#
#

autorka: B.A. Paris

tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgard

premiera: 15 lutego 2018

wydawnictwo: Albatros

NA SKRAJU ZAŁAMANIA

wywiad z B.A. Paris

O pisaniu, spełnianiu marzeń w każdym wieku i planach na najbliższą przyszłość opowiedziała naszej recenzentce, Agnieszce Gracy, autorka "Na skraju załamania".

Agnieszka Graca: Woli pani rozmawiać po angielsku czy po francusku?

B.A. Paris: Wolę po angielsku, chociaż mówię po francusku.

AG: Pytam, bo jest pani Angielką, ale spędziła pani sporą część życia we Francji. Kiedyś była pani nauczycielką, dzisiaj jest pani pisarką. Czy lubi pani zmiany?

BAP: Lubię zmiany. Zmiana jest czymś dobrym i wydaje mi się, że nie boję się tego. Ale ostatnio było tych zmian rzeczywiście bardzo dużo. Po trzydziestu siedmiu latach spędzonych we Francji wróciliśmy do Wielkiej Brytanii. Od pół roku mieszkamy pod Londynem, przeprowadziliśmy się z powrotem z powodów rodzinnych. I rzeczywiście, bardzo długo byłam nauczycielką, jeszcze wcześniej pracowałam w finansach. Długo też nie pisałam, więc tak naprawdę dopiero teraz mogę mówić o takiej naprawdę wielkiej zmianie. Wcześniej, zanim zaczęłam pisać, było spokojnie. Dzisiaj moje życie wygląda zupełnie inaczej.

AG: Ponieważ zadebiutowała pani dość późno, wygląda na to, że nie rozważa pani przejścia na emeryturę?

BAP: Niczego takiego nie planuję, to nie dla mnie. Pisanie jest pasją i prawdopodobnie będę pisać cały czas. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła przestać. Ale to właśnie jest wspaniałe w pisaniu – można to robić w każdym wieku. Jestem przekonana, że w wieku osiemdziesięciu lat wciąż będę pisać. Naprawdę mam taką nadzieję, jeśli tylko nie zabraknie mi pomysłów. I to też jest świetne w pisaniu – że można to robić tak długo, jak tylko się chce.

AG: I widzę, że to się pani podoba?

BAP: Tak, bardzo to lubię i nie zniosłabym bezczynności. Pisanie pojawiło się w najbardziej odpowiednim czasie, ponieważ w zeszłym roku moja najmłodsza córka opuściła dom. Więc gdyby nie pisanie, nie wiem co bym zrobiła z całym tym wolnym czasem.

AG: Jest pani inspiracją dla innych. Pokazała pani, że zawsze można zabrać się za swoje marzenia, że nigdy nie jest za późno.

BAP: Ludzie często mówią ,,nie mogę tego zrobić”, ,,jestem za stary albo za stara” czy ,,nie starczy już czasu”. Szczerze mówiąc, to wszystko nie jest przeszkodą, jeśli tylko naprawdę się tego chce. Znam kobietę, która ma teraz chyba pięćdziesiąt pięć lat i przygotowuje się do zawodu położnej. Bo chce zostać położną. Ja sama zaczęłam pisać w wieku pięćdziesięciu lat. Moją pierwszą książkę wydano dopiero jak miałam pięćdziesiąt siedem lat. Więc nigdy nie jest za późno, żeby robić to, czego się pragnie. Chciałabym zachęcić wszystkich: jeśli chcecie coś robić, po prostu to róbcie. A ja jestem najlepszym dowodem na to, że można.

AG: W Polsce ukazały się do tej pory dwie pani powieści, ,,Za zamkniętymi drzwiami” i ,,Na skraju załamania”. Obie są thrillerami psychologicznymi. Jak to się stało, że wybrała pani ten gatunek?

BAP: Właściwie to był przypadek, szczęśliwy przypadek. Jeszcze przed ,,Za zamkniętymi drzwiami” napisałam kilka innych książek, które nie były thrillerami. Próbowałam je wydać, ale usłyszałam, że choć książki się spodobały, nie były tym, co się wtedy dobrze sprzedawało. Spytałam, co się dobrze sprzedaje i usłyszałam, że thrillery psychologiczne. Powiedziałam, że nigdy nie napiszę thrillera psychologicznego. Wydawało mi się, że nie byłabym w stanie napisać czegoś takiego. Napisałam wtedy ,,Za zamkniętymi drzwiami” - i dla mnie to była po prostu powieść, nie myślałam o niej jako żadnym szczególnym gatunku. Ale mój agent i wydawca stwierdzili, że to świetny thriller psychologiczny. Pomyślałam sobie ,,Wow! Napisałam thriller psychologiczny”. Nie wiedziałam, że potrafię, tymczasem zyskałam w ten sposób moc, żeby to robić przez kolejne lata.

AG: Thriller jest gatunkiem literackim, który ma przede wszystkim dostarczyć czytelnikowi rozrywki. Pani jednak porusza w swoich książkach poważne tematy. ,,Za zamkniętymi drzwiami” mówi o przemocy domowej; ,,Na skraju załamania” pokazuje kulisy manipulacji psychologicznej. Czy te zagadnienia były jedynie elementem fabuły, czy może czymś, z czym chciała się pani zmierzyć?

BAP: To nie było zamierzone. Nie myślałam, żeby o tym pisać tylko dlatego, że temat jest obecny w mediach. Ale cieszę się, że moje książki pomagają uświadomić ludziom obecnosć tych problemów. Kontaktują się ze mną kobiety, które w lekturze książki ,,Za zamkniętymi drzwiami” odnalazły swoją własną historię, bo przeżyły coś podobnego ze swoimi partnerami. Niektóre z tych kobiet wyznały, że dzięki mojej książce zdobyły się na odwagę, żeby opuścić partnera. Jestem szczęśliwa, że moje książki to sprawiły, że są dla ludzi inspiracją do tego, by zmienić coś w swoim życiu. Można powiedzieć, że to taki pozytywny ,,produkt uboczny” pisania. Nie wybrałam tych tematów, one same pojawiły się w moich książkach.

AG:

Poruszenie tematu przemocy domowej, obecnego w pani książkach, zbiegło się w czasie z akcją #MeToo, obrazującą skalę przemocy seksualnej wobec kobiet. Jest pani też matką pięciu córek, pragnie pani ich bezpieczeństwa. Wydaje się więc, że temat przemocy wobec kobiet jest dla pani ważny i z punktu widzenia kobiety i matki.

BAP: Rzeczywiście, mam pięć córek, które wychowałam na silne kobiety. Uważam, że to, co przyszło z ruchem #MeToo jest budujące. To, że kobiety zaczęły się buntować i mówić o tym, co im się przytrafiło. Ludzie często wstydzą się mówić o psychicznej manipulacji i przemocy domowej. Wstydzą się przyznać, że ich to spotkało. Ale jeśli się o tym mówi, wtedy inni też dołączają mówiąc ,,Tak, to również moja historia”. Więc dobrze, że kobiety występują w tej sprawie razem, że dzielą się swoimi doświadczeniami.

AG: Zarówno w ,,Za zamkniętymi drzwiami” jak i w ,,Na skraju załamania” bohaterki są ofiarami nie tylko z powodu rozgrywających się wydarzeń. Są również w pewien sposób skazane na pewne role - Grace ma upośledzoną siostrę, dla której poświęca wszystko, z kolei Cass jest sparaliżowana strachem przed demencją, której początki zauważa u siebie, albo przynajmniej tak jej się wydaje. Porusza się pani w tych tematach w sposób niezwykle świadomy. Wynika to z pani empatii czy z jakichś doświadczeń życiowych?

BAP:

Sama nie miałam takich doświadczeń, ale słucham tego, co mi opowiadają inni. Na przykład w ,,Za zamkniętymi drzwiami” Milli po prostu pojawiła się w książce i to było niesamowite, bo na początku nie wiedziałam, że Grace będzie mieć siostrę z zespołem Downa. Tymczasem ona nagle się pojawiła i wiedziałam, że będzie ciekawą postacią, a także że to właśnie ona uratuje sytuację. Natomiast podczas pracy nad ,,Na skraju załamania” zainteresował mnie temat demencji, ponieważ ostatnio coraz częściej dowiaduję się od moich znajomych, że ich rodzice cierpią na tę przypadłość. Usłyszałam sporo historii; niektóre były smutne, inne zabawne. Pomyślałam, że wykorzystam to w mojej książce.

AG: Wspomniała pani, że jedna z bohaterek, Millie, po prostu się pojawiła w trakcie tworzenia historii. Co jeszcze przytrafia się podczas pisania? Bo w wywiadach wspomina pani, że nie planuje jakoś bardzo szczegółowo swoich historii, zna pani tylko początek i czasem zakończenie.

BAP: To prawda, zawsze wiem jaki ma być początek, widzę pierwszą scenę. Czasami jest to coś, co wydarzyło się w rzeczywistości. Na przykład scena w ,,Na skraju załamania” - kiedyś wracałam do domu przez las podczas burzy i zaczęłam się zastanawiać co by było, gdyby zepsuł mi się samochód, czy bym się bała (pewnie tak), albo czy bym się zatrzymała, gdyby komuś się zepsuł samochód. Pomyślałam, że pewnie bym się nie zatrzymała. A jeśli temu komuś coś się stało? I tak właśnie pojawił się dylemat, a ja pomyślałam, że w ten sposób rozpocznę książkę. Tak więc zwykle mam zaplanowany początek, wymyślam dwóch głównych bohaterów i zakończenie, ale poza tym nie planuję niczego. Bohaterowie mnie prowadzą do zakończenia. Inne postacie się pojawiają tak jak Millie, po prostu się zjawiają. Czasami bohaterowie się zmieniają w trakcie pisania. Na przykład Jack – maił być niezbyt miłą osobą, tymczasem w trakcie pisania zdawał się mówić: ,,Muszę być jeszcze gorszy, muszę być naprawdę złym bohaterem!”. Kiedy później ponownie czytałam takie poprawione sceny, miałam wrażenie, że to nie ja pisałam, tylko Jack. Również w ,,Na skraju załamania” to bohaterowie mnie prowadzili.

AG: A co pojawia się najpierw, kiedy wymyśla pani początek historii? Scena? Bohater? Temat?

BAP: Oczywiście, temat jest dla mnie bardzo ważny. Ale najwięcej czasu poświęcam pierwszej scenie. To musi być coś przyciągającego czytelnika. Nie mogłabym pisać dalej, gdyby pierwsza scena nie była idealna.

AG:Jakiej rady udzieliłaby pani początkującym pisarzom?

BAP: Jeżeli chcecie pisać, piszcie. Piszcie w taki sposób, jaki wam odpowiada, nie zważajcie na to, co akurat jest popularne, bo trendy się zmieniają. Teraz dobrze sprzedają się thrillery, ale jeśli lepiej czujecie się w innym gatunku, nie przejmujcie się tym. Za kilka lat może będzie modny jakiś inny gatunek. Nie myślcie o tym, co robią inni, nie piszcie czegoś, w czym nie czujecie się dobrze. Dogadzajcie sobie pisaniem tego, co wam sprawia radość.

AG: W pani książkach można znaleźć sporo gier słownych. Lubi pani bawić się językiem?

BAP: Kocham słowa, zawsze kochałam słowa, język. Uwielbiałam być nauczycielką angielskiego, bo wiele mogłam się dowiedzieć o moim języku ojczystym. Uwielbiam angielski, bo jest bardzo idiomatyczny. W przypadku książki ,,Na skraju załamania” (org. The Breakdown) to nie ja wybrałam tytuł. Zaproponował to wydawca, a ja pomyślałam, że to dobry pomysł. Słowo breakdown występuje w książce w trzech znaczeniach, jako zepsucie się samochodu, załamanie nerwowe oraz rozpad małżeństwa. Jedno słowo, a tyle różnych znaczeń. Natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że tytuł był wyzwaniem dla tłumaczy.

AG: Co jest dla pani najtrudniejsze w pisaniu, a co najłatwiejsze?

BAP: Obecnie najtrudniej jest mi znaleźć czas. Wcześniej pisanie było moim hobby, pisałam dla siebie. Natomiast od kiedy zaczęto wydawać moje książki, wzrosła presja. Teraz muszę myśleć o czytelnikach, o wydawcach, o agencie. Zatem ta presja i brak czasu są rzeczą najtrudniejszą. A najłatwiejszą? Moment, w którym zaczynam pisać. Wszystko jest wtedy proste.

AG: Niedługo ukaże się pani trzecia powieść. Proszę nam o niej opowiedzieć.

BAP: Przy mojej trzeciej książce zależało mi na tym, żeby było to coś innego. Chciałam zmiany zarówno dla siebie jako autorki, jak i dla czytelników. Tym razem głównym bohaterem jest mężczyzna, opowiadam więc historię z punktu widzenia mężczyzny. To dla mnie nowość, dla moich czytelników również. Nie chciałam pisać kolejnej książki, w której ofiarą jest kobieta. Tym razem jest to historia mężczyzny, którego partnerka zniknęła pewnej nocy przed dwunastu laty. Zniknęła ot, tak – z samochodu, w którym ją zostawił tylko na chwilę. Kiedy wrócił, jej już nie było. Kobiety nigdy nie odnaleziono, nie odnaleziono też jej ciała – po prostu zniknęła. Dwanaście lat później mężczyzna próbuje ułożyć sobie życie na nowo i wtedy właśnie zaczynają pojawiać się znaki wskazujące na to, że kobieta może jednak żyje. Bohater musi się dowiedzieć, czy to ona, czy może ktoś, kto się pod nią podszywa, a także przyjrzeć się pewnym sprawom z przeszłości i z teraźniejszości.

AG: Czy wiadomo już jaki będzie tytuł?

BAP: Angielski tytuł brzmi Bring me back.

AG: A skoro trzecia powieść jest już gotowa, to co teraz pani pisze?

BAP: Dopiero zaczęłam pracę nad najnowszą książką, mam więc kilka pomysłów, ale to dopiero początek.

AG: A może pani już coś zdradzić?

BAP: Na razie tylko tyle, że to będzie kolejny thriller psychologiczny. Więcej nie mogę powiedzieć, bo na tym etapie sporo może się jeszcze zmienić.

Wspomniała pani, że wymyślając jakąś scenę zadaje sobie pani pytania A co by było gdyby...? Czy podczas pani pobytu w Polsce zdarzyło się coś, na co zareagowała pani A co by było gdyby...?

BAP: Nigdy nie wiadomo, może umieszczę akcję którejś książki w Polsce. Rzecz w tym, że mieszkałam przez trzydzieści siedem lat we Francji, ale ani razu nie umieściłam tam akcji. To trochę dziwne, ale zawsze wybieram Anglię, mimo że mieszkałam tam krócej, niż we Francji. Kiedy wyobrażam sobie angielskie miasteczka i wieś, one są jak żywe. Chociaż w mojej trzeciej książce pojawia się też trochę Francji, więc nigdy nie wiadomo. Może w czwartej książce znajdzie się jakiś polski element. Wszystko może się zdarzyć i właśnie o to chodzi w pisaniu. Czasem ludzie opowiadają mi, co im się przytrafiło i te historie są tak dziwne, że gdybym je umieściła w książce, czytelnicy pomyśleliby, że to niemożliwe.

AG: Dziękuję za rozmowę.