ZwB Szanowne Panie, przebojem wdarłyście się na rynek książki kryminalnej, od razu ustawiając wysoko poprzeczkę. Wydałyście wspólnie Zabójczy spadek uczuć, a do księgarń właśnie wjechał Zielony trabant. Jak to się stało, że się Panie spotkałyście? Jakie były początki współpracy?
Agnieszka Szczepańska Spotkałyśmy się w Kołobrzegu, gdzie spędzałyśmy urlop w tym samym ośrodku wczasowym, ja z moją, wówczas chyba sześcioletnią córką, a Kasia ze swoimi chłopakami. I to właśnie moja córka Patsi pewnego dnia na plaży postanowiła nas zapoznać. Miała ochotę pobawić się z synami Kaśki, więc zaproponowała, żebyśmy my dwie w tym czasie sobie porozmawiały. No to sobie porozmawiałyśmy i bardzo szybko nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń, która trwa już ponad dziesięć lat. A jeśli chodzi o współpracę pisarską, to idea powstała pewnego słonecznego wrześniowego popołudnia na tarasiku u Kaśki. Ja wróciłam wtedy po dwóch latach za granicą i tak byłyśmy stęsknione za swoim towarzystwem, że postanowiłyśmy coś razem zrobić.
Katarzyna Gacek Potwierdzam J Przy czym ta nasza znajomość przebiegała z różną intensywnością, zależną od pory roku (latem Agnieszkę dużo było łatwiej wyciągnąć w moje podwarszawskie ostępy) oraz planów kadrowych MSZ (mąż Agi jest dyplomatą, w związku z tym w kraju bywają rzadko). I właśnie po ich powrocie z kolejnych wojaży, dwa lata temu, padł pomysł, żeby coś razem robić. Aga zawsze pisała do szuflady i miała ogromną potrzebę przelewania na papier tysięcy swoich pomysłów, ja miałam swój felieton w „Pani Domu” i dużo mniejsze potrzeby twórcze, ale za to dużo większe – finansowe. Siedziałyśmy, pamiętamy to obie doskonale, na słoneczku na tarasie mojego domu i marzyłyśmy, jak by to było fajnie coś razem zacząć robić… Potem następują odmienne wersje, ponieważ Aga stanowczo twierdzi, że to ona wymyśliła pisanie powieści w odcinkach, a ja uważam, że to była moja inicjatywa, mniejsza z tym, zaczęłyśmy dłubać. I tak się wzajemnie napędzając i popędzając, kłócąc i zaśmiewając do łez, na zasadzie trochę odskoczni od rzeczywistości i miłego spędzania czasu napisałyśmy w niecałe pół roku Zabójczy spadek. To była działalność spontaniczna, do Trabanta za to podeszłyśmy z dużo większą rozwagą i namysłem, wiedziałyśmy już, co chcemy pokazać i w jaki sposób…
ZwB Chwała Paniom za tę spontaniczność i świetne kryminały;-))) Jesteście Panie uznawane za spadkobierczynie nestorki polskiego kryminału, Joanny Chmielewskiej. To duża odpowiedzialność. Jak się Panie z tym czujecie? Czytujecie kryminały tej autorki? Uważacie, że porównania z nią są uzasadnione?
A.S. Na kryminałach pani Chmielewskiej to myśmy się wychowały, więc w jakimś sensie musiało to wpłynąć na naszą twórczość.
K.G. Ja nie wiem, czy zaraz odpowiedzialność… Kiedy piszemy, nie myślimy o tym w tych kategoriach. Chcemy po prostu stworzyć coś dobrego, z czego my same byłybyśmy zadowolone. Tak jak powiedziała Aga, na Chmielewskiej się wychowałyśmy. Najwspanialsze wspomnienia z mojej młodości to mleczna czekolada z orzechami jedzona pod Chmielewską. Wszystko czerwone, Krokodyl z kraju Karoliny, Boczne drogi, a przede wszystkim Lesio – zaśmiewałam się przy nich do łez, uwielbiałam to poczucie humoru, używam niektórych powiedzonek, określeń. Ale nigdy w życiu nie próbowałabym naśladować tych książek. Ich się po prostu nie da naśladować. Pani Joanna ma styl absolutnie nie do podrobienia, jest mistrzynią i klasą samą dla siebie. Natomiast miano „spadkobierczyń Chmielewskiej” może być słuszne tylko w kontekście szerszym, czyli kryminału lekkiego, obyczajowego, z dużą dawką humoru. Ten humor jest oczywiście innego rodzaju niż w książkach Chmielewskiej, jednak nadaje temu, co piszemy, odrobinę podobny wydźwięk – nikt się tak naprawdę nie boi, wątek kryminalny traktujemy tak jak ona trochę z przymrużeniem oka.
ZwB Jak pracuje się wspólnie nad tekstem? Macie Panie jakąś sprytną metodę?
A.S. Tak. Dwa laptopy i cztery ręce. A także dwie głowy, co nie jest bez znaczenia J
K.G. Jak się pracuje wspólnie nad tekstem? No cóż, bywa różnie. Po pierwsze ta praca dzieli się na dwa różne etapy: pierwszy to wymyślanie historii, i to jest zdecydowanie najfajniejsze w naszej robocie. Tworzenie razem nowej rzeczywistości, nowej jakości, jest strasznie wciągające i daje mnóstwo satysfakcji. Chodzimy wtedy na długie spacery, przesiadujemy godzinami w kawiarniach i gadamy, gadamy, gadamy… Czasami aż wióry lecą. A kiedy już mamy ustalone, co, gdzie i jak ma się dziać, zaczyna się drugi etap, dużo bardziej mozolny – pisanie. Dzielimy między siebie, co która ma do zrobienia, zasada jest taka, że każda pisze to, co akurat bardziej czuje, potem gotowy tekst zaczyna kursować. Najgorzej jest, jak autorka jest ze swojej roboty zadowolona. Kiedy dostaję rozdział od Agi z notatką typu: „Kasieńko, uważam, że świetnie mi wyszło, nie znęcaj się za bardzo”, to już właściwie wiem, że będę miała dużo pracy. I odwrotnie. Tak było ostatnio przy Dogrywce. Wysłałam Agnieszce rozdział według mnie zbudowany idealnie, po prostu majstersztyk, a ona mi go odesłała prawie cały na czerwono. Taka lekcja pokory ;-) Uzgadnianie wersji ostatecznej naprawdę nie jest łatwe. Tekst kursuje między nami po kilka razy, obie jesteśmy potwornie uparte, więc czasami bywa ostro. Ale ponieważ nie lubimy być pokłócone, staramy się jak najszybciej sobie z takimi sytuacjami radzić.
Czasami chyba obie sobie myślimy, że o wiele prościej i szybciej byłoby pisać w pojedynkę, ale tak naprawdę pisanie we dwie ma jednak sporo plusów. Po pierwsze mobilizujemy się nawzajem, po drugie kiedy jedna z nas nie ma warunków czy możliwości do pracy, druga nadgania za nią, po trzecie nawzajem się sprawdzamy, oceniamy, krytykujemy, a to zwłaszcza się przydaje przy ciągnięciu intrygi kryminalnej, a po czwarte i najważniejsze – tworzymy świat dwa razy bogatszy, bardziej różnorodny, pełen skrajności. Bo każda z nas wnosi siebie, a jesteśmy kompletnie, diametralnie od siebie różne. We wszystkim – od wyglądu, przez tryb życia, po poglądy na pisanie.
ZwB Bywały momenty kryzysu? Może któryś z ulubionych przez Panie bohaterów wyrywał się na wolność i starał się zdominować akcję?
A.S. Bohaterowie to są raczej grzeczni, natomiast kryzys jest wtedy, kiedy którąś z nas za bardzo poniesie fantazja i to nie w tę stronę, co potrzeba... według Kaśki zwykle przydarza się to właśnie mnie.
K.G. Częściowo już na to pytanie odpowiedziałam – kryzysy mamy co chwila. Na szczęście nigdy właściwie nie polegają one na braku pomysłów, raczej na ich nadmiarze i konieczności wyboru. Pamiętam przy Zabójczym taki moment, kiedy musiałyśmy dopiąć zakończenie, i nic nam nie wychodziło. Przerabiałyśmy pomysł za pomysłem i każdy w którymś momencie okazywał się do kitu. Spędziłyśmy wtedy w Blue City osiem godzin, przenosząc się z kawiarni do kawiarni, w końcu byłyśmy już tak zmęczone, zachrypnięte i złe, że pierwszy raz bałam się, że czegoś nie przeskoczymy. Ale jakoś w ostatnim rzucie na taśmę się udało.
Natomiast jeśli chodzi o wyrywanie się bohaterów na wolność… No cóż, doświadczyłam tego na własnej skórze i muszę przyznać, że to strasznie zabawna sytuacja, kiedy bohater robi zupełnie coś innego, niż miał robić. Historia po prostu sama się toczy, autor przestaje mieć na nią jakikolwiek wpływ. W Zabójczym na przykład jest taka scena, kiedy Monika prosi swojego przyjaciela, Sebastiana, o to, żeby jej pożyczył samochód. Miałyśmy zaplanowane, że ona to auto od niego bierze, śledzi następnie Pawełka, wszystko było ze szczegółami ustalone, i ja to miałam napisać. Piszę, piszę i widzę wyraźnie, że on jej tego samochodu nie pożyczy, nie ma takiej szansy. Dzwonię do Agi i mówię: Słuchaj, jest problem. Sebastian nie chce pożyczyć auta Monice. Aga mówi: Czyś ty zgłupiała? Przecież miałaś napisać, że jej pożycza? Ja na to: No tak, ale on jej NIE CHCE POŻYCZYĆ. No i faktycznie, nie pożyczył, sobek jeden. A potem z tego wziął się Benek i bieganie z tym psem po ulicy… Choć oczywiście samochodem byłoby prościej.
ZwB No właśnie, których bohaterów Panie indywidualnie najbardziej lubicie?
A.S. Ja lubię wszystkich. To jest zresztą moja najgorsza wada, której usiłuję się bez powodzenia pozbyć.
K.G. Łatwiej mi powiedzieć, kogo najbardziej nie lubię. Otóż zdecydowanie i organicznie nie znoszę Beatki z Zabójczego. Niestety, chyba z wzajemnością. W Trabancie natomiast bardzo lubię postaci poboczne: mój faworyt to stary ogrodnik, lubię też pana Władzia, Mazurową i oczywiście matkę Lilki. Może dlatego, że takie krwiste (w sensie konkretne) sylwetki fajniej się opisuje. I ta z nas, która bardziej czuje daną postać, ciągnie ją przez całą książkę. Przy Zabójczym ja się na przykład starałam nie dotykać do Beatki… ;-) W Trabancie dla odmiany unikałam Lilki, bo zaraz słyszałam od Agi: Coś ty, ona by tak w życiu nie powiedziała!
ZwB Bohaterowie Zabójczego to inne postacie niż w Trabancie. Nie chciałyście Panie kontynuować losów Beatki i Moniki?
K.G. Szczerze mówiąc, to faktycznie nie chciałyśmy.
A.Sz. Ciągnęły nas już za poły całkiem nowe historie, zupełnie nowe postacie kiwały na nas palcem zza węgła i wciągały nas w swój świat. Marzył nam się płodozmian. Tylko że po wydaniu Zabójczego spadku uczuć szybko okazało się, że czytelnicy bardzo zżyli się z Becią, Moniką oraz całą resztą i niecierpliwie czekają na dalszy ciąg. Co miałyśmy zrobić? Postanowiłyśmy wyjść naprzeciw oddolnemu zapotrzebowaniu i popełnić jednak drugą część Zabójczego. Spotkałyśmy się w któryś czerwcowy weekend, zrobiłyśmy sobie małą burzę mózgów, okraszoną dużą awanturką i tak powstał zarys. W dużej mierze, prawdę mówiąc, na placyku zabaw dla dzieci w Kaniach. Córeczka Kasi wyciskała siódme poty z siebie i huśtawki, a my tworzyłyśmy zręby Dogrywki. Jakaś stateczna mama, która siedziała obok, patrzyła na nas z przerażeniem, ale my już byłyśmy w transie. Chociaż nie planowałyśmy dalszego ciągu, kiedy tylko zaczęłyśmy o nim myśleć, nowa historia bardzo szybko nas wciągnęła. No właśnie, jak sam tytuł wskazuje, w Dogrywce będzie się działo a działo... a co dokładnie, to już wkrótce czytelnicy będą się mogli przekonać sami, bo książka ma się ukazać na początku przyszłego roku.
ZwB Co jest dla Pań w pisaniu najważniejsze?
K.G. Nie wiem, co jest najważniejsze. Z nas dwóch to Agnieszka jest bardziej artystką, że tak powiem, ja mam do pisania podejście raczej rzemieślnicze. Oczywiście lubię to robić, ale nie po to, żeby przeżywać jakieś uniesienia czy zaspokoić potrzebę duszy. Nic z tych rzeczy. Język jest dla mnie narzędziem, a tworzenie – ciężką, żmudną pracą. Natomiast fakt, że powstaje z tego wysiłku książka, która się podoba, jest dla mnie niezrozumiałym fenomenem J I oczywiście powodem do radości i dumy. Ale chociaż wydano już dwie nasze książki, a nad trzecią właśnie pracujemy, to nigdy, ani przez moment, nie pomyślałam o sobie jako o pisarce.
A.S. Możliwość kreowania nowego świata... świata, który powstaje znikąd, czyli z naszej wyobraźni, a potem zaczyna żyć własnym życiem. To niesamowite.
ZwB A czy w swoim pisaniu posiłkujecie się Panie literaturą kryminalną? Jakie kryminały Panie preferujecie?
A.S. Takie, które do końca trzymają czytelnika w napięciu. Przyjemnie jest też wtedy, gdy intryga jest mocno skomplikowana, ale rozwiązanie tak klarowne i proste, że się człowiek zastanawia jak to możliwe, że na to nie wpadł.
K.G. Dobre. Ja kiedyś czytałam wszystko jak leci. Mam w domu czterdzieści książek Agathy Christie i przyznam, że ją uwielbiam, ale też nigdy w życiu nie ośmieliłabym się jej naśladować. A tak w ogóle to zaczynałam od Conan Doyle’a. Potem była właśnie Christie, Chandler, Joe Alex, Ross McDonald, Hammett… Myślę, że dlatego też piszemy kryminały, bo lubimy je czytać, to prosta zasada. Teraz na przykład chętnie sięgam po Harlana Cobena, jest naprawdę świetny. Powieść kryminalna ma dla mnie tę zaletę, że łatwiej przykuwa uwagę czytelnika. Kiedy padam na nos po całym intensywnym dniu opanowywania trójki dzieci, dwóch psów, kota, i przy okazji pracy zawodowej, i mam ochotę coś poczytać, to musi mnie wciągnąć, żebym nie usnęła. A co wciąga bardziej niż kryminał?
ZwB Absolutnie nic! Powiedzą to wszyscy nasi czytelnicy;-))) Opowiecie nam Panie o swoich planach? Coś tam było o trzeciej książce...
A.S. To właśnie Dogrywka, czyli ciąg dalszy perypetii Beatki i Moniki. Te biedne dziewczyny zawsze się w coś wplączą i narobią niezłego bigosu. Całe szczęście, że nad nimi czuwamy J To jednak męczące zajęcie, a poza tym tak długie obcowanie z Becią może odbić się negatywnie na humorze Kaśki, toteż zaraz po skończeniu tej książki bierzemy się za następną część Trabanta. W kolejce do realizacji tupie kilka gotowych pomysłów, najtrudniej więc będzie zdecydować, który jako pierwszy wskoczy na warsztat i pojawi się w naszej czwartej książce.
K.G. Na szczęście Beatka w nowej książce już nie jest taką totalną cielęciną jak poprzednio. Dla odmiany to Monika tym razem będzie chodzić z głową w chmurach. Ale faktycznie, za długo nie powinna, bo jeszcze sobie krzywdę zrobi…
ZwB Przed Paniami zapewne wiele spotkań autorskich, podróży, wywiadów... Gdzie nasi czytelnicy mogą Panie w najbliższym czasie spotkać?
K.G. Mnie to w spożywczym w Kaniach, drugie po domu miejsce, w którym najczęściej bywam. A tak serio 22 listopada (sobota) o godz. 16 odbędzie się w Warszawie, w Bookhouse Cafe na Świętokrzyskiej 14, promocja Trabanta. Proszę wpaść, koniecznie! A jeszcze na zakończenie chciałam wyjaśnić, że ja tylko dlatego tym razem tyle gadam, bo Aga ma chrypkę. Wirtualną ;-) Normalnie to proporcje są raczej odwrotne. Dziękuję bardzo.
A.S. Trudno na to pytanie odpowiedzieć wprost. Kiedyś można nas było spotkać w Złotych Tarasach lub Blue City, gdzie spotykałyśmy się, żeby z dala od domowych spraw spokojnie omówić kolejny rozdział albo kolejny wątek książki. Siadałyśmy przeważnie w Coffee Heaven, blisko gniazdka, żeby móc podłączyć laptopy, bo przecież trzeba było się wesprzeć w dyskusji czymś konkretnym. Teraz sytuacja jest o tyle skomplikowana, że jesteśmy rozdarte pomiędzy promocją Trabanta, pisaniem Dogrywki, wykonywaniem zleceń zarobkowych i oczywiście prowadzeniem całej reszty normalnego życia. Czasem przypomina to popisy akrobatyczne albo bieg przez płotki. Czyli wygląda na to, że obecnie najłatwiej nas spotkać w tak zwanym przelocie.
ZwB Serdecznie dziękuję za rozmowę, zapraszając wszystkich do lektury Zabójczego spadku uczuć i Zielonego trabanta.
Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska
Nie przyjechały zielonym trabantem - Gacek & Szczepańska w Bookarni
Kryminalny alfabet gacka - felietony