Autor musi być pokorny

05.03.2009
Autor musi być pokorny

ZwB Właśnie ukazała się kolejna Pana książka, jedna ze wspólnie napisanych z Mariuszem Czubajem. Serdecznie gratulujemy! Róże cmentarne już zbierają pochlebne opinie. Jednak zanim zapytam o ten tytuł, chciałabym powspominać Pana wcześniejsze książki. A właśnie, pamięta Pan jeszcze czasy, kiedy nie było Eberharda Mocka? Jakie miał Pan wtedy marzenia?

Marek Krajewski Bardzo dziękuję za gratulacje. Powróćmy zatem do czasów przed rokiem 1999. Pracowałem wtedy na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie wykładałem gramatykę łacińską, wersyfikację starożytną, językoznawstwo ogólne i różne inne przedmioty lingwistyczne. Marzyłem wówczas o karierze akademickiej, o wychowaniu kilku uczniów, którzy poświęciliby się mało efektownej i uważanej wręcz za ekstrawagancję lingwistyce łacińskiej. Po cichu zaś roiłem mrzonki o napisaniu kryminału, którego akcja rozgrywałaby się w międzywojennym Wrocławiu. I tak w roku 1997 zrealizowałem tę mrzonkę, a nabrała ona kształtu materialnego dwa lata później.

ZwB No tak, to przecież oczywiste ;-). A wiele się zmieniło w Pana życiu odkąd istnieje Mock? Zapewne spotkania z czytelnikami, udzielanie wywiadów, jednym słowem – popularność, odmieniły Pana styl życia. Nie żałuje Pan tego?

M.K. Brakować mi będzie pracy dydaktycznej, którą bardzo lubiłem. Nie był to łatwy wybór, jak każdy wybór życiowy. Nie żałuję jednak mojej decyzji.

ZwB Przejdźmy zatem do książek. W Pana kryminałach o Breslau (zresztą nie tylko w nich) widać zamiłowanie do szczegółu. Każde miejsce i każda postać są opisane w detalach. To buduje ich wiarygodność. Czy przy pracy nad książkami współpracuje Pan ze specjalistami, którzy Panu dostarczają takich szczegółów: medykami sądowymi, kryminalistykami, psychologami, historykami?

M.K. Ależ tak! Bez pomocy wybitnych specjalistów – by wspomnieć tu na przykład o znakomitym medyku sądowym, doktorze Jerzym Kaweckim – moje książki byłyby kiepską pisaniną. Konsultowałem liczne moje passusy z historykami, aby uniknąć błędów historycznych, których i tak nie uniknąłem. Winę za nie ponoszę wyłącznie ja. Widocznie z niechlujstwa przeinaczałem wypowiedzi historyków. Sprawdzanie szczegółów pozostało mi z mojej niegdysiejszej działalności akademickiej. Mój mistrz uniwersytecki, profesor Herbert Myśliwiec, mawiał: „filolog sprawdza w tekście wszystko, włącznie z własnym nazwiskiem”.

ZwB To rzeczywiście słuszna zasada. Poza dopracowanym tłem stworzył Pan też swego pierwszego niepowtarzalnego bohatera – Eberharda Mocka. Jest to postać szczególna – bardzo gorzka, mroczna. Z czego wynika jej dystans do świata i do innych bohaterów?

M.K. Być może wynika to z pierwowzorów literackich i filmowych mojego bohatera? Philip Marlowe – by przytoczyć tu tylko jeden pierwowzór – jest również zdystansowany mocno wobec polukrowanego, lecz głęboko zdegenerowanego świata Kalifornii lat 40. On jednak w odróżnieniu od Mocka nie pozwala się złu zbrukać. Mój bohater natomiast często przekracza granicę pomiędzy dobrem a złem.

ZwB Tak, to dosyć specyficzna sytuacja: czytelnikowi jednocześnie trudno się zidentyfikować z takim bohaterem, ale też i trudno go nie podziwiać w pewien sposób. Jego zatracenie się jest bardzo atrakcyjne dla odbiorcy. Pana kolejny bohater Pater już taki nie jest, prawda?

M.K. Jarosław Pater to bohater wspólny – Mariusza Czubaja i mój. Nie ma zatem z Mockiem zbyt wiele wspólnego. Każdy współautor ulepił Patera ze swojej gliny.

ZwB A czy można zajrzeć na chwilę „za kulisy” i spytać, które cechy Patera są Pana pióra?

M.K. Obstawiałem niegdyś zawody sportowe, namiętnie gram w brydża – oto moje cechy u naszego bohatera.

ZwB Otrzymujemy wiele pytań od czytelników, którzy – jak wszyscy (ponoć) wielbiciele kryminałów bardzo chcieliby sami je tworzyć, czy prowadzi Pan czasem warsztaty pisania? Zastanawiam się, jak konstruuje się taką postać jak Mock. Proszę się nie gniewać, że pytam o kuchnię, ale to bardzo interesujące. Czy można się nauczyć pisania? Tworzyć napięcie w thrilerze?

M.K. Nie, nie prowadzę na razie warsztatów kreatywnego pisania, choć mam w planach taką aktywność. Na jedno z Pani pytań znam odpowiedź, na drugie zaś – nie. Otóż wiem, jak się buduje postać bohatera. Należy go uwiarygodnić psychologicznie poprzez nasycenie go swoimi cechami – posiadanymi i upragnionymi – a potem zaplanować wiele osobnych scen, które mają służyć temu uwiarygodnieniu. Nie wiem natomiast, jak się buduje napięcie w dreszczowcu. To chyba kwestia talentu i znajomości ogromnej liczby filmów i powieści sensacyjnych i kryminalnych.

ZwB A na co autor musi uważać?

M.K. Przy pisaniu nie może być przeświadczony, iż jego prywatne pasje i zamiłowania muszą również interesować czytelników. Nie może zatem szczegółowo opisywać swych zamiłowań hobbystycznych, bo najzwyczajniej może to wielu zanudzić na śmierć. W życiu literackim autor musi być pokorny, przeświadczony o swym nikłym talencie i nie wierzyć pochlebcom. Może reagować publicznie gniewem jedynie na najbardziej plugawe recenzje i nie obrażać się na krytyków, bo wówczas w odbiorze czytelniczym zamienia się w urażoną mimozę, w karykaturę nadwrażliwca.

ZwB W jednym z wywiadów powiedział Pan, że jest podatny na sugestie czytelników i wydawców. Wiele dostaje Pan listów z sugestiami, o czym powinna być następna książka? Albo o tym, jak powinien postąpić Pana bohater? Pamięta Pan najbardziej oryginalny pomysł?

M.K. Jako autor powieści kryminalnych byłbym nierozsądny, gdybym publicznie ujawniał ciekawe i oryginalne pomysły. Wielu czytelników zgodziło się bowiem, abym je kiedyś wykorzystał.

ZwB Mam też takie pytanie do Pana od jednego z Pana czytelników, Tomasza Bielaka, autora książki o prozie Macieja Słomczyńskiego:Czy myślał Pan o wydaniu zbioru opowiadań grozy, których bohaterami byliby wyłącznie fanatyczni mordercy-intelektualiści?”.

M.K. Nie myślałem, ponieważ jako autora nie interesują mnie opowiadania jako forma literacka.

ZwB Początki Pana współpracy z Mariuszem Czubajem to – zdaje się – wywiad i pisanie bloga, prawda? Od tego czasu minęło wiele. Macie Panowie na koncie dwie wspólne książki. Na czym polega fenomen Waszego wspólnego pisania? Co sprawiło, że tak dobrze się Panowie zgraliście?

M.K. Wspólne zainteresowania, które są charakterystyczne dla wielu osób naszego pokolenia. Obaj interesujemy się literaturą i muzyką rockową. Obaj jesteśmy miłośnikami piłki nożnej i szachów. Wspólnota zainteresowań jest dobrym punktem wyjścia dla jakiejkolwiek współpracy. Użyty przez Panią bardzo uprzejmy wyraz 'fenomen' odnosi się do nas zatem jedynie w swoim podstawowym, etymologicznym znaczeniu 'zjawisko'. Duety autorskie to normalne zjawisko na rynku literackim.

ZwB Co Pan lubi najbardziej w tym wspólnym pisaniu? Podpuszczacie się może Panowie? Wprowadzacie w błąd i mylicie tropy?

M.K. Najbardziej lubię naszą obopólną umiejętność rezygnacji z własnych scen i pomysłów pod wpływem sugestii partnera.

ZwB Ponoć w powieści pierwsze zdanie jest najważniejsze. Róże cmentarne rozpoczynają się od zdania „Są zdarzenia, które trafiają niczym precyzyjny cios boksera”. Czy ma ono swoją historię?

M.K. Dla mnie pierwsze zdanie jest niewiele bardziej ważne niż drugie, trzecie i tysiączne. Bardzo ważne jest natomiast zdanie ostatnie. Cytowane przez Panią zgrabne zdanie jest autorstwa Mariusza Czubaja i on pewnie zna jego historię. Ja niestety nie mam o niej pojęcia.

ZwB Rozumiem, zapytam więc o nie Pana współautora. Zarówno Róże cmentarne, jak i Aleja samobójców dzieją się w Trójmieście i okolicach, za co my gdańszczanie, a zwłaszcza cała ekipa ZwB, bardzo dziękujemy ;-) Często przyjeżdżaliście Panowie na Wybrzeże? Sprawdzaliście szczegóły, szukaliście odpowiednich miejsc, smakowaliście tutejsze dania i trunki? ;-)

M.K. Jako zagorzały wrocławski patriota lokalny, bardzo się cieszę, że miłośnicy Trójmiasta doceniają nasze powieści z Paterem. Z Mariuszem Czubajem raz byliśmy na Wybrzeżu, dokonując na miejscu kwerendy topograficznej. Jadła i trunków siłą rzeczy kosztowaliśmy. Nie dostrzegam jednak ich jakiejś charakterystycznej specyfiki. Widocznie nie poznałem nadmorskiego specialite de la maison. Jako dziecko i nastolatek wielokrotnie spędzałem wakacje na nad morzem, a kilkakrotnie w samym Gdańsku, który mi bardzo przypadł do serca.

ZwB Czy szuka Pan inspiracji w innych książkach, muzyce, filmach? Czytałam w jednym z wywiadów, że lubi Pan film Harry Angel. To też jeden z moich ulubionych filmów. Za co Pan go ceni?

M.K. Inspiracji do napisania powieści kryminalnej należy szukać wszędzie. I te inspiracje płyną zewsząd: przede wszystkim z rozmów i historii, opowiadanych przez rozmówców, z lektury, z filmu, a nawet ze snów. Kiedyś przyśniła mi się pewna scena, która stała się dominantą mojej powieści Widma w mieście Breslau. Film Harry Angel cenię za świetne połączenie dreszczowca detektywistycznego z horrorem. Ten film jest wyjątkowy, gdyż przewyższa swój literacki pierwowzór.

ZwB A propos, wszyscy czekamy na film o Eberhardzie Mocku. Czy są może już jakieś przymiarki do ekranizacji Pana powieści?

M.K. Niestety, projekt sfilmowania moich powieści utknął w martwym punkcie i nie wierzę, aby kiedyś został zrealizowany.

ZwB To by była ogromna strata. A jakie ma Pan plany pisarskie? Czy pracuje Pan teraz nad czymś?

M.K. Tak, pracuję, ale nie zdradzę, nad czym mianowicie. Jako autorowi kryminałów przysługuje mi pewien rys tajemniczości, a z doświadczenia wiem, iż trzymanie projektu w tajemnicy do końca ma ważny wymiar marketingowy.

ZwB A kiedy będziemy mogli Pana gościć w Trójmieście?

M.K. Nie wiem, kiedy przyjadę do Trójmiasta, wiem natomiast, że przyjadę bardzo chętnie.

ZwB W takim razie nieustająco zapraszamy. Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska

 

 

Marek Krajewski – pisarz, tłumacz, filolog klasyczny. Przez wiele prowadził zajęcia na Uniwersytecie Wrocławskim, który porzucił, by zająć się wyłącznie pisaniem książek. Autor bestsellerowych powieści kryminalnych o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielskim. Zadebiutował w 1999 roku Śmiercią w Breslau. Jego powieści ukazały się w dwunastu krajach. Laureat m.in. Nagrody Wielkiego Kalibru, Nagrody Prezydenta Wrocławia, Paszportu „Polityki.

Autor musi być pokorny - wywiad z Markiem Krajewskim

Książki Krajewskiego na ZwB

Policja, gangster i dama z półświatka 

Krajewski na Tyskich Dniach Literatury