#

Kronika zbrodni

Grzegorz Kalinowski w literaturze kryminalnej zadebiutował jako dojrzały człowiek. Miał już wówczas za sobą spore doświadczenie zawodowe w środowisku dziennikarskim na rozmaitych stanowiskach, począwszy od komentatora sportowego, poprzez redaktora muzycznego, a na dokumentaliście skończywszy. Doświadczenie w pracy z narracją różnego autoramentu to sporo. Jednak w przypadku ambicji, by w XXI wieku powołać na karty przeszłość – nie tak wiele. Kimże byłby współczesny autor literatury retro bez historycznych źródeł, bez okopania się księgami zaświadczającymi o zaszłościach? Twórczym uzurpatorem? Kim jest autor przeprowadzający research wśród zakurzonych ksiąg i dzięki nim przywołujący na karty współcześnie pisanej powieści plastyczny malunek, dajmy na to, lat 30. XX wieku? Fascynatem? Historykiem? Perfekcjonistą? A jeśli te źródła wsparte są relacjami osoby, która w tym czasie już była na świecie i pochłaniała go dziecięcą/nastoletnią wrażliwością – co wówczas otrzymujemy?

Kronika. To słowo przychodzi mi na myśl jako pierwsze, gdy czytam „Śmierć z ogłoszenia”, trzecią część cyklu o komisarzu Kornelu Strasburgerze. Trzecią, a zarazem samodzielną opowieść z serii o polskim archiwum X, czyli policyjnej sekcji pracującej nad (za)przeszłymi sprawami. Tym razem, w roku 1932, mamy do czynienia z morderstwami w świecie filmu. Ginie pisarz, który zaprzedał pióro dziesiątej muzie – miał napisać powieść przygodową z wątkiem miłosnym, na podstawie której miała zostać nakręcona kasowa adaptacja. Równolegle z tymi dramatami ukazują się nietypowe ogłoszenia w prasie, a temat przewodni śledztwa, które otrzymali od przełożonych Strasburger i członkowie sekcji specjalnej Komendy Głównej – odnaleźć krnąbrną pannicę, córkę bardzo wpływowego człowieka – okazuje się o wiele bardziej niebezpieczny i dramatyczny…

Kalinowski pisze o tym, czym byłoby / mogłoby być międzywojenne policyjne archiwum spraw nierozwiązanych. Do tego wplata osoby i sytuacje z nim związane w faktografię złożoną ze zdarzeń, miejsc i ludzi dwudziestolecia międzywojennego. Coś podobnego robił przedwcześnie zmarły, nieodżałowany Philip Kerr; coś adekwatnie socjologicznie zaangażowanego, komentującego rzeczywistość wprowadził do polskiej literatury retrokryminalnej Marcin Wroński. Jednak Kalinowski nie powiela tego, co było obecne na rynku przed jego debiutem. Od innych, niezgorszych przecież, autorów nurtu odróżnia go namiętne wręcz przywiązanie do detali i wspomniana już narracja charakterystyczna dla kroniki. Kronikarz Kalinowski opisuje rzetelnie i z różnych perspektyw, a to komisarza, a to jego pomagierów, a to… mordowanych. Zwłaszcza te ostatnie narracje są niebywale interesujące, wszak umożliwiają obserwację aktu zbrodni. I twarzy zbrodniarza… Nie jest to jednak tożsame z rozwiązaniem zagadki, przeciwnie – pomiędzy dramatycznymi zwrotami akcji „Śmierć z ogłoszenia” usypia czujność czytelnika sprawozdawczymi opowieściami z życia zarówno elit, jak i przeciętnych obywateli II Rzeczypospolitej. Można wręcz zapomnieć, że czyta się kryminał!

Kalinowski to niewątpliwie pracowity i rzetelny autor, który, jak sądzę, nie chce robić czytelników w bambuko. Wystarczy, że „oszukuje”, zapodając im fikcyjną główną linię fabuły. Reszta to z pietyzmem odwzorowane tło epoki z wszystkimi jej cudownościami i niedogodnościami. Mamy zatem prężnie wypinającą pierś rodzimą kinematografię, radio jako cud techniki, wyznaczanie rytmu dnia poranną i popołudniową prasą, a zarazem wzrastające bezrobocie i przestępczość. Tu przewija się wspomnienie o zamordowaniu prezydenta, gdzie indziej wyskakuje myśl na temat czołowego amanta polskiego kina. Kalinowski śmiało żongluje nazwiskami z epoki, ma w tym temacie ogromne rozeznanie.

W jednym z wywiadów autor „Śmierci z ogłoszenia” wspomina o okopaniu się źródłami podczas pisania prozy retro. W dedykacji do omawianej książki z kolei dziękuje wiekowemu teściowi, który w latach 30. był dzieckiem i bez którego opowieści Kalinowski, jak sam twierdzi, nie zbudowałby świata przedstawionego nie tylko tej, ale wszystkich swoich powieści retro. Piękna i wzruszająca to dedykacja. Piękna i wzruszająca współpraca przedstawicieli dwu pokoleń.

Nie znaczy to jednak, że Kalinowski, tak wierny faktom i detalom, jest jako prozaik sztywniakiem. Przeciwnie. Dosłownie od pierwszej strony zaczyna flirt z popkulturą i postacią Jamesa Bonda, z której to kultowej postaci dobrodusznie się podśmiewa. Wprowadza też motyw powieści w powieści, a siła wykonania tego pomysłu dosłownie podnosi włoski na karku z niepokoju. Jest także „Śmierć z ogłoszenia” dość frywolna. Sporo w niej seksu, rozpalonych zmysłów, momentami nawet obleśności. W odwiecznym tańcu Eros i Tanatos sprężyście poruszają biodrami. Sex, drugs and movie’n’roll! Kto nie ryzykuje, nie pije szampana!

Byleby tylko nie był to ostatni kieliszek szampana w życiu…


O KSIĄŻCE

FRAGMENT DO CZYTANIA


Paulina Stoparek - z wykształcenia kulturoznawca filmoznawca, zawodowo związana z branżą wydawniczą, pracuje głównie przy literaturze kryminalnej. W sieci publikuje od 2012 r. Pisząc o literaturze i kinie, szuka kontekstów, wynajduje absurdy, rozpatruje od strony kulturoznawczej. Przede wszystkim jednak wytacza merytoryczne działa przeciwko tym, którzy rzetelną krytykę mylą z hejtowaniem i ogólnikowością. Takim pisaniem gardzi i prędzej padnie trupem, niż się do niego zniży. Prowadzi witrynę „Redaktor na Tropie” (redaktornatropie.wordpress.com)