Zainspirowane Gdańskiem

19.12.2008

Zainspirowane Gdańskiem 

Tajemnica Neptuna. Gdańskie opowiadania kryminalne miały swoją premierę 20 listopada w czasie trwanie 5. Festiwalu Kryminału, współorganizowanego przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Gdańsku, w Bibliotece Oliwskiej. Jej autorzy: Katarzyna Rogińska, Marek Adamkowicz, Tadeusz Charmuszko, Sebastian Imielski oraz Dariusz Rekosz  zgodzili się udzielić nam wywiadu na temat powstawania zawartych w książeczce tekstów, swoich pasji i zainteresowań oraz przyszłych planów literackich.

ZwB Szanowni Państwo, pytanie podstawowe: często bywacie w Gdańsku? Zwiedzacie to miasto? Szukacie miejsc literackich?

Marek Adamkowicz Akcję kryminału osadzić można wszędzie, nawet w szczerym polu. Nie inaczej jest z Gdańskiem, choć stanowi on wyjątkowo malowniczą dekorację. Oczywiście, fabuła musi być odpowiednio dobrana do czasu i miejsca. Pisać zatem można o każdej z gdańskich ulic czy dzielnic. To tylko kwestia wyobraźni.

Tadeusz Charmuszko Po pierwszym roku studiów miałem dwutygodniową praktykę w Gdańsku, ale przyznaję ze skruchą, że było to dosyć dawno.

Dariusz Rekosz Gdańsk znam znakomicie. Ostatnio byłem tu... 11 lat temu :) I nadal trudno mi zapomnieć atmosferę, jaką ma Gdańska Starówka... i Trójmiasto w ogóle. Powiem tak – niewiele jest miast w Polsce (a może i w Europie), które tak znakomicie nadają się na kryminalną aferę. Co prawda 11 lat temu nie udało mi się tutaj nikogo zamordować ani okraść, ale mam do organizatorów żal, że „kazali” mi napisać opowiadanie zaledwie na dwudziestu stronach maszynopisu. Gdańsk prosi się o więcej!

Sebastian Imielski Gdańsk znam dość dobrze, ale mimo że jestem mieszkańcem Trójmiasta od urodzenia, szczegółowo poznałem go dopiero przed paroma laty. Wtedy pracowałem jako przedstawiciel handlowy w wydawnictwie edukacyjnym i musiałem odkrywać pochowane w najdalszych zakamarkach miasta szkoły i inne palcówki oświatowe. Dało mi to pojęcie, jak rozległym, zróżnicowanym i rozwijającym się jest Gdańsk miastem.

Katarzyna Rogińska Gdańsk, a zwłaszcza jego starsze dzielnice, poznawałam, przez wiele lat wynajmując mieszkania - a to we Wrzeszczu, a to w Nowym Porcie, a to na Dolnym Mieście... Pierwsze, co robiłam, to czytałam, co było w tych miejscach dawniej, a potem ruszałam na drobiazgowe rozpoznanie terenu. Osiadłam w starej części Oliwy. Mistrzostwo w narastaniu grozy i tajemnicy osiągnęła powieść gotycka, a znacznie łatwiej znaleźć tajemne zakamary i ciemne kąty archetypowego zamczyska w dzielnicy starej niż w nowym osiedlu, gdzie nie ma nawet porządnych krzaków do ukrycia zwłok ani charakterystycznych punktów przestrzeni, w których czytelnik może się orientować. Mogłabym napisać o blokowisku: „bohater poszedł z falowca do bloku, a potem przez plac zabaw do następnego bloku...” Mieszkałam tak przez 14 lat i nigdy więcej. Oliwę uwielbiam i chętnie poznaję jej historię – w słowach i starych fotografiach.

ZwB Czy poza wydanym właśnie Kocim szlakiem pisze Pani inne teksty?

K.R. Pisałam opowiadania fantastyczne, wszystkie wydrukował „Fenix”, miesięcznik, który już nie istnieje. Były to bajki o smokach, gryfach i innych stworach, takie „urban fantasy”, było opowiadanie o dorastaniu smoczego dziecka, o transportach demonów do betonowego piekła (impresja na temat skutecznej psychoterapii i Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego) i futurystyczny kryminał, w którym nie trzeba było przesłuchiwać. Od razu wchodziło się do głowy ofiary, a świadkiem mógł być również przedmiot lub kot, oczywiście gadający.

ZwB Pani Katarzyno, to wchodzenie do głowy to chyba jakieś pokłosie tego, że jest Pani psychologiem z zawodu;-) Na ile Pani zawodowe zainteresowania wpłynęły na Pani Koci szlak?

K.R. Praca jest elementem mojej codzienności od ponad 15 lat. Polega na poznawaniu ludzi i słuchaniu ich historii. To ogromne bogactwo, do własnych doświadczeń życiowych dodaję jeszcze przeżycia innych, takie, jakich bym nie miała ani okazji, ani ochoty doświadczyć na własnej skórze. Odwiedzam inne światy, w których interpretacja zdarzeń, odczuwanie, język są inne od tego, do czego my, średnia krajowa, przywykliśmy. Poza tym nie muszę sobie wyobrażać wielu rzeczy, na przykład tego, jaka atmosfera panuje w komendzie policji po ujawnieniu morderstwa, jak się pisze protokół, jak wypowiada się schizofrenik, a jak żołnierz. Ja to wiem.

ZwB Inspiruje więc Panią rzeczywistość, i to dosyć ponura. Panie Marku, a Pan od dawna pisze? Czy opublikowane opowiadanie Pozdrowienia z Lüderitz jest pierwszym Pana tekstem kryminalnym?

M.A. Na to pytanie mógłbym odpowiedzieć, że piszę „od zawsze”, ale nie byłaby to chyba do końca prawda. Owszem, do pióra ciągnęło mnie od czasów szkolnych, jednak do zajmowania się literaturą dojrzewałem bardzo długo. Szukałem stylistyki, w której czułbym się dobrze, szlifowałem język. Myślę, że dopiero teraz doszedłem do momentu, w którym będę mógł się poświęcić twórczości prozatorskiej. W znacznej mierze zawdzięczam to swojej pracy zawodowej, czyli dziennikarstwu i redaktorstwu. Zajęcia te pozwalają na podnoszenie umiejętności pisarskich (mam nadzieję, że tak jest w moim przypadku), a także na podejmowanie rozmaitych prób z językiem i gatunkami literackimi. Swoistym eksperymentem było właśnie opowiadanie Pozdrowienia z Lüderitz, przy okazji którego chciałem się pobawić konwencją kryminału. Nie był to mój pierwszy tekst tego rodzaju, ale uważam go za jeden ze zgrabniej napisanych.

ZwB Interesuje się Pan historią? Dlaczego wybrał Pan dla swojego opowiadania taki właśnie moment historyczny?

M.A. Historią rzeczywiście się interesuję. Zwłaszcza tą dotyczącą Gdańska i Pomorza. Wybór czasów, w których osadziłem akcję opowiadania, był jednak trochę przypadkowy. To znaczy na tyle dowolny, by móc powiązać rozgrywającą się w naszym mieście intrygę kryminalną z niemieckimi koloniami. Okres Wolnego Miasta wydał mi się tu idealny.

ZwB Panie Sebastianie, Pan też ma za sobą doświadczenia literackie. Opowie nam Pan o nich?

S.I. Niestety na razie nie mogę pochwalić się szerokim dorobkiem literackim, aczkolwiek pracuję nad tym usilnie, na ile czas pozwala. Mam nadzieję, że zbiorek, o którym rozmawiamy, okaże się właściwym krokiem naprzód. Mój debiut literacki miał miejsce w 2005 roku i było to krótkie opowiadanie-humoreska, które ukazało się na łamach "Nowej Fantastyki". Później wziąłem udział w konkursie na opowiadanie traktujące o podróżach w czasie lub przestrzeni rozpisanym przez wydawnictwo Fabryka Słów. Mój tekst pt. Tunel zyskał uznanie i ukazał się w drugim tomie antologii Tempus Fugit w 2006 roku. Następnie przyszedł czas na konkurs na opowiadanie grozy. Organizatorem było wydawnictwo Red Horse, które w marcu br. wydało antologię Pokój do wynajęcia z tekstem mojego autorstwa pt. Kraina. Obecnie pracuję nad kilkoma opowiadaniami, między innymi o tematyce kryminalnej, mając w głowie również chęć rozpoczęcia pracy nad dłuższą formą.

ZwB A jak to się stało, że po zainteresowaniu fantastyką sięgnął Pan po kryminał?

S.I. Fantastyka daje możliwość pełnego rozwinięcia wyobraźni, jest przy tym mniej wymagająca jeśli chodzi o szczegóły i wiedzę autora, no może poza tzw. hard sf. Kryminał wydaje się trudniejszym gatunkiem, autor musi w nim wykazać się konsekwencją i znajomością tematu, o jakim pisze, cały czas przy tym powinien pamiętać o swego rodzaju grze, którą prowadzi z czytelnikiem. Głównym zadaniem jest przecież wywiedzenie go w pole. Moja próba napisania opowiadania kryminalnego była chęcią sprawdzenia się w czymś trudniejszym, wiąże się przy tym z długoletnim zainteresowaniem gatunkiem. Smutek Alicji jest moim pierwszym krokiem „kryminalnym” i muszę przyznać, że praca nad nim przysporzyła mi wiele satysfakcji. Tym bardziej cieszę się, że zyskała uznanie jury konkursowego.

ZwB Dla Pana, panie Tadeuszu, Garażowa rusałka jest kolejnym tekstem w Pana twórczości. Zazwyczaj nie pisze Pan kryminałów, prawda?

T.C. Zgadza się. Uwielbiam wszelkiego rodzaju drobiazgi, fraszki, aforyzmy, potem wierszyki satyryczne, humoreski, aż do rzeczy zupełnie poważnych: poezji i prozy. W prozie odrobina dreszczyku nie zawadzi i tak ocieram się o kryminał.

ZwB Mamy w swoim gronie również autora powieści. Panie Darku, Pana wcześniejsze książki dla dorosłych (bo przecież pisze Pan i dla młodszych) nie są całkiem serio;-) W swoim opowiadaniu Tajemnica Neptuna przyjął Pan zupełnie inną konwencję...

D.R. Konwencja inna, ale – niech Pani spojrzy na początki – nie są podobne? Siedzi gliniarz w chałupie, po robocie, piwo pewnie się chłodzi, a tu nagle – telefon. Wkładać sandały i gnać na miejsce zbrodni. Tylko że zbrodnie zupełnie inne. Mówiąc poważnie – starałem się zaczerpnąć troszkę z najlepszych. Fani Agathy Christie zauważą tutaj, że właściwy złoczyńca... ale przecież nie będę zdradzał fabuły. Lubię zaskakiwać. Niech pojawia się gęsia skórka! W Tajemnicy Neptuna zależało mi na stworzeniu iluzji, że „czytelnik, już wie kto i dlaczego”. I mam nadzieję, że się udało.

ZwB Stworzona przez Panią Katarzynę postać kociary - i jej kocioprzestrzeni - jest niezwykła na tle polskich bohaterek kryminałów. Ma wiele wspólnego z bohaterami Criminal Minds czy Milczenia owiec. Towarzyszy jej zupełnie nierealna dla przeciętnych zjadaczy chleba atmosfera. To zupełnie inne postrzeganie świata, inne rozumienie własnego życia. Jakie są korzenie tej postaci? Czy spotkała Pani kogoś takiego? Jaki związek ma z bohaterami znanymi nam z literatury i filmu?

K.R. Od lat kilku nie mam telewizora, nie oglądam filmów. Kociara nie wzięła się z literatury, lecz z internetowego ogłoszenia o poszukiwaniu psychologów na misje wojskowe, z tragedii Nangar Khel, ze złego snu sprzed lat, z psychologii feministycznej, która mówi, że dopiero stare kobiety, które stały się „niewidzialne” dla mężczyzn, są w stanie zawiązywać prawdziwe przyjaźnie i udzielać sobie wsparcia, z widoków biednie ubranych, schorowanych staruszek, kupujących najdroższe psie i kocie jedzenie, z piosenek, które śpiewałam dzieciom w przedszkolu i od których nie mogłam się potem uwolnić... Kocioprzestrzeń można zwiedzić w dowolnym momencie. Osobiście przemierzam ją co najmniej dwa razy dziennie i znam większość jej futrzastych obywateli, a czasem także ich protoplastów, właścicieli i karmicieli. Sama mam dwa koty, oczywiście najpiękniejsze na świecie, tak jak wszystkie pozostałe. Nikogo takiego jak kociara nie spotkałam, ale myślę, że gdybym dokonała innych wyborów życiowych, to mogłabym ją niedługo zobaczyć.

D.R. Ja mam podobnie. Zamiast oglądać TV... zaczynam w niej występować :) I to za sprawą pisania książek. A reszta? Reszta jest milczeniem... owiec :) Zabrzmiało pompatycznie i zarozumiale. Ale prawda jest inna – z mojego punktu widzenia KAŻDA książka (opowiadanie, nowela...) jest debiutem. Bo opowiada nową historię. I to historię, która dzieje się w... głowie autora. Czy ktoś potrafi jeszcze to docenić?

ZwB Interesująca myśl. Stworzona przez Panią Katarzynę postać wydaje się dosyć prawdopodobna. Podobnie jak bardzo realne są właściwie postacie z pozostałych opowiadań. Panie Sebastianie, z jakich powodów zainteresował się Pan motywem szkoły, nastoletnich miłości i zawiści? Zna Pan codzienność szkolną?

S.I. Codzienność szkolną znam oczywiście z autopsji. Jako uczeń spędziłem, jak każdy z nas, kilkanaście lat na różnych poziomach edukacji. Samo miejsce szkoły jako otoczka intrygi kryminalnej wydaje mi się niezwykle ciekawe. Po pierwsze mamy tam zderzenie najróżniejszych charakterów, pasji, zainteresowań: i to zarówno wśród uczniów, jak i nauczycieli. Większość polskich szkół, głównie w dużych miastach to molochy, w których przeważająca część przewijających się przez nie osób jest anonimowa. Nauczyciele nie są w stanie ogarnąć masy uczniów, ci z kolei nie odczuwają więzi z nauczycielem. Takie środowisko jest moim zdaniem bardzo dobrą pożywką do tworzenia atmosfery tajemnicy i zagadki. Jeśli dodamy do tego gimnazjum i dorastającą, zbuntowaną młodzież, to aż prosi się o skonstruowanie na tej bazie intrygi kryminalnej. Moje doświadczenia ze środowiskiem szkolnym wiążą się również wykonywaną przez pięć lat pracą przedstawiciela handlowego jednego z wydawnictw edukacyjnych. Odwiedziłem przez ten czas setki szkół, odbyłem masę spotkań i rozmów z nauczycielami. To znacząco poszerzyło moją bazę wiadomości w tym temacie.

ZwB Na pierwszym planie Pana opowiadania nie znajdują się właściwie kryminalne wątki, ale pogłębianie z karty na kartę psychologicznych charakterystyk bohaterów: nauczyciela-głównego bohatera, małej Alicji, którą poznajemy pośrednio, jej koleżanek, innych nauczycieli. Czy dobrze rozumiem, że poszukiwanie motywów postępowania ludzi jest dla Pana ważniejsze niż kryminalna intryga?

S.I. Skonstruowanie wiarygodnych postaci to podstawa w każdym gatunku. W moim przypadku rozbudowywanie postaci dzieje się samoistnie podczas pisania. Pojawiają się nowe pomysły, które na bieżąco wykorzystuję. Wiarygodni psychologicznie bohaterowie są esencją każdej opowieści. Co do motywów postępowania, to właśnie w kryminale jak w żadnym innym gatunku nie są one do końca jasne i stanowią filary, na których utrzymuje się intryga. Rozbudowywanie na bieżąco postaci sprawia, że nierzadko rozwijają się w sposób zaskakujący nawet dla autora.

ZwB Śledztwo w sprawie pracy ochroniarzy i policji musiał wykonać pan Rekosz, który oba te środowiska uczynił bohaterami swojego opowiadania. Wypytał Pan, Panie Darku, naszą kochaną władzę, jak to wygląda w rzeczywistości? Co dzieje się w sytuacji takiego zdarzenia, jak kradzież przewożonych pieniędzy?

D.R. Oczywiście, że nie :) Cenię sobie spokój i prywatność :) A kochana władza zaskakuje mnie, jak tylko może. Dwa przykłady. Na dojazdowej ulicy, prowadzącej do mojego osiedla, jest skrzyżowanie, na którym od strony wyjazdu panuje kiepska widoczność. Nie bez kozery postawiono więc tam znak zakazujący zatrzymywania się. Ponieważ kiedyś znak ten został zignorowany przez kierowcę olbrzymiego TIR-a, pozwoliłem sobie wykonać telefon do naszej kochanej władzy z prośbą o znalezienie kierowcy i poinformowanie go, że stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia. Pierwsze pytanie, jakie zadano mi w związku z tą sprawą brzmiało: „A nie zna pan przypadkiem kierowcy lub nie wie, gdzie obecnie może się znajdować?”. I przykład drugi – kilka lat temu okradziono mi działkę rekreacyjną. Straty – około kilku tysięcy złotych. Trochę sprzętu ogrodowego, narzędzia, kosiarka, takie tam... Pospolite włamanie. W tym przypadku pytanie władzy, którą wezwałem na „miejsce zbrodni”, było podobne – „Czy nie orientuje się pan, kto mógł tego dokonać?”. Mam dziwne wrażenie, że powieści komediowe, które stworzyłem przed Tajemnicą Neptuna, w pewnym sensie były nacechowane autopsją, pochodzącą z kontaktów z polską policją. Szanuję „mundurowych”, ale mam nieodparte wrażenie, że trzeba im pomagać.

ZwB ;-) W opowiadaniu Garażowa rusałka mundurowy również się pojawia, ale w zgoła innym celu. Panie Tadeuszu, przyjął Pan konwencję odmienną od pozostałych autorów, dzięki czemu Pana tekst czyta się zupełnie inaczej. Co Pana inspiruje w pisaniu?

T.C. Życie... życie ludzkie to pasmo uczuć, często niespełnionych, które pchają ludzi do działań zupełnie nieoczekiwanych, które czasami kończą się nieszczęśliwie, nawet bardzo nieszczęśliwie. Tęsknimy za czymś pięknym i nagle wychodzi trup. Za nic zrozumieć tego nie mogę.

ZwB Panie Marku, mam wrażenie (jeśli się mylę, proszę mnie poprawić), że Pana opowiadanie ma wiele wspólnego z klasycznym kryminałem. Chętnie wskazałabym jako jego korzenie takich autorów, jak choćby Conan Doyle. Co Pan na takie odniesienie?

M.A. Szczerze powiedziawszy, z twórczości Conan Doyle’a pamiętam niewiele, ale miło mi, że pojawiły się takie skojarzenia. Zdecydowanie bliższa jest mi Agatha Christie. Uwielbiam zrealizowane na podstawie jej prozy filmy z Davidem Suchetem w roli Herkulesa Poirot. Może to będzie zaskoczenie, ale kryminały same w sobie mnie nie pociągają. Jeżeli sięgam po książki, w których pojawiają się wątki kryminalne, to z zupełnie innych powodów. Przede wszystkim musi mnie w nich zaintrygować język i poczucie, że autor ma coś do powiedzenia. A takie rzeczy można rozpoznać po kilku stronach lektury. Jeżeli więc spodziewa się Pani, że powiem coś o Joe Aleksie, to nic z tego. Możemy za to porozmawiać o Dostojewskim. Zbrodnia i kara to dla mnie kryminał czarniejszy niż powieści Chandlera.

ZwB Ba, nikt temu nie zaprzeczy. A Pani, czytuje Pani kryminały?

K.R. Przeważnie akta sądowe... Wstyd się przyznać, ale dopiero ostatnio zaczęłam tak naprawdę czytać kryminały, głównie po to, żeby nie wyważać otwartych literackich drzwi. W tej chwili Baldacciego Geniusz. Lubię, jak jest w nich chociaż trochę fantastyki albo dreszczowca. Milczenie owiec czytałam i oglądałam. Podoba mi się ten pan doktor. Czytam fantastykę oraz wszystko, co mi pod rękę wpadnie, nie zapamiętując autorów, często zapominam treść książki, czytam ją powtórnie, dopiero w połowie orientując się, że gdzieś tu już byłam. Nie jestem więc czytelnikiem, tylko konsumentem książek. Bardzo niewdzięcznym czytelnikiem.

ZwB Ale bardzo chłonnym, zdaje się;-))) Darku, a Pana ideały kryminału?

D.R. Raczej Klasyka (przez duże K). I to zarówna ta „starsza”, jak i nieco „młodsza”. Na „starszą” miałem kiedyś więcej czasu (dwa kanały w TV, brak internetu, brak paszportu, brak coca-coli i hamburgerów, że za młody byłem na piwo, to już nie wspomnę), więc było jej sporo. Teraz ubolewam nie tylko nad tym, że czasu na czytanie dobrych kryminałów jest za mało, ale także nad tym, że jest go skąpo na nowych kryminałów... pisanie! Archimedes powiedział kiedyś: „dajcie mi punkt podparcia, to poruszę Ziemię” – i coś w tym jest. A propos – dobre piwo macie w Gdańsku :) A wracając do sedna – Doyle, Christie oraz to, do czego mieliśmy dostęp – historie o milicjantach. Niektóre – całkiem, całkiem...

ZwB Jak sądzę i Pan, Panie Sebastianie, nie stroni od sensacyjnej lektury...

S.I. Oczywiście, kryminały czytam z wielką przyjemnością. W szkole średniej zaczytywałem się w Agacie Christie, później przyszedł czas na Cobena, Conelly’ego i Mankela. Najciekawszy wydaje mi się cykl Michaela Conelly’ego o Hieronimusie Boschu. Cenię autora za umiejętność prowadzenia intrygi kryminalnej i "nieudziwniania” jej, co jest cechą niektórych autorów. Nie lubię książek, w których autor na ostatnich stronach przewraca całą fabułę do góry nogami, zamiast zaskoczenia wprowadzając mętlik. Poeta i Kanał to ostatnio moje ulubione kryminały.

ZwB Szanowni Państwo, bardzo dziękuję za interesujące wyznania pisarsko-lekturowe;-))) Mam na koniec pytanie do wszystkich o Państwa plany twórcze. Czego możemy się spodziewać?

M.A. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze stworzyć teksty, które zostaną przyjęte równie życzliwie...

T.C. Chciałbym bardzo wiele, ale jak z tych planów wyjdzie odrobina, to też końca świata nie będzie, i chciałbym kiedyś wydać nieco z tego, co dotychczas nagryzmoliłem...

D.R. Chciałbym (w stylu Jana Matejki) namalować obraz, zatytułowany „Wpływ zapłodnienia Wandy, córki Kraka, na stosunki polsko-niemieckie a chińscy gastarbajterzy we wczesnym Średniowieczu”, ale pędzle mi uschły, więc... :) Liczę na wydanie kryminału, o którym mówię od roku, który czeka od roku i który rok temu już miał się pojawić. Niektórzy zarzucają mu, że „za dużo sensacji”, inni, że „za dużo dialogów”. Mam więc dziwne przeczucie, że obecnie dobry kryminał powinien być melodramatycznym romansem z filozoficznym brakiem dialogów. Boże! Czekają nas ciężkie czasy! Na szczęście ów kryminał trafił w dobre (i całkiem ładne) ręce. Krótko – wydać: Wszystkie jesteście moje!, Mors, Pinky i ostatnia przesyłka, Mors, Pinky i zagadka Ludolfiny, Mors, Pinky i czwarty kolor tęczy, napisać dwie kolejne części przygód Morsa i Pinky, wydać zbiór opowiadań (kryminały, sensacje, thrillery, fantastyka, przygoda...), trafić kumulację w Dużym Lotku (do tego też potrzeba weny twórczej). Po trafieniu kumulacji – założyć wydawnictwo oraz własną restaurację. Aha! I pokazać dzieciom Gdańsk! Może w „sadzawce” z Neptunem znajdą... wiadomo co :)

S.I. Ostatnio wysłałem kilka opowiadań na różne konkursy, kto wie, może urodzi się z tego kolejna antologia, choć mam ochotę na dłuższą formę. Tu niestety pojawia się odwieczne zagadnienie braku czasu. Marzy mi się sytuacja, w której miałbym dwa, trzy miesiące wolnego, kiedy mógłbym usiąść i dokładnie rozpisać swoje koncepcje. No cóż, tego jednak w najbliższym czasie nie mogę się spodziewać. Niemniej podjąłem już wewnętrzne zobowiązanie, że na początku przyszłego roku wezmę się porządnie za najbardziej konkretny z moich pomysłów i solidnie nad nim popracuję. Jest szansa, że się uda.

K.R. Marzenia literackie oczywiście są, jest również pomysł i jako-taki początek. Są jednak również marzenia o malowaniu obrazów, o ceramice (jakaś baśniowa figura do oczka wodnego), o budowie sauny, o pięknej, brukowanej ścieżce w ogrodzie, o podróży do Grecji. Jest także masę pracy zawodowej i chroniczny brak czasu. Kiedy czasu zrobi się troszkę więcej, będzie dalsza część pisania - wyjdzie z tego może kryminał, a może thriller. Postacie zaczynają mnie zaskakiwać...

ZwB Bardzo Państwu dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia marzeń.

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska