Zbrodnia w Bibliotece Jesteś autorką kilkudziesięciu książek, ale w Polsce znamy jedynie Anielskich obrońców. Opowiesz nam krótko o pozostałych tekstach?
Mary Stanton Moja pierwsza powieść przypominała nieco fantastyczne Wodnikowe Wzgórze (Richarda Adamsa – przyp. ZwB), ale zamiast królików występowały w niej konie. Sądziłam, że łatwiej będzie napisać książkę z punktu widzenia konia, a nie człowieka. Ale się myliłam. Było dużo trudniej. Później stworzyłam serię powieści dla dzieciaków w wieku od 6 do 12 lat zatytułowaną Unicorns of Balinor. Bo myślałam, że łatwiej będzie pisać z punktu widzenia dziecka niż dorosłego. Ale i to był błąd. Dzieci są nawet trudniejsze do zrozumienia niż konie. W końcu, ponieważ uwielbiam czytać kryminały, postanowiłam napisać książkę, w której narratorką była 33-letnia malarka, która została właścicielką gospody, i tak zaczęłam tworzyć serię Inn at Hemlock Falls. I okazało się, że to DUŻO prostsze niż próbowanie patrzenia na świat z punktu widzenia konia czy małego dziecka. Kryminały wydawałam pod pseudonimem Claudia Bishop. Zrobiłam to, by nie peszyć czytelników książek Mary Stanton.
W cyklu o Bree Beaufort i Spółce – którego Anielscy obrońcy są rozpoczęciem – pierwszy raz połączyłam kryminał z wątkami fantastycznymi.
ZwB Kiedy postanowiłaś zostać pisarką?
M.S. Uważam siebie za opowiadaczkę historii. Opowiadam różne historie odkąd pamiętam. Pisałam sztuki dla mojej młodszej siostry i wystawiałyśmy je w naszym garażu. Nigdy nie musiałam świadomie decydować o zostaniu pisarką – to przyszło samo. Pamiętam taką myśl, gdy zaczynałam pisać pierwszą książkę (The Heavenly Horse From The Outermost West, 1987): „No dobra, czas się tym zająć”.
ZwB A dlaczego zdecydowałaś się pisać kryminały?
M.S. Hm… Nie jestem do końca pewna. Jeden z ostatnich prezesów Mystery Writers of America (organizacja zrzeszająca amerykańskich pisarzy powieści kryminalnych – przyp. ZwB) twierdził, iż my, twórcy kryminałów, piszemy o zabójstwach, by rzeczywiście ich nie popełniać, hahaha! Ale oczywiście nie zgadzam się z nim. Sądzę, że chodzi raczej o potrzebę podtrzymania sensu naszego świata. Kryminał jest o sprawiedliwości. Ta sprawiedliwość może się spóźniać. Może nigdy nie nadejść. Ale zawsze chodzi o sprawiedliwość.
ZwB Po rozstaniu z biznesem w latach osiemdziesiątych zostałaś profesjonalną pisarką. Czy możesz opisać nam swój dzień pracy?
M.S. Nigdy nie czułam sie profesjonalną pisarką, nawet po tym, jak rzuciłam prowadzenie własnej firmy. A mój dzień jest chaotyczny. Zaczynam zwykle od gimnastyki. Potem zajmuję się moim koniem. Chwilę bawię się z moimi kozami albo obijam się gdzieś wokół domu. Wreszcie około dziesiątej siadam do pracy i gram w karty na laptopie. Potem robię śniadanie, włączam pranie i włóczę się po okolicy. Zaczynam pisać dopiero około drugiej po południu i pracuję do szóstej. Piszę naprawdę szybko, więc w ciągu dnia mam gotowych z pięć tysięcy słów. Wstaję wcześnie, między czwarta a piątą, więc kładę się zazwyczaj o wpół do dziesiątej albo dziesiątej.
A w dni, kiedy nie pracuję, zajmuje się rodziną.
ZwB Czy masz jakieś pisarskie przyzwyczajenia albo rytuały?
M.S. Zanim zaczynam pisać, kupuję sześć piór Sharpee i trzy żółte podkładki do pisania. Z piór i papieru korzystam, by gryzmolić notatki. I zawsze siadam w tym samym miejscu, ZAWSZE. Na kanapie w salonie, z podkurczonymi nogami i z komputerem kołyszącym się na kolanach. I wtedy zaczynam coś wcinać. Ze wstydem przyznaję, że podczas pracy jem za dużo słodyczy. Zwykle ciasteczka, a czasem też te czerwone lukrecjowe żelki (kupuję ich dwa i pół kilograma naraz). Układam te smakołyki na żółtych podkładkach.
ZwB Ile czasu poświęcasz na przygotowanie się do pisania książki?
M.S. Różnie. Do powieści z cyklu Beaufort & Spółka bardzo dużo. Bree, główna bohaterka, całkowicie różni się ode mnie, więc muszę robić dużo szkiców, zanim zacznę na poważnie pisać. W książkach pisanych przeze mnie jako Claudia Bishop (serie: Hemlock Falls i Sprawy dr. McKenzie) główne postacie mają sporo moich własnych cech, zatem nie potrzebuję wiele się zastanawiać, co Quill albo Austin by zrobili w danej sytuacji, bo to samo ja bym zrobiła. Ale Bree potrafi się wściekać, za pracowników robią u niej anioły i na dodatek musi znaleźć swych prawdziwych rodziców. Moje życie jest dużo spokojniejsze! No więc podczas gdy książki Claudii Bishop piszę szybko, te pisane pod prawdziwym nazwiskiem zajmują mi trzy razy więcej czasu i wymagają długich przygotowań.
ZwB Powiedz, skąd wzięła się ta cała Claudia Bishop?
M.S. Bishop to imię moje babci ze strony ojca, a także drugie imię mojego taty i mojej siostry. Nie jestem pewna, dlaczego wybrałam Claudię. Podoba mi się brzmienie tego imienia. Bardzo się też interesuję historią starożytnego Rzymu, a cesarz Klaudiusz był wspaniałą postacią. A przybrałam to imię i nazwisko, bo mój wydawca nie chciał, by czytelnicy znający już książki Mary Stanton czuli zdziwienie, że kupili coś całkiem innego, niż się spodziewali.
ZwB To teraz powiedz, skąd pomysł na cykl o pannie Beaufort?
M.S. Moja średnia siostra jest dynamiczną, bardzo zdolną i wspaniałą prawniczką. Gdy pierwszy raz ujrzałam ją w sądzie, pomyślałam: „O rany!”. W ten sposób zrodził się pomysł na postać takiej dynamicznej i zdolnej pani adwokat. Co do charakteru Bree, to kilka lat temu zaczęłam pisać kryminał, w którym pojawić się miała taka postać, ale zrezygnowałam z niej, wiedząc, że kiedyś do niej wrócę i wykorzystam. A anioły wzięły się z książki o średniowiecznej sztuce, którą znalazłam wśród przecenionych tytułów w księgarni Barnes & Noble – zakochałam się w tych obrazkach tworzonych przez dawnych mnichów.
ZwB Dobrze znasz Savannah? Czytałem gdzieś, że to miasto pełne jest nawiedzonych budowli, duchów morderców i ich ofiar, a także wspomnień o przerażających wydarzeniach. To prawda?
M.S. Wszystko to prawda. Byłam tam wiele, wiele razy. Za każdym razem znajduję coś nowego i niesamowitego. Stare Miasto ma tam tylko milę kwadratową powierzchni. Ale historii, które można o tym miejscu opowiadać, jest nieskończenie wiele.
ZwB Wierzysz w duchy? Albo chociaż w anioły?
M.S. Nie. Ale wierzę, że ludzie potrzebują takiej wiary.
ZwB Napisałaś już ciąg dalszy przygód Bree. Książka, która ukazała się w Stanach dopiero co, nosi tytuł Angel’s Advocate. Mam nadzieje, że zostanie też przetłumaczona na polski (czyta to ktoś z Wydawnictwa Replika? ;) Powiedz, czym tym razem zajmuje się nasza młoda adwokatka?
M.S. Powieść rozpoczyna się w momencie, gdy Bree godzi się zająć sprawą siedemnastolatki, która okradła ośmioletnie dziecko – bo przecież Bree potrzebuje prawdziwych, żywych klientów płacących za rachunki prawdziwymi pieniędzmi. Ojciec siedemnastolatki nie żyje, więc wkrótce panna Beaufort zająć się musi także jego sprawą.
ZwB Jak już wiemy, sporo piszesz. A czy równie dużo czytasz?
M.S. Gdy nic nie piszę, czytam pięć – sześć książek tygodniowo. Biografie, historię, książki o weterynarii i całą masę kryminałów. Właśnie skończyłam wspaniałą powieść The Girl with the Dragon Tattoo (Stiega Larssona, polski tytuł Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet – przyp. ZwB).
ZwB A kto jest Twoim ulubionym detektywem? Sherlock Holmes, tak jak Bree?
M.S. Moim ulubionym detektywem jest zawsze ten, o którym właśnie czytam. Uwielbiam Dalziela i Pascoe, policjantów z książek Reginalda Hilla. Kończę teraz czytać Pointing the Bone Arthura Upfielda I jestem zafascynowana Napoleonem Bonaparte, półaborygeńskim inspektorem występującym w tej powieści.
ZwB Wiem, że kochasz konie. A co z innymi zwierzakami? Wspominałaś coś o kozach… A może masz psa przypominającego Saszę?
M.S. Mam klacz Sophie i cztery kozy, które zwą się Basil, Biscuits, Parsley i Onion. Nie mam psa, bo sporo podróżuję i spędzam pół roku na Florydzie, a pół na naszej farmie na północy stanu Nowy Jork. A pies to zwierzę bardzo towarzyskie, więc jego właściciel powinien spędzać z nim tak dużo czasu, ile się da. Mąż nie pozwala mi trzymać w domu ani kóz, ani konia. A chciałabym, żeby pozwalał. W każdym razie, nie lubię zostawiać moich zwierząt – ale to i tak łatwiejsze niż w przypadku psa. Gdybym jednak kiedyś miała psa, mam nadzieję, że będzie jak Sasza.
ZwB Na koniec powiedz, nad czym obecnie pracujesz.
M.S. Piszę właśnie kolejną powieść z cyklu Hemlock Falls, powinnam ją skończyć za kilka tygodni. I wtedy zabiorę się za pisanie dwóch następnych części przygód Bree i jej przyjaciół – czyli będzie ich już pięć, bo w lutym 2010 roku ukazać się ma trzecia powieść, Avenging Angels.
Wywiad przeprowadził Bibliotekarz