Kathy Reichs. Kiedy nie wykłada antropologii klinicznej, nie pracuje dla Labolatoire de Sciencies Judiciares et de Medicine Legale w Quebecu lub dla Office of the Chief Medical Examiner w Karolinie Północnej, pisze przebojowe powieści, z których pięć ukazało się już w Polsce nakładem wydawnictwa Red Horse (jutro zaś premiera szóstej – wyczekiwanej Zabójczej podróży). Mimo nawału pracy Autorka zgodziła się udzielić naszemu serwisowi krótkiego wywiadu.
ZwB Kathy, jest Pani nie tylko znakomitą autorką bestsellerów, ale wybitnym naukowcem, na co dzień zajmującym się egzotyczną dla nas dziedziną, czyli antropologią sądową. Co przyciągnęło Panią do tej dyscypliny?
Kathy Reichs Tak naprawdę antropologią sądową zainteresowałam się przez policjantów i koronerów, którzy zasypywali mnie aktami spraw. W tym czasie studiowałam archeologię, a policjanci zaczęli się do mnie zgłaszać z różnymi sprawami. Co prawda zajmowałam się wtedy badaniem wykopalisk, ale byłam też jedynym ekspertem od „kości”. Bardzo mi się to spodobało i zaczęłam się w tym specjalizować.
ZwB Te wczesne kontakty musiały zaowocować pogłębieniem Pani pasji i rozwinięciem profesjonalnych kontaktów ze specjalistami w zakresie kryminalistyki oraz z policjantami. Jak blisko współpracuje Pani z takimi osobami? Na czym ta współpraca polega?
K.R. Pracuję z nimi nad wszystkimi sprawami, w których występuje prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa. Z prokuratorami na przykład, kiedy sprawa ma finał w sądzie. Z wieloma innymi specjalistami medycyny sądowej zaś w laboratorium. Oczywiście, nie każda sprawa, która do nas trafia, ma naturę kryminalną. Jeśli jednak jest to morderstwo, pomagam określić tożsamość ofiary. Mówię na przykład: „Macie do czynienia z mężczyzną rasy czarnej w wieku 35 lat”, wtedy moi zawodowi partnerzy sprawdzają listy ludzi, którzy zaginęli, i wracają do mnie z gotowym spisem osób. Potem ja na podstawie znalezionych szczątków i śladów staram się stwierdzić, o którą z nich chodzi
ZwB Zajmuje się Pani ciałami ofiar przestępstw. Często są one okaleczone, zmasakrowane, niemożliwe do rozpoznania czy w daleko posuniętym rozkładzie. To traumatyczne przeżycia, zapewne niełatwe do przetrwania. Zastanawiam, czy często Pani myśli o ofiarach? Czy może wykształciła w sobie Pani jakiś mechanizm, żeby uniknąć zbyt emocjonalnego podejścia?
K.R. Aby dobrze wykonywać tę pracę, trzeba się zupełnie zdystansować. Nie wolno się emocjonalnie angażować w każdą sprawę. Są jednak sprawy trudniejsze od pozostałych. To sprawy dotyczące dzieci. Jak to ujął mój kolega z laboratorium Clyde Snow, „Jeśli musisz płakać, to płacz wieczorem w domu, a kiedy tu przychodzisz, wykonuj swoją pracę”. A sprawy, które najdłużej pozostają w pamięci, to te, które pozostają nierozwiązane.
ZwB Pracuje Pani na dosyć szerokim terytorium, podobnie jak Pani bohaterka Tempe Brennan. Jest Pani bowiem antropologiem w Centrum Medycyny Sądowej w Karolinie Północnej, ale także dyrektorem Centrum Antropologii Sądowej prowincji Quebec. Jak to się stało, że zaczęła Pani pracować również dla Kanadyjczyków?
K.R. Po raz pierwszy pojechałam do Quebecu na wymianę międzywydziałową zorganizowaną w ramach programu uniwersyteckiego. Wykładałam wtedy na anglojęzycznym wydziale na uniwersytecie. Potem zaczęłam pracować laboratoryjnie, ponieważ miałam certyfikat rady wydziałowej (ABFA) i mówię po francusku. I tak się to zaczęło.
ZwB Jest Pani niezwykle zajętą osobą, a zajęć Pani wciąż przybywa. Jak udaje się Pani połączyć pracę naukową, akademicką, zlecenia od agencji rządowych z pracą twórczą?
K.R. To rzeczywiście bywa trudne i wymaga ciągłego życia na walizkach. Trzeba też być doskonale zorganizowanym. Ale ja lubię te różnice między moimi poszczególnymi zajęciami, pomiędzy strefami klimatycznymi i między językami. Innymi słowy, bywa ciężko, ale jest też ciekawie.
ZwB Myślę, że Pani praca nie należy do spokojnych. Zapewne nieraz znalazła się Pani w trudnej, skomplikowanej sytuacji. Czy boi się Pani czasem o swoje bezpieczeństwo? Na przykład wtedy, kiedy pracowała Pani dla ONZ przy ofiarach ludobójstwa w Ruandzie?
K.R. Kiedy tam pracowałam tak naprawdę niczego się nie obawiałam, bo miałam pełną ochronę. Pamiętam jednak rozprawę, podczas której oskarżony groził, że mnie zabije. Ze względów prawnych nie można było wprowadzić na salę rozpraw większej liczby policjantów. Zapewniono jednak dodatkową ochronę przy drzwiach. Policjanci powiedzieli, że jeśli pozwany się na mnie rzuci, mam natychmiast paść na podłogę. Ja pomyślałam, że jeśli się na mnie rzuci, to schowam się za sędziego.
ZwB Mam nadzieję, że był wystarczająco... postawny. Kathy, kiedy dokładnie zaczęła Pani pisać?
K.R. W roku 1994 dostałam nominację na profesora zwyczajnego. Skończyłam właśnie pracę nad sprawą seryjnego mordercy. Byłam wolna i miałam czas, by zająć się przez chwilę czymś innym. Miałam też pomysł na powieść. Tak w 1997 roku powstała Déjà dead, moja pierwsza książka.
ZwB Wszystkie Pani powieści charakteryzuje niezwykła staranność, jeśli chodzi o opisy pracy antropologa sądowego, wykorzystywanych w niej technik i specjalistycznych badań. Właściwie można powiedzieć, że są prawdziwą encyklopedią wiedzy na ten temat. Na ile Pani powieści mają związek z prawdziwymi sprawami, nad którymi Pani pracuje? K.R. Swoje powieści jedynie po części opieram na prawdziwych sprawach. W tamtych czasach nie było jeszcze tak potężnego zainteresowania antropologią sądową. Wydawało mi się jednak, że to odpowiedni moment, aby stworzyć opowieść, w której byłoby miejsce na zbrodnie i antropologię sądową, z silną kobiecą bohaterką. W jakimś stopniu oczywiście opieram się na prawdziwych wydarzeniach, choć zawsze zmieniam szczegóły dotyczące samej sprawy i dodaję wiele fikcyjnych zdarzeń. Bardzo często łączę też dwie lub więcej spraw w jedną. ZwB Tak, wydaje się, że dziś z zainteresowaniem antropologią sądową jest już inaczej, choć może w Ameryce jest ono większe niż w Polsce. Ludzie zaczęli się interesować, co dzieje się za tymi dotychczas dla nas zamkniętymi drzwiami. Sądzi Pani, że to popularność programów telewizyjnych, na przykład takich seriali jak Kościwpłynęła na wzrost zainteresowania tą tematyką? A jeśli tak, to w jakim stopniu? K.R. Myślę, że obsesja Amerykanów tematyką sądownictwa i kryminalistyki zaczęła się od całodziennych relacji z procesu O. J. Simpsona. Wtedy ludzie na co dzień spotykali się z tą dziedziną. Zaczęło ich to ciekawić. Myślę, że wynika z tego jedna dobra rzecz, a mianowicie to, że dzieciaki o wiele bardziej interesują się nauką. Chcą studiować biologię, chemię... Jednak niepokojące jest to, że oczekiwania społeczeństwa wobec antropologów sądowych i ekip śledczych są dziś czasem absolutnie nierealne. Nie można przecież w każdej sprawie przeprowadzać testów DNA. ZwB Rzeczywiście, filmy nas nauczyły, że tak ;-) Może nie do końca też rozumiemy, czym zajmują się poszczególni specjaliści pracujący na miejscu zbrodni. W końcu mamy do czynienia z fikcją. Czy może Pani pokrótce powiedzieć, jaka jest różnica między nimi? Jaka jest dokładnie rola antropologa sądowego? ZwB A co było dla Pani do tej pory najtrudniejsze? K.R. Praca na zgliszczach World Trade Center po zamachach terrorystycznych z 11 września. To było nie tylko fizycznie wyczerpujące. Z oczywistych względów, nawet mimo mechanizmów, o których już wspomniałam, bardzo trudno było zachować równowagę psychiczną. Potworne doświadczenie. ZwB Czy są jakieś sprawy, których prowadzenia odmówiłaby Pani z troski o własne bezpieczeństwo? ZwB Pogrzebane tajemnice, moja ulubiona książka, jest zainspirowana wydarzeniami jakie miały miejsce, kiedy pracowała Pani wraz ze swoim zespołem w Gwatemali. Jak powstawała ta powieść? K.R. Początki pracy nad Pogrzebanymi tajemnicami są podobne jak w wypadku moich pozostałych książek. Zaczynam od określenia miejsca akcji, wybieram coś interesującego z mojego doświadczenia zawodowego, metodę, którą wykorzystam podczas śledztwa, i potem łączę to razem. Praca z zespołem w Gwatemali była cudowna. To byli wspaniali ludzie. Wiedziałam jednak, że władze mogą nieprzychylnym okiem patrzeć na badania, które mogą rzucić światło na zbrodnie z przeszłości. ZwB Tempe i jej zespół w książce odkryli, że ludzie, którzy mieli związek z tymi potwornymi zbrodniami, wciąż mogą być przy władzy. Czy Pani zespół doszedł do analogicznych wniosków? Dlaczego w takim razie pozwolono, by na miejscu zbrodni pracował zespół antropologów? K.R. Byłam tak naprawdę zbyt krótko, by móc odpowiedzieć na to pytanie. Gwatemalscy antropologowie sądowi pracują nad tą sprawą od lat. Ja byłam tam jedynie przez chwilę. ZwB W tej książce Tempe jest wplątana także w inną sprawę morderstwa, w której musi wyciągnąć resztki ludzkie z szamba. Pani też musiała kiedyś coś takiego robić? K.R. Do tej pory w swojej karierze natknęłam się na dwie sprawy, w których badałam szamba. Na moje szczęście oba były już wyschnięte i puste ;-) ZwB Pani książki są bardzo bezpośrednie, być może za sprawą pierwszoosobowej narracji. Czy pisanie w pierwszej osobie historii, które w pewnym sensie oddają Pani własne doświadczenia, nie sprawiają, że jest Pani trudno odseparować się od postaci? ZwB Tempe jest szczególną postacią – silna, ambitna, nieustępliwa. Nie poddaje się w prowadzonych przez siebie śledztwach, a jednak prywatnie nie do końca radzi sobie z mężczyznami. Jej rozterki dotyczące Ryana są niezwykle fascynujące. Dodatkowo życie uczuciowe bohaterki komplikuje detektyw Gailiano. Wydaje się – skoro już o niej plotkujemy – że Tempe ma absolutną tendencję do wiązania się z nieodpowiednimi mężczyznami w nieodpowiednim czasie. Może boi się bliskości? K.R. Być może. Dla mnie zawsze bardzo ważny jest psychologicznie prawdziwy portret każdej z postaci. Uwiarygodniam w ten sposób Tempe jako człowieka. Być może jej lęk przed wejściem w związek jest wynikiem niezamknięcia wszelkich spraw z byłym mężem Petem. ZwB Interesuje mnie również Pani stosunek do wykorzystanych środków literackich, na przykład wprowadzenia drastycznych opisów. Choć mogą przyprawić o mdłości, to są w jakiś sposób uzasadnione. Wielu jednak czytelników może nie być w stanie ich przeczytać do końca. Czy nie waha się Pani czasem przed użyciem tak drastycznych opisów? K.R. Korzystam ze szczegółowych opisów tylko wtedy, jeśli wnoszą one coś do akcji. Nigdy dla czystej sensacji. ZwB Powrócę na moment jeszcze do serialu Kości, który jest w Polsce niezwykle popularny. Niektórzy twórcy niechętnie patrzą, jak ich proza jest ekranizowana? Co Pani o tym sądzi? K.R. Jestem bardzo zadowolona z serialu telewizyjnego Kości. Myślę o nim jak o swoistym prequelu w stosunku do moich powieści. Czymś, co opowiada o wcześniejszych zdarzeniach z życia mojej bohaterki. W serialu ma ona trzydzieści parę lat, a nie ponad czterdzieści jak w moich powieściach. ZwB Jednym słowem, młodnieje w oczach. A czy zaczęła już Pani pracę nad kolejną książką? Czy może nam Pani coś na jej temat zdradzić? K.R. Tak, pracuję już teraz nad dwunastą powieścią z serii. Tempe tym razem pojedzie do Chicago. Spotkamy też dalszą rodzinę Pete’a, która ma litewskie korzenie. ZwB No proszę, z naszej polskiej perspektywy to niezwykle ciekawe. Z niecierpliwością będziemy oczekiwać więc na premierę tej książki, w tym czasie racząc się właśnie wychodzącą w języku polskim Zabójczą podróżą. Bardzo dziękujemy za rozmowę. Mamy nadzieję, że uda nam się kiedyś jeszcze porozmawiać, gdy odwiedzi Pani nasz kraj. K.R. Serdecznie dziękuję za zaproszenie i pozdrawiam wszystkich czytelników Zbrodni w Bibliotece. Wywiad przeprowadził Piotr Bucki
K.R. Nie.