#
#

Charles Cumming, „Obcy kraj”, przeł. Stanisław Bończyk, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., Warszawa 2015, s. 448.

Czy szef MI6 może mieć życie prywatne?

Zginęła? Wyjechała odpocząć przed objęciem stanowiska szefa wywiadu? A może spędza urlop z kochankiem przyprawiając rogi mężowi? W każdym razie nie ma jej, nie ma z nią kontaktu i nie można jej zlokalizować. Taki stan rzeczy odnośnie każdej osoby wzbudza niepokój, a co dopiero w przypadku przyszłej szefowej MI6, Amelii Levane. Na dodatek trzeba być bardzo dyskretnym, nie można rozpocząć oficjalnych poszukiwań i trzeba utrzymać wszystko w tajemnicy, nawet przed własną agencją. Jak zresztą się okazuje, nie pierwszy raz. Z takiej sytuacji jest jedno wyjście: trzeba skorzystać usług kogoś, kto teoretycznie nie powinien mieć z agencją nic wspólnego, a zarazem powinien być znakomitym agentem wywiadu. Najlepszym kandydatem jest agent zmuszony do wcześniejszego przejścia na emeryturę, a więc zarówno człowiek „swój” jak i nie związany z agencją. Dodatkowym atutem Thomasa Kell'a jest dobra znajomość z zaginioną kobietą, z którą nie raz współpracował. Wszyscy liczą, że właśnie dzięki temu będzie on w stanie „wejść w skórę” Amelii i uda mu się ją szybko odnaleźć żywą i całą. Dramatyzmu dodaje fakt, że Levane ma być pierwszą w historii kobietą stojącą na czele MI6.

„Obcy kraj” Charles'a Cumminga, to książka, w której głównymi bohaterami są agenci MI6,ale, w odróżnieniu od większości książek szpiegowskich,na pierwszy plan wysuwają się wątki osobiste, a nie zadanie, jakie agent miał lub ma wykonać. Oczywiście, problemy Amelii Levane mogą mieć olbrzymi wpływ na działalności agencji, a nawet na bezpieczeństwo poszczególnych osób, ale tutaj ważna jest ona, a nie sprawa, w którą była zaangażowana. Thomas Kell dostaje carte blanche jeżeli chodzi o podejmowanie działań mających na celu odnalezienie zaginionej i natychmiast wyjeżdża w miejsce, gdzie ją widziano po raz ostatni. Przewidywanie szefostwa się sprawdzają i Kell na pierwszą wskazówkę co do losów zaginionej wpada już w miejscu, gdzie ją widziano po raz ostatni. Trudno jest jednemu człowiekowi prowadzić poszukiwania, wypytywać świadków i śledzić podejrzanych, nawet jeżeli jest to doświadczony agent, ale skąd ma pochodzić wsparcie, jeżeli wszystko jest robione w tajemnicy? Jimmy Marquand, człowiek, który zlecił Kell'owi poszukiwania Amelii Levane, i na to znalazł radę. Współpracownikami emerytowanego agenta zostają… emerytowani agenci, tyle tylko, że dzieli ich różnica pokolenia! Barbara i Bill Knight, to małżeństwo agentów, którzy lata aktywności zawodowej mają już dawno za sobą, ale MI6 od czasu do czasu używa ich do misji o niewielkim znaczeniu. Teraz, ku lekkiemu przerażeniu Thomasa, stają się na jakiś czas jego jedynymi współpracownikami. I trzeba przyznać, że to nietypowe i nieco leciwe wsparcie zostaje przez niego znakomicie wykorzystane, a w Barbarze odzywają się uśpione nieco zdolności. W drugiej części powieści pojawia się już więcej profesjonalistów, a Kell nie jest zmuszony do pracy w pojedynkę, może liczyć na pomoc odpowiednich specjalistów.

Mimo że „Obce miasto”, to książka, w której mamy do czynienia zarówno z agentami MI6, jaki z wywiadem innego kraju (jakiego - wyjdzie na jaw w czasie czytania), paroma osobami postronnymi i jednym bardzo tolerancyjnym mężem, to cała akcja skupia się wokół zaginionej Amelii Levane i szukającego jej Thomasa Kell'a. Reszta jest pewnego rodzaju tłem, które owszem jest ważne, ale przecież o niczym nie decyduje i można je zmienić. Ta dwójka bohaterów jest zdecydowanie najlepiej scharakteryzowana, a ich losy sprzed zniknięcia kobiety determinują późniejsze postępowanie. W przypadku Amelii, korzenie aktualnych wydarzeń sięgają aż 1978 roku! I właśnie od takiej retrospekcji zaczyna się powieść: „Tunezja, rok 1978”.

Śledząc działania Thomasa Kell'a szukającego Amelii, a potem biorącego udział w zastawianiu pułapki na osoby odpowiedzialne za jej zniknięcie, trafiamy do Francji i Tunezji, potem z powrotem do Anglii i znowu do Francji. W sumie nic dziwnego, bo agent wywiadu pracuje głównie poza terenem własnego kraju, ale możemy się przekonać, że poruszanie się po krajach obcych językowo lub kulturowo nie jest dla Kell'a problemem. Można powiedzieć, że czuje się jak ryba w wodzie, zmieniając tożsamość i nawiązując nowe znajomości. Dlaczego więc pozbyto się go z MI6? Opierając się na wypowiedziach zarówno znajomych jak i samego Kell'a można wywnioskować, że stał się on kozłem ofiarnym. A w każdym razie tak to jest przez nich odbierane. Cumming porusza ważny problem dotyczący stosowania tortur podczas przesłuchań. Można uciec się do takich środków, aby zapobiec tragedii, czy nie? Gdzie jest granica? Na jednej szali zdrowie i, być może, życie jednego lub kilku ludzi, na drugiej kilkudziesięciu lub kilkuset. Co wybrać? Co prawda Thomas Kell nie torturował ludzi podejrzanych o terroryzm, ale był przy takich przesłuchaniach i przyglądał się temu. Nie, nie z zadowoleniem i satysfakcją, a z nadzieją na uzyskanie informacji.Autor „Obcego kraju” nie zajmuje żadnego stanowiska w tej drażliwej sprawie, a pozostawia ją czytelnikowi otwartą, do zastanowienia.

Szczerze mówiąc, nie jestem stuprocentową fanką powieści szpiegowskich, wolę zwykłe kryminały, ale „Obcy kraj” przeczytałam z dużą przyjemnością. Być może dlatego, że nie ma tu zawiłych intryg politycznych, a opis rozgrywek personalnych związanych z zajmowanymi stanowiskami jest ograniczony praktycznie do minimum. A może dlatego, że to, o czym czytamy wydaje się całkiem realne, nie naciągane, bez udziwnień i „wodotrysków”? Cumming sam pracował, co prawda krótko, dla MI6, więc oddanie realiów było dla niego na pewno łatwiejsze, niż dla autora, który nie miałby takich doświadczeń.

„Obcy kraj” to powieść trzymająca w napięciu, acz bez zawrotnego tempa akcji. Nie ma tam jednak dłużyzn, jest kilka całkiem zgrabnych zwrotów akcji i można przyjrzeć się działaniom służb wywiadowczych. Jednym słowem – przyjemna lektura na wakacje i nie tylko...

Redakcja ZwB