Z okazji premiery nowej powieści Jacka Rębacza zatytułowanej Zakopane: Luftkurort 1940 (Wydawnictwo superNOWA) przygotowaliśmy dla naszych Czytelników coś, co można by nazwać tygodniem specjalnym: dziś wywiad z Autorem, a w najbliższych dniach recenzje wszystkich dotychczasowych jego książek. Miłej lektury!
ZwB Szanowny Panie, przede wszystkim gratulujemy świetnych kryminałów. Zarówno cykl o Zakopanem, jak i Spinalonga to dobre wciągające książki, które zdobyły już uznanie wielu czytelników. Lada moment zaś będziemy mogli się cieszyć kolejną Pana książką: Zakopane: Luftkurort 1940. Zacznijmy może od tego, co się narzuca w Pana twórczości, czyli fascynacji Zakopanem. Skąd się Pan w ogóle wziął w tym mieście?

Jacek Rębacz Od wielu lat odwiedzałem Zakopane, od dziecka zarażony pasją chodzenia po górach. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych kupiłem tutaj mieszkanie i od tego momentu stałem się jeszcze częstszym gościem na Podtatrzu. Wreszcie gdy przed kilku laty postanowiłem definitywnie zrezygnować z wykonywania pracy najemnej - stanowczo zbyt absorbującej i w gruncie rzeczy nudnej dla człowieka mojego pokroju - postanowiłem prowadzić jakiś niewielki własny biznes właśnie w Zakopanem. Tak się stało. Od kilku lat żyję z prowadzenia pensjonatu i mam dosyć czasu, aby także pisać książki.
ZwB Na czym zyskali czytelnicy kryminałów! W ich imieniu jestem bardzo Panu wdzięczna za tę decyzję życiową. A czym zainspirowało Pana to miasto? W notkach o Panu wydawca podaje cały spis wcześniejszych postaci, które żyły Zakopanem. Podziela Pan ich pasje?
J.R. Pomysł na moją pierwszą „zakopiańską” książkę narodził się dosyć przypadkowo. Pewnego ranka wyjrzałem przez okno swojego mieszkania i zauważyłem, że część działki stanowiącej własność naszej wspólnoty mieszkaniowej została oddzielona od reszty drucianą siatką. Okazało się, że sprytny deweloper sprzedał część działki, którą najpierw sprzedał członkom wspólnoty, innemu sprytnemu deweloperowi. Pomyślałem wtedy: napiszę książkę w konwencji kryminału, którego tłem będą te nasze polskie codzienne, drobne i większe przekręty, kłamstwa, oszustwa. Dodatkowego uroku dodawał pomysłowi fakt, że wszystko miało rozgrywać się w barwnych czasach budowania IV RP. Tak powstał Sezon na samobójców.
Nie traktuję Zakopanego i Tatr na młodopolski, natchniony sposób. To już było. Tatry zostały dawno odarte z aury tajemniczości. Ale ludzie, którzy żyli w Zakopanem, zostawili po sobie pasjonujące ślady. O mało znanych epizodach historycznych piszę w swojej najnowszej książce Lufkurort.
Zakopane to także wspaniały punkt obserwacyjny. Nie trzeba się nigdzie ruszać, aby spotkać premierów, ministrów czy parlamentarzystów, biznesmanów wszelkiego pokroju z całej Polski, pyszałkowatych Rosjan, sympatycznych Ukraińców czy polskich Niemców, którzy wyjechali przed dwudziestu laty do Niemiec i teraz przyjeżdżają tutaj ze swoimi niemówiącymi już w ogóle po polsku dziećmi, aby pokazać im skrawek starego kraju. Tutaj w Zakopanem mamy wszystko w pigułce. Całą współczesną Polskę i kawałek Europy, jak pod mikroskopem.
ZwB W Pana książce pojawia się taka ciekawa restauracyjka, do której z premedytacją i niecnie Pana bohater zaprasza innego bohatera, by ten pozbył się pewnych części garderoby;-))) Wiele jest w Zakopanem takich specyficznych, pełnych szczególnej atmosfery miejsc?
J.R. Na pewno jest co najmniej kilka takich ciekawych miejsc. Scena, o której Pani wspomina, ma już swoją historię. Została ona przeze mnie dopisana na koniec pracy redakcyjnej nad książką, tuż przed wysłaniem tekstu z wydawnictwa do drukarni. W ostatniej chwili. A gdy tylko tłumaczenie Sezonu na samobójców znalazło się na biurku redaktora odpowiedzialnego za książkę w niemieckim wydawnictwie, natychmiast skontaktował się z panią tłumaczką i zadał pytanie, czy takie miejsce może istnieć naprawdę, czy też to tylko dzieło fantazji autora? Scena, której miało nie być, stała się jedną z najbardziej znanych i charakterystycznych.
ZwB Zorganizuje Pan wycieczkę po Zakopanem dla naszych czytelników śladami swoich bohaterów? ;-)
J.R. Oczywiście. Mam już pewne doświadczenie. Wspomniana wyżej pani tłumacz odwiedziła mnie przy okazji pracy nad tekstem i uprzedzając, że niemiecki czytelnik jest bardzo wyczulony na szczegóły, poprosiła o swoisty study-tour po miejscach opisanych w książkach. Zaczęliśmy oczywiście od pewnej chaty-karczmy ukrytej w lesie na stoku Antałówki.
ZwB Czujemy się zaproszeni! W które miejsca najchętniej by Pan zaprosił?
J.R. Zakopane to nadal niecodzienne miejsce, gdzie cepelia miesza się z oryginalną kulturą, a galopująca rzeczywistość zderza z historią. Tutaj historia biegnie szybciej, a zdarzenia przybierają często niesamowity obrót. Należałoby zacząć od historii miasteczka, może od pierwszego proboszcza, który niewiele ponad sto lat temu – często za pomocą drewnianej lagi – wprowadzał tutaj chrześcijaństwo. Cieszył się wielką estymą wśród górali, także z racji rosłej postury i nieprzeciętnej jurności. Podobno pozostawił na Podhalu sporo potomków. Gdy poprosił wiernych o dary dla kościoła, ci wybrali się na słowacką stronę, złupili tamtejszy kościół i przynieśli wota – w sam raz odpowiednie dla świątyni. Miejsc, z którymi wiążą się takie historie, jest tutaj naprawdę niemało.
ZwB Pana życiorys przywoływany przez wydawcę jest niezwykle barwny. Czym się Pan w życiu parał?
J.R. Jestem człowiekiem, którego szybko nudzi monotonne zajęcie. Po studiach rozpocząłem aplikację adwokacką. Wytrzymałem dwa lata. Otworzyłem sklep. Był koniec lat osiemdziesiątych, komuna luzowała cugle. Jak wielu innych rodaków jeździłem na „tranzyt” , tak nazywał się drobny handel, gdy na przykład jeździło się do Turcji po dżinsy, aby sprzedać je w Związku Radzieckim i stamtąd przywieść inne dobra do Polski. Kiedy rodził się kapitalizm i do kraju wchodziły zagraniczne firmy, zatrudniłem się jako przedstawiciel handlowy w branży spożywczej. Szybko awansowałem, obejmując funkcje dyrektora makroregionu i szefa sprzedaży na kraj. To była praca po szesnaście godzin dziennie, aby skutecznie wprowadzić na rynek herbatę Lipton, cukierki Halls czy gumę do żucia z gołymi babami na naklejkach. Po kilku latach znudziło mnie to. Jako dyrektor sprzedaży w ogólnopolskiej firmie, mający kilkuset handlowców – zrezygnowałem z pracy w branży FMCG. Zostałem dyrektorem w Funduszu Emerytalnym. Wtedy poznałem nieco świat bankowców. Po dwóch latach trafiłem do branży tekstylnej, jako prezes dużej fabryki. Potem znowu wróciłem do sektora bankowego, aż pewnego dnia powiedziałem sobie: "Dosyć. Skończyłem czterdziestkę. Przeszedłem wszystkie szczeble kariery zawodowej. Od repa do prezesa. Wystarczy".
ZwB Które z tych zajęć znalazło swój opis w Pana książkach?
J.R. Wiele moich doświadczeń biznesowych opisałem w książce Spinalonga. Niektórzy tak zwani recenzenci musieliby się ugryźć w pióro, zanim napiszą, że autora ponosi fantazja, gdyby wiedzieli, jak dużo zdarzeń autentycznych opisałem w tej książce. Spotykałem się już nieraz z pytaniem (czasem zakamuflowanym, czasem nie), czy prawdą jest, że współpracowałem z WSI. Korzystając z okazji, chciałbym po raz kolejny zaprzeczyć.
ZwB Ja na szczęście nie chciałam o to zapytać ;) Podejrzewałam za to, że wiele ma Pan wspólnego z Adamem Knapem (Spinalonga) – według mnie bardzo sympatyczną, choć przecież tragiczną postacią.
J.R. Przy tworzeniu tej postaci posiłkowałem się własnymi doświadczeniami. Sama wyobraźnia to nieraz zbyt mało. Autor powinien wiedzieć, o czym piszę. Ja miałem okazję być prezesem dużej firmy, poznać biznesmenów z pierwszych stron gazet, parlamentarzystów i różnych prezesów czy przewodniczących rad nadzorczych. Co do tragizmu postaci Knapa, no cóż, to czysta klasyka. To miała być autentyczna, a nie hollywoodzka postać.
ZwB Adam Knap to jednak nie Pana detektyw, a tych stworzył Pan dwóch. Piotr Klucha (Zakopane: Sezon na samobójców) i komisarz Burski (Spinalonga) to w gruncie rzeczy diametralnie różne postacie: z odmiennym podejściem do życia, inaczej podchodzące do pracy. Który jest Panu bliższy?
J.R. Lubię wszystkich moich bohaterów. To moje dzieci. Obaj wspomniani bohaterowie są rzeczywiście różni. Postać detektywa Kluchy jest owocem czasów, w których umieściłem akcję książek. Nieco przejaskrawioną postacią, jak czas, w którym funkcjonuje. Pracuję właśnie nad trzecią i ostatnią częścią przygód pana Kluchy. Najważniejszą klamrą spinająca te trzy tomy będzie okres, kiedy rozgrywa się akcja. Trylogia kryminalna z czasów IV RP panów Kaczyńskich. Takie było moje założenie i mam zamiar doprowadzić je do końca. Są to książki szydercze, ale wyraziste. Dostrzeżono to na przykład w Niemczech, gdzie jedno z największych wydawnictw zakupiło prawo do ich wydania. Komisarz Burski jest postacią na pewno bardziej realną. Chyba bliższą mi.
ZwB Gratuluję wydania niemieckiego! Mam przy tym nadzieję, że niebawem skusi się na nie też jakiś reżyser. To świetny materiał na film. A jak Pan pisał te swoje książki? Mają jakieś literackie inspiracje?
J.R. Czytelnicy także nieraz już pytali mnie, kiedy powstanie film lub filmy na podstawie moich książek. Niestety nie mam na to żadnego wpływu L
Książki piszę w przerwach pomiędzy sezonami turystycznymi. Pisanie absorbuje mnie wtedy całkowicie. Całymi dniami, z przerwami na kucharzenie. Ale nawet nadziewając canelloni farszem czy krojąc składniki na chariatikę, myślę o tym, co napisałem albo co powinienem napisać. Po kilku tygodniach takiej pracy wersja robocza jest gotowa. Wtedy trzeba dać jej czas, aby dojrzała. Odkładam pendriva z tekstem na półkę. Kończę tekst po kolejnych kilku tygodniach.
Lubię książki Le Carrego, Mankella, Izzo czy Rankina. Dawniej zaczytywałem się McLeanem. Z polskich autorów kryminalnych cenię Krzyśka Kotowskiego czy Grzesia Matheę. Lubię książki, które rozgrywają się w konkretnej, dobrze opisanej rzeczywistości.
Jak każdy pisarz czytam za mało. Brak czasu jest raczej tylko wymówką. Gdy czytam kiepska książkę, ciskam ją w kąt wściekły, że marnuję czas. Kiedy trafia mi w ręce dobra książka, też nieraz rzucam ją w kąt poirytowany, że ktoś inny, nie ja, potrafi tak dobrze pisać. Czysta zawodowa zawiść. Dlatego pisarze czytają tak mało. Przed kilku laty Akunin, gdy był gościem w Polsce i zapytano go, co radziłby czytać początkującym autorom kryminałów, odpowiedział: „Ty nie czytaj, ty pisz”.
ZwB Pewnie dobra rada ;-) Z jednej strony, łatwo niczego nie napisać, gdy widzi się, jak piszą inni, z drugiej - trudno pisać, nie mając świadomości tego, co i jak zostało już napisane. Pana tworzywem jest przede wszystkim rzeczywistość, tak?
J.R. Dotychczas tak było. Jednak nowa książka, Lufkurort 1940, jest inna. To owoc wspomnianej wcześniej fascynacji historią Zakopanego. W tej książce staram się ukazać niektóre epizody z historii. Przypominam o zdarzeniach i miejscach niemal już zapomnianych. Kto dzisiaj wie na przykład, że na miejscu targu pod Gubałówką, gdzie każdy turysta kupuje oscypki i ciupagi, stała ogromna żydowska bożnica? Zwracam pewien dług, który zaciągnąłem wobec Zakopanego.
ZwB A Pana kryminał marzeń?
J.R. Kiedyś na pewno go napiszę.
ZwB Zadam pytanie, za które nasi czytelnicy na pewno mnie wirtualnie zabiją, a mają zbrodnicze umiejętności;-) Uważa Pan, że jest jakiś pożytek z pisania kryminałów?
J.R. Niedawno zaproszono mnie jako nieformalnego konsultanta do pomocy w pracy sądu, który rozpatrywał sprawę o podwójne zabójstwo. Bardzo zagmatwany, poszlakowy proces. Sędzia orzekający uznał, że warto zapoznać się z opinią kogoś o „literackiej” wyobraźni. Byłem na rozprawach, zapoznałem się z materiałami procesowymi etc. Jak widać pisanie kryminałów to nie do końca niepoważne zajęcie.
ZwB Zachęci nas Pan do swojej najnowszej książki? O czym dokładnie będzie?
J.R. Lufkurort1940 to przygodowo-szpiegowska historia z bardzo ważnym wątkiem miłosnym. Pisałem ją długo, zbierałem materiały historyczne, odtwarzałem mapę zakopiańskich ulic i budynków z 1940 roku. Pomysł na książkę narodził się, gdy pierwszy raz odwiedziłem piękny i tajemniczy dom na Małym Żywczańskim, który przed wojną należał do półkownika WP, odpowiedzialnego później – po wybuchu wojny – za wywiezienie z Polski złota. W tej książce Czytelnik otrzyma wartką akcję rozgrywającą się w czasie tatrzańskiej zimy i obraz Zakopanego, jak wyglądało na początku 1940 roku. Pewien młody student uciekający z Lublina trafia do Zakopanego. Poznaje tutaj piękną góralkę, zakochuje się i pakuje w poważne problemy, nie wiedząc o toczącej się równolegle rozgrywce niemieckiego, radzieckiego i angielskiego wywiadu o polskie złoto.
ZwB Jesteśmy już z czytelnikami umówieni u Pana w Zakopanem ;-) Teraz niech Pan nam zdradzi, gdzie jeszcze można Pana spotkać na wieczorach autorskich...
J.R. Zapraszam oczywiście do Zakopanego. Ośrodek Wypoczynkowy „Stokrotka” to miejsce, gdzie prowadzę działalność hotelarską. Czytelnicy ZwB mogą liczyć na zniżkę J W najbliższym czasie, z racji sezonu zimowego, będę cały czas w Zakopanem. Ewentualne spotkania autorskie poza Zakopanem planuję dopiero na wiosnę.
ZwB No i ostatnie pytanie, raczej trudne. Jaki ma Pan przepis na choriatykę?
J.R. Najlepszy przepis to pojechać do Gracji. Tajemnicą smaku tej sałatki są warzywa dojrzewające w gorącym, śródziemnomorskim słońcu. U nas jesteśmy w stanie przyrządzić co najwyżej skromną namiastkę. Ale i tak warto. Odrobina kapusty pekińskiej, papryka, dojrzały pomidor, ogórek – wbrew opinii niektórych można, a moim zdaniem nawet powinno się użyć ogórka – cebulka, ser feta. Wszystko pokrojone według fantazji. Na wierzch oliwki (muszą być dobre! U nas o takie trudno. Najlepiej czarne. Ja kupuję na Słowacji oliwki nadziewane fetą). Świeżo posiekana bazylia. Wszystko polane sosem winegrette i dobrą oliwą. Jeść z bułką typu bagietka. Co zostanie na talerzu, jak prawdziwy Grek, wytrzeć bułką i szamać. Pycha.
ZwB Serdecznie dziękuję za rozmowę.
Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska
Jacek Rębacz (ur. 1962) – urodzony w czasach, gdy nikt dzieciom nie zabierał Teleranka. Prawnik z wykształcenia. Podejmował się różnych zajęć. Był repem, dyrektorem i prezesem dużej spółki. Obecnie żyje z wyzysku turystów odwiedzających Zakopane. Zamiast psów, kotów lub akwariowych rybek, hoduje niezdrowe nałogi.
Autor poświęcił Zakopanemu już dwie książki: Sezon na samobójców i Pokój z widokiem na cmentarz, obie kontrowersyjne, ukazujące inne, mroczne oblicze zimowej stolicy Polski. Prócz tego jest autorem kryminału Spinalonga, opisującego narodziny współczesnego polskiego kapitalizmu.