ZwB Proszę przyjąć gratulacje z okazji wydania świetnych Opowieści Central Parku. My, „kryminaliści” mamy z tej okazji szczególne powody do świętowania – znaleźć bowiem w nich można prawdziwe kryminalno-gangsterskie perełki. Może zacznijmy od Pana osadzenia w literaturze kryminalnej. Jak nakreśliłby Pan swój rodowód literacki w tym zakresie?
Przemysław Borkowski Jest on raczej dość banalny. Czytałem to, co czytali też inni. W czasach PRL-u, na które przypadała moja nastoletnia młodość, zaczytywałem się we wszystkich tych małych książeczkach, na okładkach których widniały rewolwery albo kieliszki z koniakiem. Lubiłem Alistaira MacLeana, Joe Alexa, który był absolutnym mistrzem świata w wymyślaniu tytułów (że tylko przypomnę Cichym ścigałam go lotem), uwielbiałem Chestertona z jego cyklem o księdzu Brownie. Teraz - jak wszyscy - jestem na etapie kryminałów szwedzkich. Parę lat temu w wakacje przeczytałem wszystkie książki Agaty Christie wydane w popularnej serii do kupienia w kioskach. Było to dla mnie spore odkrycie. Zawsze uważałem jej powieści za jakąś ramotę, do której nawet nie warto sięgać, tymczasem ze zdziwieniem stwierdziłem, że to świetna literatura napisana bardzo jasnym, precyzyjnym językiem, w którym nie ma zbędnych zdań i słów.
ZwB W jednym z wywiadów wyznał Pan, że wymarzonym celem podróży jest dla Pana Mars (jak ja to rozumiem!). Gdyby jednak miał Pan wybrać kryminalną krainę, kraj lub miasto, to gdzie by się Pan wybrał? To jednocześnie pytanie o to, który autor, która twórczość jest dla Pana najbardziej interesująca.
Przemysław Borkowski Przykład autorów szwedzkich pokazuje po raz kolejny, że najciekawsze kryminały dzieją się w rzeczywistości współczesnej, znanej autorowi z bezpośredniego doświadczenia. To zresztą nic nowego, ale często o tym zapominamy – Sherlock Holmes, Herkules Poirot czy detektyw Marlowe to dla nas postaci z filmów kostiumowych, lecz w czasach, gdy powstawały powieści opisujące ich przygody, podobnych ludzi można było spotkać na ulicach. Wszystkie kryminalne klasyki gatunku działy się w świecie, który ich pierwsi czytelnicy znali z autopsji. Dlatego gdybym chciał napisać kryminał z prawdziwego zdarzenia, wybrałbym Polskę i to Polskę współczesną. To oczywiście stoi w niejakiej sprzeczności z tym, że moje opowiadanka dzieją się w Nowym Jorku, no ale nie jest to w końcu klasyczna literatura kryminalna, raczej jej groteskowy pastisz. A jaki autor jest mi najbliższy? Chyba wspomniany już Chesterton. Zawsze po przeczytaniu któregoś z jego opowiadań miałem wrażenie, że dowiedziałem się nie tylko, kto zabił, ale też czegoś ciekawego i paradoksalnego o świecie i ludzkiej naturze.
ZwB W opowiadaniach napisał Pan: „Nowy Jork. Teraz już nie ma takich miast”… Jaki jest ten Pana literacki Nowy Jork? Z jakiego budulca go Pan tworzy?
Przemysław Borkowski To przede wszystkim miasto, które nie istnieje w rzeczywistości. Byłem w Nowym Jorku, a jakże, i to parę razy, ale postanowiłem nie wykorzystywać swoich wspomnień i spostrzeżeń w trakcie pisania. Nowy Jork z moich opowiadań to miejsce, które znamy z filmów, a nie z własnego doświadczenia. To miasto mityczne, które było tym dla XX wieku, czym Paryż dla wieku XIX, a Jerozolima dla średniowiecza. Ta mitologia, mitologia filmów gangsterskich, wszystkich tych ojców chrzestnych i chłopców z ferajny, już oczywiście powoli odchodzi do lamusa, dlatego w moich opowiadaniach wyradza się w groteskę. To znany proces, w podobnych okolicznościach powstał „Don Kichot” i „Przygody dobrego wojaka Szwejka”.
ZwB Opowieści Central Parku to wspaniały „poradnik”, uczący między innymi, jak napadać na banki i jak dobierać sobie przyjaciół (ja zdecydowanie lubię Billy’ego Skubańca, choć Mama Carter też ma coś w sobie), ale to też Księga odkrywająca prawdziwe tajemnice… na przykład to, skąd się na świecie tak naprawdę wziął Elvis…
Przemysław Borkowski Tak, postanowiłem raz na zawsze wyjaśnić tę sprawę. Miałem dość ukrywania pewnych, niewygodnych dla określonych sił, faktów… W następnej książce wyjaśnię, z jakiego miasta pochodzą kosmici, i w którym zamku znajduje się Loch Ness. Oraz kto był w nim więziony.
ZwB A która z wykreowanych przez Pana postaci jest najbliższa Pana sercu?
Przemysław Borkowski Chyba O’Hara. To taki nieudacznik, człowiek, którego właściwie mogłoby nie być, o którym wszyscy zapominają i nikt nie może sobie potem przypomnieć, czy w zasadzie brał udział we wczorajszym skoku, czy nie? Ginie też przez przypadek i dopiero wtedy się okazuje, że nikt nie wie, jak ma naprawdę na imię. Jego postać przewija się przez całą książkę, bo narrator podczas opowiadania różnych zdarzeń zawsze zastanawia się, czy O’Hara uczestniczył w nich, czy nie.
ZwB Dzięki Opowieściom wyraźnie widać, że bardzo dobrze czuje się Pan w czarnej komedii, takim gangsterskim noir, ale widzianym z przymrużeniem oka. Oczywiście trzeba dodać, że poza tym, co interesujące szczególnie dla wielbicieli konwencji kryminalnej, Pana opowiadania zawierają niezwykły ładunek spostrzeżeń natury egzystencjalnej, świadczących o dystansie do wielu spraw świata tego, a i nie tego też chyba. Co jest dla Pana ważne w pisaniu? Jakie tematy?
Przemysław Borkowski No właśnie chyba te spostrzeżenia natury egzystencjalnej. Lubię sobie pofilozofować, ale raczej z pozycji babci wyglądającej przez okno, podpierającej łokcie na poduszce i obserwującej, co dzieje się na jej ulicy. Literatura to zresztą chyba ostatnie miejsce we współczesnej kulturze, gdzie można postawić przysłowiowe pytanie o sens życia. Prawdziwa filozofia wyrodziła się w jakieś niezrozumiałe dla normalnych ludzi formułki, religia została zepchnięta (poniekąd sama się zepchnęła) do jakiegoś obrzędowego getta. A mnie takie rzeczy po prostu interesują. Ale proszę się nie niepokoić, w Opowieściach Central Parku nie ma traktatów filozoficznych, są raczej krótkie, zabawne powiastki. Bo jak to mówią: „lepszy przykład niż wykład”.
ZwB A Pana kryminał marzeń?
Przemysław Borkowski Marzy mi się kryminał, w którym Chopin zabija Skłodowską-Curie, a Kopernik prowadzi śledztwo, które niedwuznacznie wskazuje, że mordercą był Mickiewicz. To oczywiście żart. Tak naprawdę myślałem kiedyś o kryminale, w którym na końcu, po wielu perypetiach, fałszywych tropach i zwrotach akcji okazuje się, że ofiara zmarła z przyczyn naturalnych. Bo największym zabójcą jest oczywiście sama śmierć.
ZwB Bardzo dziękuję za rozmowę.
Przemysław Borkowski To ja dziękuję. Dawno nikt mi nie powiedział na raz tylu miłych słów. Ostatni raz mówiła tak do mnie pewna dziewczyna, ale na końcu oświadczyła, że ze mną zrywa.
ZwB Ha, ha… ja jestem dosyć stała ;-))
Wywiad przeprowadziła Jolanta Świetlikowska

Przemysław Borkowski: Jestem jednym z członków i autorów Kabaretu Moralnego Niepokoju. Pisałem felietony dla portalu Onet.pl, miesięcznika „Kariera”, gazety „Metropol” i satyryczne wiersze na ostatnią stronę tygodnika „Przekrój”. W roku 2009 została wydana moja debiutancka powieść Gra w pochowanego. Urodziłem się w 1973 roku w Olsztynie, obecnie mieszkam w Warszawie.
Największym zabójcą jest oczywiście sama śmierć - wywiad z Przemysławem Borkowskim
Borkowski zachęca do lektury Opowieści Central Parku