w Śmiertelnym bogu (jak odczytywanie wspomnień, snów, w pierwszym rozdziale obu), ale rozwiązałem je w zupełnie inny sposób. Wreszcie, pisałem Testament Damoklesa tak, aby mógł się nim cieszyć ktoś, kto mojej poprzedniej książki nie czytał. Wydaje mi się, że to uczciwe podejście, nie zależy mi na „odcinaniu kuponów”. Powieść ma mieć początek, rozwinięcie i zakończenie – i tyle. Jasne, zakończenie może być otwarte, pewne sprawy, jak w życiu, mogą pozostać niewyjaśnione, ale czytelnik powinien czuć się usatysfakcjonowany opowiedzianą historią. Jego przyjemność z lektury nie powinna zależeć od jakichś dodatkowych warunków, jak znajomości innych tomów z danego cyklu.

ZwB Będzie ciąg dalszy? Jeśli tak, kiedy i czy może Pan coś już zdradzić o tej planowanej książce?

Marcin Wełnicki Będzie. To znaczy, o tyle, o ile Testament Damoklesa jest ciągiem dalszym Śmiertelnego boga. Znów będzie to zamknięta historia, znów będzie się toczyć gdzie i kiedy indziej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie nosić tytuł Jaskrawe światła Getsemani. Ten wątek religijny coraz wyraźniejszy, co?

ZwB A kiedy napisze Pan tradycyjny kryminał z genialnym detektywem w roli głównej?

Marcin Wełnicki Proszę mi wierzyć, stale o tym myślę. Mam już detektywa – ułomnego, bo lubię ułomne postacie. Mam już detektywa i on teraz tylko czeka na swoją wielką sprawę – taką, która rozpocznie jego wieloletnią karierę. Tak jak uważam, że pisanie alternatywnej historii jest trudniejsze od pisania sensacji czy dramatu głównego nurtu, tak pisanie kryminałów jest trudniejsze od pisania alternatywnej historii. Chodzi o wtórność, tego się najbardziej boję. Było już tyle kryminałów, sam przeczytałem ich więcej, niż mogę spamiętać. Jeśli miałbym napisać powieść kryminalną, to musiałbym mieć naprawdę genialną koncepcję. Powoli ewoluuję w tym kierunku; mam bohatera, mam stylistykę, mam sztafaż. Tylko kogo zabić?

Wywiad przeprowadził Bibliotekarz

 

Marcin Wełnicki - prawnik, ukończył aplikację notarialną i studia socjologiczne. Tłumaczy gry planszowe dla Galakty, napisał wiele tekstów publicystycznych o filmach i grach, a także recenzji książek. Prowadzi blog około literacki „Biały Atrament”. Przez lata związany z polskim środowiskiem graczy gry fabularnej „Gasnące Słońca” (opublikował wiele artykułów fanowskich, w tym przygodę w czasopiśmie „Magia i Miecz”). Autor materiałów do gier fabularnych dla wydawnictw White Wolf, Hollistic Design i Red Brick. Twórca gier planszowych (m.in. „Zagłady Atlantydy”), które wciąż znajdują się w produkcji.

Publikował opowiadania w „Nowej Fantastyce” i „Science Fiction, Fantasy i Horror”, powieścią debiutował w 2010 roku („Śmiertelny bóg”).

Lubi fantastykę, zwierzęta i antropologię. W wolnym czasie szwenda się po europejskich muzeach (gdy ma za co) i polskich ostępach (znacznie częściej). Ma w planach zwiedzić Azję (i Afrykę, i...) i napisać o tym książkę. Wiele książek.

Mam bohatera, mam stylistykę, mam sztafaż. Tylko kogo zabić? - wywiad z Marcinem Wełnickim

Recenzje książek Wełnickiego na ZwB

Wełnicki o Testamencie Damoklesa

KUP W KSIĘGARNI ZwB