
tytuł: Gdy nikt nie patrzy
autor: M.M. Perr
seria z podkomisarzem Robertem Lwem (tom 2)
wydawnictwo: Prozami
premiera: 14 kwietnia 2021
ISBN: 9788366473379
Ostatnie wpisy:
- Przerażająca gra wywiadów o najwyższą stawkę
- Pasjonująca przygoda z bursztynem w roli głównej!
- To jak jazda rozpędzonym bolidem – ostra i niebezpieczna!
- Fascynująca podróż do mroków średniowiecza
- Podróż do tak mrocznego świata, że aż cierpnie skóra!
- Prawda jest okrutniejsza od najbardziej wymyślnej fikcji!
- Nie trzeba od razu skakać na bungee - można sięgnąć po „Dolinę szpiegów”!
- Zakończenie niczym erupcja uśpionego wulkanu!
- Diabli wiedzą…
- Dwa domy, dwa miejsca, ale czy na pewno dwie historie?
Ryk Lwa
Podkomisarz Robert Lew powraca! „Gdy nikt nie patrzy”, powieść autorstwa M.M. Perr, dopina wątki rozpoczęte w „629 kościach”, domykając tym samym rozpoczęty pół roku temu przez Wydawnictwo Prozami cykl. Czy mimo tego faktu kolejna część się ukaże? Bardzo, bardzo bym chciała.W „Gdy nikt nie patrzy” zastajemy Lwa w cywilu. Po dramatycznych wydarzeniach, które sfinalizowały „629 kości”, podkomisarz, by móc z większą regularnością opiekować się dziećmi i zniedołężniałym ojcem, jest zmuszony się przebranżowić. Zostaje kierowcą ciężarówki. Nie jest to zajęcie, które powoduje, że czuje się spełniony zawodowo — jego powołaniem była i zawsze będzie policja — ale dzięki niemu może spędzać wieczory z rodziną i mieć większy wpływ na odbudowanie mocno nadszarpniętej więzi z dziećmi. „Nowe” życie Lwa przebiega zgodnie z planem… do czasu. A ściślej rzecz biorąc, dopóki ponownie nie wypłynie temat podejrzewanego o seryjne morderstwa Brunona Kality, którego sprawę z powodów politycznych dwa lata wcześniej zamknięto zdecydowanie zbyt szybko. W prowadzonym przez kolegów podkomisarza śledztwie pojawia się trop mogący świadczyć o tym, że to właśnie Kalita jest odpowiedzialny za śmierć i rozczłonkowanie dwóch osób znalezionych w plastikowych workach w lesie nieopodal Warszawy…
Podobnie jak w „629 kościach”, tak i tu mamy bardzo mocną sekwencję otwierająca intrygę kryminalną. Miejsce zbrodni — a raczej złożenia zwłok — wrzyna się w umysł jak przystało na rasowy „chory” kryminał. Co prawda M.M. Perr nie epatuje krwawą i napuchnięta anatomią, ale już same opisy nabiegłych gazami gnilnymi worków są tak sugestywne, że co wrażliwsi czytelnicy mogą poczuć mdłości. Ponownie nie zawodzi także rysunek głównego antagonisty, który w „Gdy nikt nie patrzy” pojawia się jedynie sporadycznie, natomiast jego postępowanie jest jeszcze bardziej niepokojące niż w pierwszej części cyklu. Trudno zaprzeczyć, że jest w myśleniu Kality jakaś chora prawidłowość, której mimowolnie ma się ochotę przytaknąć…
Obok makabrycznego momentami wątku kryminalnego i mrocznej psychiki zwyrodniałego przestępcy jest w nowej powieści M.M. Perr coś, czego próżno było szukać „Kościach”, mianowicie scenki obyczajowe z życia rodzinnego Lwa, które nadają lekturze niespodziewanego ciepła i humoru. Perr ma prawdziwy dar kreowania atrakcyjnych dialogów i wynajdywania ciętych, ale w gruncie rzeczy dobrodusznych ripost. Ponadto bez dołowania czytelnika, a zarazem nie trywializując, opisuje problemy międzypokoleniowe czy poważne dolegliwości wynikające ze starości. Scenki te są tak pozytywne i przyjemne w lekturze, że konia z rzędem temu, kto mimowolnie się nie uśmiechnie. Nie wspominając o tym, że są one niczym oddech od mrocznej i dusznej kryminalnej atmosfery oraz… ryku Lwa.
Z podkomisarza to ciekawy bohater jest. Podobnie jak do Kality trudno mieć do niego zerojedynkowy stosunek. Jego niewątpliwe poczucie sprawiedliwości niebezpiecznie ociera się o obsesję, jego miłość jest ułomna z powodu zaniedbania, jego słuszny gniew przybiera znamiona szaleństwa. Jest w omawianej powieści dialog pomiędzy nim a Kalitą, który w doskonały sposób zaszczepi w czytelniku wątpliwości co do równowagi psychicznej Lwa. To, co luźno zauważają już wcześniej jego byli współpracownicy, a czemu niekoniecznie mamy chęć wierzyć, jego największy wróg merytorycznie wypunktuje niczym Hannibal Lecter słabości agentki Starling. Relacja na linii Lew—Kalita w zadziwiający sposób zacznie przyjmować znamiona duetu ojciec—syn…
…Aż do poruszającego końca, który sfinalizuje dochodzenie w sprawie Brunona. Końca, przy którym wyrwało mi się: „Cholera, ale jak to?”.
Ryk Lwa spowodował porażające konsekwencje. Oby nie ostatnie. Oby dane mu było zaryczeć jeszcze nie raz.
Paulina Stoparek - z wykształcenia kulturoznawca filmoznawca, zawodowo związana z branżą wydawniczą, pracuje głównie przy literaturze kryminalnej. W sieci publikuje od 2012 r. Pisząc o literaturze i kinie, szuka kontekstów, wynajduje absurdy, rozpatruje od strony kulturoznawczej. Przede wszystkim jednak wytacza merytoryczne działa przeciwko tym, którzy rzetelną krytykę mylą z hejtowaniem i ogólnikowością. Takim pisaniem gardzi i prędzej padnie trupem, niż się do niego zniży. Prowadzi witrynę „Redaktor na Tropie” (redaktornatropie.wordpress.com)