ZwB Pani Adrianno, dlaczego napisała Pani kryminał?
Adrianna Ewa Stawska Podać wersję oficjalną, czy tę łzawą? Łzawa brzmi, że dzieckiem siedmioletnim będąc, w me ręce wpadło czasopismo „Szpilki”, w owym piśmie była krótka historyjka obrazkowa, jak pan z walizką przyszedł do pani, spił ją winem czerwonym, a potem porąbał siekierą, zapakował do walizki i wyniósł w tejże walizce z mieszkania... Pierwsze pytanie dziecka: a dlaczego porąbał i jeszcze na dodatek wyniósł? Rok później w ręce wpadł mi zbiór opowiadań Conan Doyla o niezwykłym detektywie Sherlocku Holmesie. No i stało się. Od tamtej pory po prostu ubóstwiam kryminały! Powieści sensacyjne i detektywistyczne, „czarne kryminały” i thrillery towarzyszą mi odkąd nauczyłam się czytać. Lubię szczególnie te, gdzie bystry detektyw dzięki chłodnej logice zaprowadza ład i porządek w świecie ogarniętym chaosem. Zaś wersja oficjalna brzmi: nosiłam się z kryminałem od dawna, ale wydawało mi się, że nie dam rady szczegółom, nie będę dość konsekwentna i zginę pod natłokiem informacji. Wreszcie zapomnę o strzelbie z rozdziału czwartego i w rozdziale dwunastym detektyw powie: „Proszę państwa, tym oto nożem zabito denata”. Najpierw próbowałam sił w krótszej formie. Ośmielona reakcją czytelników Forum Prozatorskiego, w ubiegłym roku opublikowałam w miesięczniku „Alfred Hitchcock poleca” kilka opowiadań sensacyjnych, które zostały pozytywnie przyjęte. Pisanie powieści było więc naturalną konsekwencją. No cóż, w świetle najnowszych badań psychologii behawioralnej nie będę oryginalna, twierdząc, że morderca żyje w każdym z nas. Na szczęście nie wszyscy wcielają w życie swoje pomysły. Mnie mordercze myśli nachodzą tylko podczas sprzątania [śmiech].
ZwB A nie chciała Pani uśmiercić jakiegoś autora kryminału za wykorzystanie dobrych pomysłów?
AES Autora? Jakoś nie. Fakt, że ktoś nas ubiegł, jest wyzwaniem, a nie powodem do złości. Zbrodnię i miłość wielokrotnie odmieniano przez wszystkie przypadki, bo „Wszystko już było, rzekł Ben Akiba”, więc – jak mówi Mądra Księga – trzeba zakasać rękawy i przynajmniej próbować pozostawić własny ślad. Bardziej mnie denerwuje, gdy rzeczywistość przerasta moją fantazję. Są zbrodnie, których sama bym nigdy nie wymyśliła.
ZwB Czy to trudno pisać kryminał po tylu fantastycznych kryminałach? Po Agacie Christie czy Raymondzie Chandlerze?
AES I trudno i łatwo. Łatwo bo gotowy wzorzec idealny sprawdzony, wręcz podany na talerzu. Trudno, bo bycie oryginalnym proste nie jest.

ZwB Pani powieść ma oryginalne miejsce akcji – dawny klasztor Wigry – klarownie zarysowane postacie, dobrze osadzone psychologicznie, ciekawe, choć krótkie wątki, które na pewno znajdą rozwinięcie w kolejnych powieściach. Wydaje się więc, że bliska jest Pani z jednej strony klasycznej wersji kryminału kominkowego, choć Pani bohaterka nie jest amatorką, a z drugiej – z powodu tematyki i wykorzystanych akcesoriów – realizuje Pani współczesną wersję mocnego kryminału. W jakiej tradycji sama Pani umiejscawia Śmierć w klasztorze?
AES Wigierski klasztor jest szalenie romantyczny. Nie mieści się w nim zwykły hotel, ale Dom Pracy Twórczej i aż dziwne, że do tej pory, nikt nie wykorzystał scenerii klasztoru w żadnym utworze literackim. Ponieważ jestem racjonalistką, to zamiast romansu powstał kryminał. Rzeczywiście, ze względu na miejsce akcji, zamknięty krąg podejrzanych, ograniczony czas śledztwa, Śmierć w klasztorze mieści się gdzieś między konwencją kryminałów Agathy Christie z udziałem pedantycznego Herculesa Poirota a powieściami sensacyjnymi Alistaira McLeana. Bohaterka niczym Hercules Poirot w powieści Śmierć na NiluStacji arktycznej Zebra, który choć jest profesjonalistą, popełnia jednak błędy. używa szarych komórek i wie, że ludzie są „beznadziejnie” przewidywalni, ale jednocześnie zmaga się z przeciwnościami losu, jak samotny bohater
ZwB W Pani powieści największą uwagę przyciąga detektyw Ewa Lewicka. Jest bardzo wyrazistą postacią o mocnym, zdecydowanym charakterze. Która z postaci literackich jest jej najbliższa?
AES Chciałam, by była podobna do komisarza Maigreta. Bardzo zaangażowana zawodowo, jednocześnie chłodna i zdystansowana wobec tego, z czym się styka, doświadczona i nieco zgorzkniała. Niestety nie dałam jej za partnera życiowego kogoś w typie Pani Maigret, która po telefonie o czwartej zimowej godzinie, wstaje bez szemrania i parzy kawę dla komisarza. Postaram się wkrótce naprawić ten „błąd”. Pisząc Śmierć w klasztorze, wyobrażałam sobie, że fizycznie jest podobna do aktorki Agaty Kuleszy. Już na etapie planowania, wiedziałam, że nie będzie blondynką lat dwadzieścia. Natomiast jej charakter to kompilacja kilku kobiet, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Kobiet zdecydowanych i pewnych siebie, jednocześnie ciepłych i kobiecych. Dyrektora obdarzyłam aparycją aktora Jarosława Jakimowicza, chociaż nie wiem, czy to czytelne, a sposób wysławiania się i metodę uwodzenia pożyczyłam od jednego z moich znajomych. Gestów i wyglądu użyczył Sobierajowi mój profesor polskiego z liceum, człowiek, który nauczył mnie myśleć, nim coś napiszę, mistrz i nauczyciel. Zresztą każdy z bohaterów książki jest podobny, mówi lub zachowuje się jak ludzie, których kiedyś spotkałam lub widziałam. Także przyjaciele z Forum Prozatorskiego z radością pożyczają moim bohaterom część swojej osobowości albo cechy fizyczne. Psychiatra mówi jak „Robert”, śpiewaczka wierzy w miłość i dobre intencje niczym „Pinokia”, a „Bury” nie lubi swojego imienia i naprawdę jest programistą. Poeta nazywa się jak pewien młody prozaik, a Lewicka nosi panieńskie nazwisko mojej babki po kądzieli. Reszta to już kwestia bujnej fantazji.
ZwB A jak odebrali fakt, że stali się pierwowzorami Pani bohaterów?
AES Są zachwyceni, przecież stali się nieśmiertelni. Szczególnie szczęśliwy jest Bury, któremu dodałam dwanaście centymetrów wzrostu. Większość jednak w ogóle się nie rozpoznała, co mnie wcale nie dziwi, bo to nie jest proste sportretowanie. Zapożyczenia są nieuchronne, przecież nie tworzy się z próżni, ale z odłamków i odprysków rzeczywistości przefiltrowanej przez własną wrażliwość. Niektórzy mają mi jednak za złe... że nic od nich nie pożyczyłam, że nie stali się inspiracją niestety i cierpliwie czekają na swoją kolej.
ZwB W pewnym momencie młodszy aspirant Adamczyk mówi do Lewickiej: „Jak Pani odgaduje te poszlaki, dowody, odnajduje ślady? Intuicja? – Nie ma czegoś takiego jak intuicja – powiedziała z mocą. – Jak to przecież jest pani kobietą! – No to co? – Szósty zmysł? – Zmysł? Nie istnieje [...] – Więc co to jest? – Wiedza i doświadczenie [...]” – odpowiada Pani bohaterka (s. 256). To znamienne dla jej charakteru słowa. Nie jest Pani przekonana co do tego, że kobiety posiadają „kobiecą” intuicję?
AES Wyostrzony zmysł obserwacji i doświadczenie oraz zdolność do uczenia się i wyciągania wniosków decydują o tak zwanej intuicji. Nie wszystkie kobiety są nią obdarzone, więc nie przypisywałabym tej cechy do płci. Także wielu mężczyzn odczuwa nieokreślony niepokój, gdy coś wokół nich jest nie tak. Tylko, że mężczyźni nazywają to wrodzoną inteligencją. Wolę więc określenie inteligencja.
ZwB Inteligencja, spostrzegawczość, umiejętność szybkiego kojarzenia faktów, a także znakomita znajomość natury ludzkiej – to najważniejsze cechy Pani bohaterki. Co było dla niej największą zagadką w książce?
AES Motywy działania osób zamieszanych w zbrodnię. To one są kluczem do rozwiązania zagadki.
ZwB Lewicka ma za sobą trudne doświadczenia życiowe. Uczestniczki forum „Kryminały i sensacje” najchętniej widziałyby ją w objęciach sympatycznego komisarza Banasika. Spełni Pani prośbę czytelniczek?
AES Dziewczyny i wy także przeciwko mnie?! Lewickiej należy się od życia nagroda, ale nie jestem pewna, czy tą nagrodą jest Banasik. Jak twierdzi moja przyjaciółka Pinokia: „Dla tej inspektorki Banasik jest za krótki”. Uważacie, że jest sympatyczny? Mhm, z wielką radością pragnę zauważyć, że dołożyłam wszelkich starań by ocieplić wizerunek Banasika i... Nie zawiodłam się na czytelniczkach. Chociaż słyszałam od mężczyzn, że Banasik jest nieczuły, nic tylko się objada albo robi maślane oczy, co na jedno wychodzi. Zastanawiające, prawda? Obiecuję jednak tę sugestię przemyśleć.
ZwB Jest Pani autorką książki kucharskiej? Poda nam Pani swój ulubiony przepis?
AES No cóż, nie ma nic przyjemniejszego niż badanie kultur kulinarnych. Kuchnia kresowa z Podlasia powstała z dziennikarskiego obowiązku, niewyżytych ciągot badawczych i miłości do dobrego jedzenia. Ulubiony przepis? Och, jest ich tak wiele... W magazynie „Zabytki/Heritage” piszę co miesiąc o moich kucharskich fascynacjach. W każdym felietonie zamieszczam jakiś smaczny przepis wygrzebany z zakamarków zapomnienia. Ostatnio było o mazurskich kartaczach, których jestem gorącą wyznawczynią. Wkrótce będzie o kulinarnych skojarzeniach a propos drapaczy chmur. No nie, weszliśmy na temat jedzenia i teraz koniecznie muszę wspomnieć o ulubionej sałatce mieszkańców jednej z Siedmiu Sióstr Stalina, wysokościowca znajdującego się przy Kotielniczeskoj Nabierieżnoj w Moskwie. Ten imponujący drapacz chmur wzorowany na industrialnych pałacach Nowego Jorku w czasach władzy ludowej zasiedlali wysocy urzędnicy państwowi oraz członkowie politbiura KC KPZR. Za rządów Nikity Chruszczowa szefową kuchni na Kremlu była Anna Grigoriewna Dyszkant, która niedawno wydała swoje wspomnienia. Owa sałatka, nosząca nomen omen nazwę Carskiej, miała krzepić i wzmacniać w czasie długich kremlowskich nasiadówek. W jej skład wchodzi: pół kilograma gotowanych tuszek kalmarów pokrojonych na cieniutki makaron, dwieście gram krabowych pałeczek pokrojonych w słomkę, posiekane w kostkę białka z dziesięciu jaj oraz dwieście gram czerwonej ikry o dużych ziarnach. Do tego po łyżce stołowej siekanego koperku i natki pietruszki. Wszystko zalać majonezem i delikatnie wymieszać. Przyznacie, że taka sałatka postawi na nogi każdego członka, nie tylko politbiura.
ZwB Niezłe! Skąd w ogóle takie zainteresowanie Podlasiem, kresami?
AES Zauroczyła mnie wielokulturowa mieszanka pogranicza i pewien dystans do otaczającej nas rzeczywistości. To kraina samorodnych poetów, ludzi o życzliwym stosunku do siebie i innych. Bohaterka Murmyły ("Opowieści" 12/2006), jednego z moich niekryminalnych opowiadań, w którymś momencie stwierdza: „Nie muszę się spieszyć, bo i po co. To co mi pisane i tak zaczeka. A bez pośpiechu też zdążę życie przeżyć. [...] Przecież przyjemność rozciągnięta w czasie to podwójna przyjemność”. W naszych szalonych czasach (a które czasy nie były szalone) na Podlasiu nadal żyje się bez sekundowego naliczania i to sobie cenię najbardziej.
ZwB Na okładce książki pojawiła się informacja, że interesuje się Pani epistolografią. W powieści listy pojawiają się właściwie już jedynie jako maile. Nie kusiła Panią kryminalna powieść epistolograficzna w tradycyjnym stylu?
AES Rzadko ulegam pokusom, chyba że kulinarnym. Uważam, że to temat narzuca środki wyrazu, a nie odwrotnie. Jeśli jakieś wydarzenie mnie zainspiruje i zrodzi się z niego fabuła, która będzie wymagała wykorzystania listów, to zrobię to bez wahania. List pisany ręcznie to oczywiście inny rodzaj sztuki, ale maile są formą listu i nie trzeba się od nich odżegnywać. Wymieniam się z ludźmi bardzo długimi mailami na różne tematy. List to nie słowo gadane, ulotne i zmienne. Do maila można wracać i czytać wiele razy, zastanawiając się nad sensem słów, których odbioru, jako autorzy nigdy nie doceniamy.
ZwB Już czuję, że możemy się spodziewać w kolejnej powieści wielu niespodzianek! Kiedy powróci do nas detektyw Lewicka?
AES Za rok o tej samej porze, czyli gdzieś przed wakacjami 2008 roku.
ZwB Będziemy czekać z niecierpliwością. Ale już teraz mamy dla Czytelników serwisu niespodziankę – opowiadanie o inspektor Lewickiej Kwiat jabłoni. Zapraszamy do lektury!
Wywiad przeprowadziła J. Świetlikowska
Dziękujemy Domowi Pracy Twórczej w Wigrach za udostępnienie zdjęć klasztoru.
Adrianna Ewa Stawska (1967 r.) – absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Dziennikarka, tłumaczka, pisarka. Moderatorka „Forum proz@torskiego. 100% prozy”. Wielbicielka nocnych seansów filmowych, książek, które nigdy nie nużą, oraz epistolografii stosowanej. Kobieta kreatywna i nadaktywna. Autorka nominowanej do Oskara Kulinarnego 2007 Kuchni kresowej z Podlasia. Publikowała na łamach miesięczników „Kreatura”, „Kursywa”, „Alfred Hitchcock poleca” oraz „Opowieści”. W 2007 roku nakładem Wydawnictwa Otwartego ukazała się jej pierwsza powieść kryminalna Śmierć w klasztorze.