ZwB Polscy czytelnicy znają Pana głównie jako wielką gwiazdę, niezwykle popularnego pisarza, kogoś, kto stworzył nowy gatunek literacki, chrześcijański thriller… Jak jednak Pan sam się postrzega?
Frank Peretti Myślę, że jestem po prostu miłym facetem. Kocham naszego Pana Jezusa. Kocham moją wspaniałą żonę Barbarę. Mam chyba poczucie humoru i próbuję zawsze obdarowywać wszystkich wokół siebie dobrocią, ponieważ – jak sądzę – na tym zawsze można tylko skorzystać. Lubię się śmiać i bardzo lubię towarzystwo zabawnych ludzi. Jednak w normalnych sytuacjach towarzyskich, kiedy znajduję się w miejscu, w którym nikogo nie znam, jestem bardzo nieśmiały. Tak naprawdę otwieram się w pełni dopiero, kiedy kogoś dobrze poznam. Tak więc na przyjęciu pełnym obcych ludzi pewnie bym po prostu stał, miło się uśmiechał i do nikogo się nie odzywał.
ZwB Niewiele wiadomo o Pana życiu prywatnym i najlepszym chyba sposobem ma poznanie Pana jest jednak dokładne czytanie między wierszami Pańskich opowieści. Która z nich najlepiej odzwierciedla Pana przekonania i wartości?
F.P. Tak naprawdę to wszystkie! Jeśli się uważnie przeczyta moje książki, to z wielką dokładnością można stwierdzić, gdzie w takcie pisania był mój umysł i moje serce. Na podstawie moich książek można też dowiedzieć się, co mnie w danym okresie przerażało, co fascynowało. Kiedy pisałem Proroka, bardzo martwiło mnie relatywizowanie prawdy w dzisiejszym świecie. W tamtym okresie zaniepokoiło mnie to, z jaką łatwością grzech przenika nasze życie, i chciałem pokazać, jak ważne jest uwielbienie prawdy. A kiedy z kolei pisałem Przysięgę, koncentrowałem się na tym, jak niszczące mogą być grzeszne zachowania. W tamtym okresie obserwowałem kilku bliskich mi ludzi, którzy byli przecież chrześcijanami, a jednak w łatwy sposób ulegli grzechowi. Z takich smutnych obserwacji czerpałem inspirację. Grzech ubrałem w postać potwora, smoka, ponieważ Pan powiedział do Kaina w Księdze Rodzaju „Grzech podpełza do drzwi, czeka, by cię posiąść, ale ty musisz go przezwyciężyć”.
Nawiedzenie ma dwa główne źródła inspiracji. Była to pewnego rodzaju autobiograficzna opowieść o mojej podróży jako chrześcijanina. Można powiedzieć, że to zapis mojego dojrzewania. Moje zmagania z wątpliwościami, rozczarowaniem, ustanawianiem własnej wiary – poza ramami pewnej określonej chrześcijańskiej kultury, w której zostałem wychowany. No i oczywiście druga ważna sprawa, to moje niepokoje związane z fałszywym prorokiem. Każda z książek dziecięcych, które napisałem, także zawiera specyficzny, konkretny przekaz. Tak naprawdę, to za każdym razem, kiedy czytasz moje książki, powinieneś mieć świadomość, że jest tam ukryty jakiś przekaz, wiadomość do ciebie. To powód, dlaczego piszę.
ZwB Mówi się, że pisanie prosto z serca, na podstawie swoich doświadczeń jest w zasadzie takim spacerem nago ulicą. Czy ciężko Panu pisać o takich bolesnych sprawach jak niektóre wspomnienia z dzieciństwa?
F.P. Zadziwiająco łatwo. Choć oczywiście może się to wydać paradoksem. Ale to, co już jest na papierze, nie obciąża mnie tak bardzo. To chyba część doświadczenia związanego z byciem twórcą, pisarzem. Dostałem widać dar wyrażania na piśmie tego, czego nigdy nie byłbym w stanie wyrażać werbalnie. Wydaje mi się, że jestem w tym podobny do wielu innych pisarzy. Są bardzo skryci, jeśli chodzi o swoje prywatne życie. Ale w swoich książkach tak naprawdę pokazują bardzo wiele.
ZwB Zaczął Pan tworzyć w bardzo młodym wieku. Kiedy zdał Pan sobie sprawę, że to może być Pana zawód? Skąd Pan wiedział, że tego właśnie Pan chce? Czy może był to bardzo naturalny, niewspierany świadomymi decyzjami proces?
F.P. Chyba zostałem stworzony do tego, by być pisarzem. Zawsze uwielbiałem tworzyć opowieści i już w dzieciństwie je zapisywałem. W swoim pokoju godzinami rysowałem komiksy, pisałem historie na elektrycznej maszynie do pisania należącej do mojej mamy. Opowiadałem zmyślone historie dzieciakom z sąsiedztwa. Tak więc to tkwiło we mnie już bardzo wcześnie, kiedy byłem jeszcze naprawdę mały. Ale zabrało dużo czasu, zanim naprawdę zdałem sobie sprawę, kim chcę być. Wiedziałem, że pisarstwo może się stać karierą. Wiedziałem przecież o Arturze Conan Doyle'u, Marku Twainie i innych. Wtedy to byli moi ulubieni autorzy. Pamiętam też, jak sobie myślałem: „Wspaniale byłoby być kolejnym Waltem Disneyem”. Bardzo lubiłem oglądać filmy Disneya. Davy Crockett i wszystkie te niesamowite historie. To było naprawdę wspaniałe. Byłem zupełnie oczarowany tą magią. Wiedziałem, że to właśnie chcę robić. Oczywiście po drodze miałem też kilka innych pomysłów na życie. Próbowałem być muzykiem, stolarzem, pracowałem w drukarni…
ZwB No to widzę, że miał pan wiele źródeł inspiracji...
F.P. Dokładnie. Bo przecież żyjąc, wciąż się uczymy. Pamiętam jednak, że kiedy wykonywałem te wszystkie zawody, to wiedziałem… czułem, że czegoś mi tak naprawdę brakuje. Po czasie zdałem sobie sprawę, że szczęśliwy będę jedynie jako pisarz. Że wtedy poczuję pełnię i całkowite szczęście. Postanowiłem więc wrócić do swoich pasji i zacząć pisać. Powróciłem do kilku szkiców opowiadań, które leżały w szufladach…
ZwB I dobrze pan zrobił!
F.P. No cóż, widać to właśnie musiałem zrobić.
ZwB Miał Pan więc w dzieciństwie pasję, ale czy również wtedy pojawiła się też fascynacja potworami, które są w pewnym sensie bohaterami pana powieści? A jeśli tak, to czy rodzice nie byli tym zaniepokojeni?
F.P. Zarówno mama, jak i tata bardzo się martwili. Wydaje mi się, że wtedy ta fascynacja była rzeczywiście bardzo duża. Zbierałem modele, zbierałem plakaty, miałem mnóstwo komiksów na ten temat, sam pisałem opowieści o potworach i sam je opowiadałem. Bawiłem się z dzieciakami w potwory. Z bratem nawet wybudowaliśmy takie laboratorium naukowca-szaleńca, w którym na stole prosektoryjnym leżał potwór.
ZwB Pana nowa
powieść Potwór jest w dużej mierze zainspirowana tą dziecięcą fascynacją. Podzieli się pan z nami szczegółami dotyczącymi tej książki?
F.P. Hm... No dobrze. Specjalnie dla czytelników Zbrodni w Bibliotece... Reed i Beck, dwoje młodych ludzi udaje się do lasu, by tam ćwiczyć różne techniki przetrwania w ekstremalnych warunkach. Wszystkiego ma ich nauczyć pewien Indianin. Ale kiedy przybywają do małego domku, gdzie mają właśnie rozpocząć ten trening, okazuje się, że chata jest zdewastowana i że ktoś się do niej włamał, a Indianina spotkała okrutna śmierć. Nie mając dostatecznie dużo czasu na powrót przed zmrokiem, muszą tam na miejscu przeczekać do rana. No i w nocy oczywiście okazuje się, że ktoś ich prześladuje. Jakaś nieznana istota porywa Becka i zabiera go w ciemny las. Tak zaczyna się powieść.
ZwB Klątwa wisielca, inna bardzo popularna Pańska powieść, została zaadaptowana na scenariusz filmowy i stała się podstawą filmu. Jak to było zagrać w filmie, który powstał na podstawie własnej książki?
F.P. No cóż, to było w pewnym stopniu spełnione marzenie! Zawsze chciałem zagrać w filmie. To było wspaniałe doświadczenie! Miałem jednak pewien problem związany z moją dużą nadekspresją. Co innego publiczne wystąpienia, podczas których można sobie pozwolić na żywą gestykulację i mimikę, a co innego film, gdzie zbliżenie twojej twarzy może mieć sześć metrów. Trzeba być bardziej ostrożnym i używać subtelniejszych środków wyrazu. Trzeba grać z wnętrza. Tak więc naprawdę wiele się nauczyłem. Reżyser cały czas krzyczał: „Frank, stonuj trochę! Stonuj!”.
ZwB Skąd tak obszerna wiedza na tematy, o których Pan pisze?
F.P. No cóż, prawda jest taka, że jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju objawienia, anioły, demony, to sam tego nie doświadczyłem osobiście. Ale prowadziłem intensywne badania i poszukiwania... Głównym źródłem wiedzy jest dla mnie zawsze Biblia. Jeśli chodzi o anioły, to również ich opisy gruntownie przestudiowałem właśnie w Biblii. Próbowałem tak dokładnie, jak to tylko było możliwe, pisać zgodnie z biblijnym przekazem. Reszta pochodzi z doświadczeń osób mi znanych. Szczególnie bogatym źródłem wiedzy jest mój brat Terry. Jest on misjonarzem we Włoszech, a tam zawsze okultyzm był bardzo żywy. Terry miał do czynienia z osobami uzależnionymi od narkotyków. Czasami na prośbę rodziców bądź samych pacjentów przeprowadzał egzorcyzmy. Poza moim bratem rozmawiałem jeszcze z wieloma innymi misjonarzami, duchownymi, ludźmi, których szanuję. Stąd pochodzi moja wiedza i inspiracja. Jeśli chodzi o wygląd aniołów i demonów, to czerpałem zarówno z przekazów tradycyjnych, jak i z relacji świadków. Poza tym oczywiście istnieje bogata wiedza dotycząca filozofii new age, neo-pogaństwa itp.
ZwB Ciekawi mnie bardzo, jak ludzie reagują na Pana książki, jakie dostaje Pan informacje zwrotne?
F.P. Wszystkie pozytywne są tak naprawdę do siebie podobne i w podobnym duchu: „Otworzył mi pan oczy na zrozumienie prawdziwej duchowości”, „Zmienił pan moje podejście do życia, czuję się inaczej, rozumiem, co się dzieję, i mogę sobie wyobrazić, jak wygląda bitwa prawdziwego chrześcijanina”. Jest też grupa osób opisujących ciężkie próby, przez które przechodzą. Kłopoty w małżeństwie, w miejscu pracy… Czasem niektórzy piszą: „Pan opisał nasze miasteczko!”.
ZwB Przez cały czas wspiera Pana żona, Barbara. Wiadomo, że życie z twórcą może być trudne. Jaką radę mógłby Pan dać małżonkom pisarzy?
F.P. Myślę, że ona sama powiedziałaby, że najlepsze, co można zrobić, to po prostu być blisko. Pisanie to proces, który odbywa się w samotności i czasami ze względu na trudną materię może to być przerażające doświadczenie. Pisarz potrzebuje więc wtedy zachęty i wsparcia. A to może bardzo często być trudne. Nawet pisarze, którzy odnoszą duże sukcesy, mają często totalną blokadę twórczą, szukają czasem bezskutecznie inspiracji, nie wiedzą, jak rozwinąć jakiś wątek. Ale ja wtedy zawsze mogę liczyć na proste słowa wsparcia ze strony Barbary.
ZwB Co chciałby Pan powiedzieć swoim czytelnikom?
F.P. Chciałbym, żeby wiedzieli, że ich naprawdę uwielbiam, żeby mieli świadomość, że myślę o nich za każdym razem, kiedy zabieram się do pisania. Chcę też, żeby wiedzieli, że w każdej opowieści, którą napisałem, zawarta jest jakaś wiadomość, przesłanie.
ZwB No właśnie, proszę mi powiedzieć, czy nie boi się Pan, że Pana twórczość będzie postrzegana jako zbytnio moralizatorska i dydaktyczna?
F.P. Dokładnie wiem, co masz na myśli! Czasem rzeczywiście przekaz w niektórych powieściach jest niezwykle oczywisty i zamienia się w czystą dydaktykę. Chcę, żeby w przypadku mojej twórczości było jednak zupełnie inaczej. Owszem, mam swoje przemyślenia do przekazania, ale chcę, żeby były one organiczną częścią opowieści, tak by ludzie, czytając moje historie, naprawdę rozkoszowali się dobrze opowiedzianą fabuła, a nie czuli się jak na jakimś kazaniu. Ale wiem, że to może być bardzo cienka linia i jeśli jakiś krytyk jest na to wyczulony, to nawet mimo moich prób, wychwyci gdzieś w mojej twórczości dydaktyzm. Ale to naprawdę duże wyzwanie, by przemycić pewne ważne dla autora treści, nie przesadzając z dydaktyzmem.
ZwB Pisał Pan zarówno powieści, książki popularnonaukowe, jak i scenariusze. Co Pan lubi najbardziej?
F.P. Zdecydowanie powieści! Pisanie scenariusza filmowego i sam proces realizacji filmów jest wspaniały i naprawdę lubię to robić. Być może nawet częściej chciałbym się angażować w takie projekty, ale prawda jest tak, że jeśli chodzi o talenty, które dostałem od Boga, to myślę, że największym pozostanie tworzenie beletrystyki. Poza tym kiedy piszesz książkę, jest ona prawdziwie twoja, nie pracujesz z wieloma ludźmi, z których każdy uważa, że może mieć jakąś opinię dotyczącą tego, co należy zrobić. Kiedy pracujesz nad filmem, zawsze jest mnóstwo ludzi, którzy mają wpływ na proces twórczy, i nie można do końca pozostać wiernym swojemu oryginalnemu pomysłowi. Czasem nawet cała historia nie zdąża wtedy w pożądanym przez ciebie kierunku. Wtedy potrzebny jest kompromis. No i musiałem się tego nauczyć ;)) W przypadku książki też oczywiście swoje uwagi ma redaktor, ale to nie jest taka ingerencja jak w przypadku pracy nad scenariuszem, gdzie producent czy reżyser, a nawet aktorzy mogą mieć ciągle swoje zdanie.
ZwB Ile czasu zajmuje Panu pisanie jednej książki od momentu, kiedy ma Pan już wstępny pomysł?
F.P. Niestety, w moim przypadku trwa to średnio dwa lata. Jestem zadziwiony, kiedy dowiaduję się, że są autorzy, którzy piszą dwie albo trzy książki rocznie. Zazdroszczę im! Sam jestem powolnym pisarzem i chyba tak już pozostanie.
ZwB Czy na koniec może Pan dać jakąś radę młodym twórcom?
F.P. Tak! Nigdy nie idźcie tą ścieżką, którą ja podążam! Nie kopiujcie mojego stylu. Nie kopiujcie też stylu kogokolwiek innego. Piszcie z głębi serca. I nie dajcie się przekonać zręcznym marketingowcom, że musicie pisać pod czytelnika, że musicie wpisać się w potrzeby rynku. Zaufajcie sobie i swojej intuicji i piszcie prosto z serca. Wtedy czytelnicy zauważą waszą autentyczność.
ZwB Bardzo dziękujemy za tę radę i cały wywiad!
Wywiad przeprowadził Piotr Bucki